Kiszka dźwierzucka nie powstała na potrzeby festiwalu. W latach 70. była daniem, po które przyjeżdżali mieszkańcy Szczytna, Biskupca, a nawet zagraniczni kierowcy pracujący przy budowie hotelu Mrągowo. Po pół wieku gmina wraca do tej historii. O pierwszym Festiwalu Kiszki Dźwierzuckiej, poszukiwaniu dawnego smaku i kulinarnej promocji gminy rozmawiamy z wójtem Dariuszem Tymińskim.
Dlaczego zdecydowaliście się zorganizować Festiwal Kiszki Dźwierzuckiej?
Kiszka pojawiła się w Dźwierzutach w połowie lat 70. Serwowała ją restauracja Słowianka. Pamiętam, jaki wywołała boom. Przyjeżdżali po nią ludzie z Biskupca i Szczytna. W rozmowach z kołami gospodyń wiejskich i sołectwami doszliśmy do wniosku, że warto wrócić do tej historii sprzed 50 lat.
Pan zna ją nie tylko z opowieści.
Zacząłem stołować się w Dźwierzutach w 1970 roku, gdy poszedłem do szkoły podstawowej. Rodzice uznali, że powinienem jeść obiady. Korzystałem z miejscowych restauracji do 1982 roku. Pamiętam Gospodę Łabędź, Rewolucję, a później Słowiankę. Pamiętam też kiszkę.
Jak często ją pan jadł?
Najczęściej w poniedziałki, bo był to w restauracji dzień bezmięsny. Podawano wtedy śledzia w śmietanie, bigos myśliwski i właśnie kiszkę dźwierzucką. Pamiętam nawet cenę. W 1977 roku kosztowała chyba 10,80 zł.
Co odróżniało ją od innych kiszek ziemniaczanych?
Ziemniaki były grubo mielone. Po przecięciu osłonki było widać ich strukturę. To nie była babka ziemniaczana, tylko luźniejsza masa. Dodawano dużo boczku, smażoną cebulę, a do porcji podawano 100 gramów zimnej śmietany. Smak był tak charakterystyczny, że trudno porównać go z czymś współczesnym.
Próbował pan znaleźć podobną wersję?
Dwa lata temu pojechałem do Supraśla, gdzie odbywają się mistrzostwa świata w kiszce ziemniaczanej. Spróbowałem chyba ośmiu porcji z różnych stoisk. Żadna nie przypominała mi kiszki dźwierzuckiej z lat 70.
Skąd receptura trafiła do Dźwierzut?
Ówczesny kierownik restauracji, Jarosław Katelma, przywiózł ją z Wileńszczyzny. Miał tam rodzinę i pochodził z tych stron. Mogło to być około 1976 roku, choć dokładnej daty nie pamiętam.
Oryginalny przepis się zachował?
Nie w pełnej formie. Żyją jeszcze panie, które pracowały w restauracji i przygotowywały to danie. Problem polega jednak na tym, że przez pół wieku zmieniły się składniki. Mamy inne odmiany ziemniaków, inną śmietanę, nawet mleko nie smakuje tak jak dawniej. Odtworzenie receptury nie oznacza więc automatycznie odtworzenia smaku.
Popularność kiszki wykraczała poza gminę?
Tak. Pamiętam czas budowy hotelu Mrągowo. Szwedzi pracujący przy inwestycji wozili żwir z Giław. Zatrzymywali się przy ulicy Pasymskiej i wchodzili do restauracji. Wielokrotnie widziałem, że także zamawiali kiszkę dźwierzucką. Nie jedli jej więc tylko mieszkańcy okolicy.
Festiwal jest próbą odnalezienia tego smaku?
Tak, ale ma też szerszy cel. Rozpoczynamy budowę kulinarnej mapy gminy Dźwierzuty. Chcemy, żeby każde koło gospodyń wiejskich i każde sołectwo stworzyło własny wyrób. Dzięki temu podczas uroczystości powiatowych czy wojewódzkich gmina nie będzie występowała z przypadkowym zestawem potraw, tylko z rozpoznawalnymi smakami.
Czy każdy uczestnik przygotował również własną wersję kiszki?
Kiszka jest osią wydarzenia, ale pojawiają się też inne dania. Są pierogi, w tym pierogi z kaszanką, których sam wcześniej nie jadłem. Chcemy próbować, porównywać i szukać produktów, które mogą reprezentować poszczególne miejscowości.
Mapa smaków ma być jednorazową akcją czy stałym projektem?
To dopiero początek. Chcę, żeby projekt się rozwijał. Mamy produkty, przepisy i ludzi, którzy potrafią gotować. Trzeba je połączyć, nazwać i pokazać poza gminą.
Uda się odtworzyć kiszkę dźwierzucką dokładnie taką, jaką pamięta pan z dzieciństwa?
To będzie trudne. Możemy zbliżyć się do receptury, ale smak zależał też od produktów, których dziś już nie ma. Mimo to warto próbować. Jeżeli ludzie przyjeżdżali po nią pół wieku temu, może znów stać się znakiem Dźwierzut.
No tak. Uzurpator pałacu prezydenckiego ułaskawił kibola. Ironia autora jest o tyle ciekawa, że pomija najważniejszy szczegół: Staruch nie został skazany za pobicie, gangsterkę czy działalność przestępczą, lecz za przebywanie w niewłaściwym sektorze, mimo że Motor Lublin wydał na to zgodę, a sąd kompletnie tego szczegółu nie uwzględnił. Można być przeciwnikiem ułaskawienia, ale warto zachować proporcje. Zastanawia mnie również, dlaczego podobnego oburzenia u szanownego Pana nie wywołują afery dotyczące pieniędzy publicznych: Pokoje vip, holendernie zarobki lekarzy, czy ostatni temat okradanie powodzian. W takim zestawieniu ułaskawienie człowieka ukaranego zakazem stadionowym wygląda raczej na temat zastępczy niż problem pierwszej wagi. Pozdrawiam.
XxX
2026-08-11 06:21:20
Przewinalem, nie czytalem. Widzialem tylko w naglowku, ze znowu o prezydencie. To jakas choroba przesladowcza. Czemu ten osobnik np o Tfusku nue pisze bo jest o czym pisac. Kompleksiki wychodza i zazdrosc po prostu. Smutne bo z wiekiem czlowiek powinien madrzec a nie odwrotnie...
Romek
2026-08-10 19:47:13
A czemu ów felietonista jest taki tajemniczy? Ani nazwiska, ani wizerunku... Inni nie są tak wstrzemięźliwi. Choć trzeba przyznać, że wbrew zapowiedzi, tekst jest dość obiektywny. Co prawda nie do końca to felieton, ale niech tam...
massakra
2026-08-10 16:39:48
A daj pan już spokój prezydentowi, masz pan chyba obsesję na jego punkcie, wiem, że pan jako ,,zielony\", czyli z ugrupowania które cofa Europę, nie głosował na niego, ale było ponad 10 milionów Polaków, którzy jego wybrali. The end.
Jerry
2026-08-10 15:02:31
Fajna impreza????
Piotr Łuka
2026-08-10 13:59:37
Zamiast pisać o szkopach którzy zabili 6 Milionów Polaków, może warto skrobnąć, że na Wołyniu odkryto szczątki brutalnie i bestialsko zamordowanych przez Ukraińców 55 osób, w tym 26 dzieci...czy o tym nie warto wspominać?
Polak
2026-08-10 08:15:32
Brawo dziewczyny!
Karolina z Łuki
2026-08-09 19:57:28
Dopuszcie, ze sfinansowano to z tak krytykowanego Polskiego Ladu. Jak ladnie sie teraz wszysxt do zdjec usmiechaja
Romek
2026-08-09 04:38:26
6400zł brutto podstawy dla dyrektora? To żart?
Mateusz
2026-08-08 03:52:05
Uwielbiam Mazury, szczególnie południowe. Z ubolewaniem stwierdzam, ze wiele domów starej zabudowy zostało przerobionych współcześnie wręcz barbarzyńsko. Typowe, cenne lokalnie domy mazurskie, z jasnymi elewacjami, detalami i czerwoną dachówką na nowocześnie szaro. W wielu miejscowościach, np. ładnym Świętajnie, np. przy Kościelnej, Mickiewicza. Dosadne słowo, ale w niektórych przypadkach prawdziwe.
Anonim
2026-08-08 00:49:22