Poniedziałek, 13 Lipiec
Imieniny: Brunona, Jana, Wery -

Reklama


Reklama

Jedno zdanie pani Wandy było cenniejsze niż stare mapy. Tak wróciła historia Kalwy (wideo)


- Miałam siedem lat. Pamiętam, że statek stał już na brzegu… - mówi Wanda Gruber. Dla większości to tylko wspomnienie z dzieciństwa. Dla Macieja Rokusa – kolejny fragment układanki, która od lat pozwala odtwarzać historię żeglugi na jeziorze Kalwa. Bo najcenniejsze archiwa nie zawsze stoją w muzeach. Czasem mieszkają po prostu w pamięci ludzi. Obejrzyj materiał wideo z rozmową z panią Wandą, mieszkanką gminy Pasym.


Materiał wideo dostępny pod tym linkiem: https://www.facebook.com/reel/1485916396194570

 „Hertha” wciąż spoczywa na dnie Kalwy. Po 80 latach historia znów wypłynęła na powierzchnię.

Najpierw z jeziora wydobyto historię, dopiero później na wodzie pojawił się nowy statek. Dziś po Kalwie znów pływa jednostka pasażerska, a mieszkańcy wracają pamięcią do czasów, gdy taki widok był codziennością. W rozmowie z Maciejem Rokusem pani Wanda Gruber opowiada o wspomnieniach z dzieciństwa i statku, który choć od dawna nie pływał – wciąż żył w pamięci mieszkańców Pasymia.

- Miałam siedem lat. Pamiętam, że statek stał już na brzegu. Nie pływał, ale rodzice i starsi mieszkańcy często o nim opowiadali. Rejsy po Kalwie były czymś zupełnie naturalnym - wspomina Wanda Gruber podczas rozmowy nagranej na pokładzie nowego statku pasażerskiego.

To właśnie takie opowieści sprawiają, że historia jeziora Kalwa przestaje być zapisem w kronikach, a staje się żywą pamięcią mieszkańców.

 

NA DNIE WCIĄŻ LEŻY „HERTHA”

Dla Macieja Rokusa pojawienie się nowego statku nie jest jedynie kolejną atrakcją turystyczną. To symboliczny powrót do historii, którą od lat bada wraz z Grupą Specjalną Płetwonurków RP.

- Prześledziłem dzieje statków pasażerskich, które pływały po Kalwie przed wojną. Były trzy takie jednostki. Jedna z nich nosiła nazwę „Hertha”. I właśnie ten statek udało nam się odnaleźć na dnie jeziora - mówi Maciej Rokus.

Odkrycie potwierdziły późniejsze badania prowadzone wspólnie z Marynarką Wojenną.

- Historia mówiła, że po zakończeniu przewozów pasażerskich statek wykorzystywano do transportu cegły. Kiedy zeszliśmy pod wodę, okazało się, że rzeczywiście jest nimi załadowany. Porównaliśmy wymiary wraku z archiwalnymi zdjęciami. Wszystko się zgadzało. To była „Hertha” - dodaje.

 

NOWY STATEK, STARA HISTORIA

Choć wrak przedwojennej jednostki nadal spoczywa na dnie Kalwy, po blisko 80 latach mieszkańcy znów mogą oglądać jezioro z pokładu statku pasażerskiego. Jak podkreśla Rokus, decyzja o sprowadzeniu jednostki była poprzedzona szczegółowymi analizami.

- Nie kupuje się statku na podstawie kilku zdjęć. Pojechaliśmy do Szczecina, sprawdziliśmy jego stan techniczny, zachowanie na wodzie i możliwości manewrowe. To jednostka bardzo dobrze dobrana do Kalwy - wyjaśnia.

Zwraca uwagę, że statek ma niewielkie zanurzenie i nowoczesne rozwiązania poprawiające bezpieczeństwo pasażerów.

 

HISTORIA, KTÓRA ZNOWU PŁYNIE

Nowy statek nie ma zastąpić „Herthy”. Ma przypominać, że żegluga pasażerska na Kalwie nie jest nowym pomysłem, lecz powrotem do tradycji przerwanej przez wojnę.

- Najbardziej cieszy mnie to, że ludzie będą mogli zobaczyć swoje jezioro na nowo. Popłynąć trasą, którą przed laty znali mieszkańcy Pasymia. Chciałbym, żeby historia nie leżała tylko na dnie jeziora razem z „Herthą”, ale znowu zaczęła żyć - mówi Maciej Rokus.

I właśnie dlatego rozmowa z Wandą Gruber ma tak szczególną wartość. Bo zanim historycy odnaleźli wrak „Herthy”, jej historia przez dziesięciolecia przetrwała przede wszystkim w pamięci ludzi.

 





Reklama

Reklama



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama