Sobota, 13 Grudzień
Imieniny: Dalidy, Juliusza, Łucji -

Reklama


Reklama

Piętnaście lat na straży życia. Grzegorz Achremczyk: Robimy to po pracy, z serca (zdjęcia)


Zaczynali od spotkania kilku zapaleńców w garażu. Dziś Fundacja Autrimpus ma własny ambulans, łódź motorową, setki przeszkolonych mieszkańców i ponad dwadzieścia zabezpieczanych imprez rocznie. Wszystko — za darmo, społecznie, po godzinach. – Nie mieliśmy wielkich akcji jak z filmów. Nasza praca to codzienna, cicha robota dla ludzi – mówi wiceprezes Grzegorz Achremczyk. Właśnie minęło piętnaście lat ich służby dla powiatu.



Fundacja Autrimpus od piętnastu lat działa na rzecz bezpieczeństwa i edukacji w powiecie szczycieńskim. Jej członkowie szkolą z pierwszej pomocy, zabezpieczają imprezy masowe, prowadzą akcje ekologiczne i działają wyłącznie społecznie – bez wynagrodzenia. O początkach, codziennej pracy i jubileuszu fundacji rozmawiamy z Grzegorzem Achremczykiem, wiceprezesem Autrimpusa.

 

Jak to się zaczęło?

Pomysł narodził się jesienią 2010 roku. Spotkaliśmy się wtedy u Darka Hodkowskiego – dziś naszego prezesa – razem z grupą ludzi związanych z bezpieczeństwem. Byli między innymi Grzegorz Siemieniuk czy Zbigniew Stasiłojć, obecny komendant powiatowy PSP. Chcieliśmy robić coś wspólnie, z pasji, niekoniecznie zawodowo. Tak powstała Fundacja Autrimpus – z potrzeby działania i chęci zrobienia czegoś pożytecznego.

 

Czyli zaczęło się od spotkania znajomych, a skończyło na zarejestrowanej organizacji.

Dokładnie tak. Z czasem nawiązaliśmy współpracę z Mazurskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym i Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska. Dzięki temu pozyskaliśmy pierwszą łódź motorową, która pozwoliła nam prowadzić akcje na wodzie. A jedną z pierwszych naszych inicjatyw było wspólne sprzątanie Jeziora Lemańskiego z uczniami Szkoły Podstawowej nr 3 w Szczytnie. Tak naprawdę to od tej akcji wszystko ruszyło.

 

Czym dziś zajmuje się Autrimpus?

Skupiamy się na trzech obszarach: bezpieczeństwie, edukacji i ekologii. Organizujemy szkolenia z pierwszej pomocy, uczestniczymy w zabezpieczeniach imprez – zarówno na lądzie, jak i na wodzie – i prowadzimy działania proekologiczne. W ciągu tych lat przeszkoliliśmy już setki osób, w tym dorosłych, młodzież i dzieci. Każdy z członków fundacji ma ukończony kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy, który odnawiamy co trzy lata. Systematycznie też uzupełniamy wiedzę – ratownictwo nie stoi w miejscu, a my staramy się być na bieżąco.


Reklama

 

Ile osób przeszło wasze szkolenia?

Szacuję, że tylko samych uczestników kursu KPP było około trzystu. Ale jeśli doliczyć krótsze zajęcia, pogadanki i szkolenia dla dzieci czy młodzieży, to mówimy o setkach, może już tysiącach osób. To cieszy, bo widzimy realny efekt – świadomość i odwagę w udzielaniu pomocy.

 

To działalność społeczna?

Tak. W fundacji nikt nie zarabia. Wszystko robimy pro publico bono. Ani prezesi, ani członkowie nie otrzymują wynagrodzenia. Działamy z potrzeby serca i poczucia odpowiedzialności. Dzięki wsparciu gmin i współpracy z instytucjami – jak Państwowa Straż Pożarna, szpital czy pogotowie ratunkowe – udało się nam przez lata zbudować solidne zaplecze sprzętowe. Mamy własny ambulans, sprzęt ratowniczy, a także wspomnianą łódź motorową. To sprzęt, który służy podczas zabezpieczania imprez i akcji na wodzie.

 

Jak dużo takich zabezpieczeń realizujecie rocznie?

W tym roku obstawiliśmy 21 imprez – od wydarzeń sportowych po plenerowe festyny i koncerty. Niektóre z nich trwają cały dzień, wymagają zaangażowania kilku osób i sporo sprzętu. Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo uczestników.

 

Czy w ciągu tych piętnastu lat zdarzyły się jakieś wyjątkowe, trudne akcje?

Nie mieliśmy spektakularnych interwencji, jak strzelaniny czy katastrofy. Nasza praca jest bardziej codzienna, systematyczna, żmudna – i może właśnie przez to najcenniejsza. Jesteśmy obecni tam, gdzie ludzie się bawią, gdzie gromadzą się tłumy. Zabezpieczamy, czuwamy, szkolimy. To nie heroiczne akcje, ale ciągła praca u podstaw.

 

A kto tworzy fundację? Jak wygląda ten zespół od środka?

Reklama

To bardzo różnorodna grupa. Są wśród nas ratownicy medyczni, urzędnicy, przedsiębiorcy, strażacy OSP, właściciele firm i osoby pracujące w różnych branżach. Prezes – Dariusz Hodkowski – jest przedsiębiorcą, ja jestem ratownikiem medycznym, Grzegorz Siemieniuk to urzędnik państwowy. Są z nami m.in. Waldek Stawicki, który prowadzi własną firmę czy Piotrek Wałek, który pracuje u Darka. Wszyscy działamy po pracy, po godzinach. Łączy nas jedno – chęć pomagania.

 

Wspominałeś o rodzinnych akcentach – Twoja siostra też miała okazję wykorzystać wiedzę wyniesioną z fundacji.

Tak, pracuje w MDK-u i któregoś dnia była świadkiem potrącenia pieszego. Bez chwili wahania wybiegła i udzieliła pierwszej pomocy. To pokazuje, że edukacja ma sens – że te wszystkie nasze szkolenia i rozmowy przekładają się na konkretne reakcje ludzi w realnych sytuacjach.

 

A jak wyglądało samo świętowanie piętnastolecia?

To była niespodzianka. Spotkanie miało być zwykłym podsumowaniem roku. Dopiero w trakcie prezentacji, na ostatnim slajdzie, pojawiła się informacja, że mija właśnie piętnaście lat naszej działalności. Gośka upiekła tort, nikt o tym wcześniej nie wiedział. Zrobiło się ciepło, emocjonalnie, wspomnieniowo. Takie małe, kameralne święto ludzi, którzy przez lata razem działali.

 

Co dalej z Autrimpusem?

Nie zatrzymujemy się. Chcemy dalej szkolić, rozwijać się, inwestować w sprzęt i ludzi. I co najważniejsze – utrzymać ten społeczny charakter fundacji. Bo dla nas nie ma nic cenniejszego niż świadomość, że po piętnastu latach nadal działamy z pasji, nie dla zysku.

 



Komentarze do artykułu

Ojojoj

Jedyna porządna ekipa zapaleńców w tym mieście

Zbigniew Chrapkiewicz

Bohaterowie pierwszego frontu w ratowaniu zdrowia i życia ludzkiego, wytrwałości, cierpliwości, odwagi w tym trudnym zawodzie zaufania publicznego .Pozdrawiam Wszystkiego Najlepszego.

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama