Sobota, 17 Styczeń
Imieniny: Antoniego, Henryki, Mariana -

Reklama


Reklama

Wigilia w karetce zamiast przy stole. Grzegorz Achremczyk: - Najlepsze święta są wtedy, gdy telefon milczy


Dla wielu to czas rodzinnych spotkań, ciszy i odpoczynku. Dla ratowników medycznych – jeden z najbardziej intensywnych okresów w roku. Więcej zgłoszeń, więcej wyjazdów, więcej dramatów, którym można było zapobiec. Grzegorz Achremczyk, koordynator pogotowia ratunkowego w Szczytnie, mówi wprost o świątecznych interwencjach, błędach popełnianych przy wigilijnym stole i o tym, dlaczego najlepsze święta dla ratownika to te, kiedy telefon dzwoni jak najrzadziej.

 



Okres Świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra to dla ratowników medycznych czas zupełnie inny niż reszta roku. Czuć to już na dyżurach?

Zdecydowanie tak. Ten rok będzie pod tym względem wyjątkowy, bo mamy bardzo dużo dni wolnych, świąt i długich przerw. A to zawsze przekłada się na większą liczbę zgłoszeń. W tym czasie zmienia się rytm życia ludzi – więcej spotkań rodzinnych, wyjazdów, więcej jedzenia, alkoholu, ale też większa koncentracja na bliskich. I niestety: więcej interwencji.

 

Mówi Pan o większej trosce o bliskich. Tyle że czasem ta troska przybiera trudną formę…

Tak, to jest gorzka prawda, z którą ratownicy i system ochrony zdrowia mierzą się od lat. Mało kto o tym mówi, bo niewygodny temat. Ale myślę że prawda jest ważna. Bardzo często dzień lub dwa przed Wigilią pojawiają się wezwania dotyczące osób starszych, schorowanych, przewlekle chorych. Rodziny próbują „na szybko” leczyć bliskich, ale tek naprawdę chodzi głównie o to, aby na ten czas świąt umieszczać ich w szpitalach. Czasem wynika to z bezradności, czasem ze strachu, a czasem – powiedzmy to uczciwie – z chęci przerzucenia odpowiedzialności na system.

 

To musi być trudne również dla zespołów ratownictwa medycznego.

Oczywiście. Bo bardzo często ludzie wybierają najkrótszą drogę: wzywają karetkę. A karetka nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów zdrowotnych. My jesteśmy od ratowania życia i zdrowia w stanach nagłych, a nie od zastępowania opieki długoterminowej czy rozwiązywania rodzinnych dylematów.

 

Zostawmy na chwilę ten trudny temat. Przejdźmy do konkretów: jak przygotować się do świąt, żeby spędzić je bezpiecznie i nie trafić na SOR albo do karetki?

Zacznę od rzeczy bardzo prostej, a jednocześnie kluczowej: apteki. W naszym powiecie nie mamy apteki całodobowej. To oznacza, że w nocy w Wigilię czy w pierwszy dzień świąt dostęp do leków jest bardzo utrudniony albo żaden. Dlatego apeluję, szczególnie do rodziców i opiekunów: zadbajcie o domową apteczkę. Podstawowe leki przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, coś na żołądek – to naprawdę może uchronić przed niepotrzebnym wezwaniem karetki o trzeciej nad ranem.

 

To ważne, bo wiele osób o tym zwyczajnie nie myśli.

Dokładnie. A potem pojawia się gorączka u dziecka albo silny ból u dorosłego i zaczyna się panika. Trzeba jasno powiedzieć: SOR nie jest przychodnią. Tam trafiają osoby w stanie zagrożenia życia. Na szczęście funkcjonuje nocna i świąteczna pomoc lekarska – tam należy się zgłaszać w przypadku infekcji, gorączki czy dolegliwości, które nie zagrażają bezpośrednio życiu. Ale podkreślam zrealizowanie recepty może być kłopotem w naszym powiecie.


Reklama

 

Czyli planowanie, rozsądek i przewidywanie. Co jeszcze?

Jeśli ktoś choruje przewlekle, powinien kilka dni wcześniej skontrolować swój stan zdrowia. Jeżeli coś niepokoi – iść do lekarza rodzinnego, zrobić badania. Nie odkładajmy leczenia na Wigilię czy pierwszy dzień świąt. Stany nagłe, jak zawał czy udar, oczywiście zdarzają się nagle i wtedy bezwzględnie wzywamy pomoc. Ale bardzo wiele interwencji wynika z zaniedbań i odkładania spraw „na później”.

 

Święta to też jedzenie. Dużo jedzenia.

I tu kolejny apel: nie przejadajmy się. Wiem, że pokus jest mnóstwo, stoły uginają się od potraw, ale warto dawkować jedzenie. Przejedzenie prowadzi do silnych dolegliwości żołądkowych, bólu brzucha, a czasem objawów, które pacjent odbiera jako zagrożenie życia. A wystarczyłby umiar i chwila przerwy.

 

No i alkohol. Trudno go pominąć w tej rozmowie.

Niestety, jego spożycie w święta i w okresie sylwestrowym jest bardzo duże. Nie jestem od zakazywania, ale powiem jasno: jeśli już pijemy, róbmy to z głową. Alkohol w nadmiarze to nie tylko problemy zdrowotne, ale też agresja, bójki, urazy. A my potem jedziemy do takich zdarzeń – często w środku nocy, często do sytuacji, których można było uniknąć.

 

Jakie interwencje dominują w tym okresie?

Spektrum jest szerokie: choroby układu krążenia, zawały, udary, urazy, pobicia, wypadki. Bardzo często wszystko to ma wspólny mianownik: alkohol. Święta i Sylwester to dla ratowników czas naprawdę wytężonej pracy.

 

 

Czyli nie da się powiedzieć, że w święta jest więcej jednego rodzaju zdarzeń, a w Sylwestra innego?

Nie ma na to recepty. Nie da się przewidzieć, którego dnia będzie więcej urazów, a którego problemów kardiologicznych. Dla nas ten okres to jeden długi ciąg dyżurów – od Wigilii, przez święta, Sylwestra, Nowy Rok. Wszystko się zazębia, a zgłoszenia są bardzo różne.

 

Sylwester to też fajerwerki. Co roku słyszymy o poparzeniach, urazach dłoni, oczu.

I co roku mamy takie zdarzenia. Cyklicznie. Najczęściej wynikają z niedopełnienia podstawowych zasad bezpieczeństwa. Ktoś odpala petardę po alkoholu, ktoś daje ją dziecku, ktoś odpala ją w tłumie albo w niewłaściwym miejscu. Skutek jest taki, że zamiast świętować, wzywa ratowników.

 

Jak więc korzystać z fajerwerków, żeby nie skończyło się to karetką?

Przede wszystkim: postępować mądrze. Tak samo jak przy alkoholu. Dzieci absolutnie nie powinny odpalać fajerwerków. Jeżeli już ktoś decyduje się na taką formę świętowania, to tylko pod nadzorem osoby dorosłej, trzeźwej i myślącej racjonalnie. Nie strzelać w stronę ludzi, nie trzymać w rękach, nie odpalać w pobliżu głowy. I pamiętać, że bezpieczeństwo dotyczy nie tylko zwierząt, ale przede wszystkim ludzi.

Reklama

 

Czyli kluczowe słowo to bezpieczeństwo.

Dokładnie. Bezpieczeństwo, jeszcze raz bezpieczeństwo. Trzeba też pamiętać, że nie wszyscy chcą uczestniczyć w takim świętowaniu. Są dzieci, osoby starsze, zwierzęta. Warto mieć to z tyłu głowy.

 

Gdyby miał Pan dać jedną, uniwersalną radę na święta i Sylwestra – jaka by była?

Może zabrzmi banalnie, ale: świętujmy mądrze. Mądrze jeść, mądrze wypoczywać, mądrze spędzać czas. Czy to z rodziną, czy z przyjaciółmi. Tak, żeby ten długi okres świąteczny był po prostu bezpieczny. I żebyśmy – jako ratownicy – nie musieli spotykać się z kimś służbowo.

 

A jak to wygląda od strony statystyk? Taki długi okres świąteczny oznacza więcej wyjazdów?

Zdecydowanie tak. Można powiedzieć, że liczba wyjazdów rośnie dwu-, a czasem nawet trzykrotnie. Wynika to także z geografii naszego powiatu. Na Mazury przyjeżdża w tym czasie bardzo dużo osób z innych regionów Polski. Domki całoroczne, hotele, pensjonaty – liczba ludzi realnie się zwiększa, a wraz z nią liczba zdarzeń.

 

A jak świętują sami ratownicy medyczni?

To ciekawe pytanie. Odpowiedź jest prosta: pracujemy. Nie ma czegoś takiego jak całe święta wolne. Zawsze wypada jakiś dyżur. Mówimy wręcz o ciągu dyżurów świątecznych. Świętowanie jest ciche, spokojne, często przerywane wyjazdami.

 

Czyli Wigilia w karetce to nie metafora.

Zdarzało się, że w Wigilię jechaliśmy do pacjenta i te dziesięć minut spędzaliśmy w czyimś domu, przy stole, w zupełnie innym nastroju niż własna rodzina. Ale to jest nasza praca. Gdy nie ma wyjazdów, ten czas spędzamy spokojnie, w gronie współpracowników, z którymi jesteśmy na dyżurze. Bez wielkiego świętowania, bez fajerwerków – raczej w ciszy i gotowości do wyjazdu.

 

Na koniec – czego życzyłby Pan mieszkańcom powiatu szczycieńskiego na te święta?

Spokoju. Rozsądku. Zdrowia. I tego, żebyśmy się nie spotykali w karetce ani na SOR-ze. Najlepsze święta dla ratownika to takie, kiedy telefon dzwoni jak najrzadziej.

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama