Czwartek, 12 Marca
Imieniny: Konstantego, Ludosława, Rozyny -

Reklama


Reklama

Drzwi Europy. O wychodzeniu, które może skończyć się bardzo źle - felieton Jerzego Niemczuka


Psy chcą wychodzić, kiedy są w środku, i wracać, kiedy są na zewnątrz. Z ludźmi bywa podobnie – zwłaszcza gdy chodzi o wolność. Jerzy Niemczuk w swoim felietonie zastanawia się, dlaczego część Europy coraz chętniej marzy o wychodzeniu ze wspólnoty, która przez lata dawała bezpieczeństwo i rozwój.



O wychodzeniu

Wolność dla psów zawsze jest za drzwiami. Albo na zewnątrz, albo wewnątrz. Jak wyjdą, to chcą wchodzić, jak wejdą, to wychodzić. Nie mam na myśli psów miejskich, które tylko jedno wyjście mają i rzadko który chce wracać. Ani kotów, bo z psami żyję całe życie, a z kotami tylko doraźnie. Ale i one miauczą na obie strony.

 

Z ludźmi jest trochę inaczej, ale podobnie. Kiedy są zniewoleni, chcą się wyrwać i nie marzą o powrocie. Tak było z nami, kiedy żyliśmy za żelazną kurtyną. Wolność była tylko w jedną stronę.

 

Odkąd nastało Schengen ohne Grenzen, szybko stało się dla kolejnych pokoleń oczywistością.

 

Polacy zaczęli się rozjeżdżać po świecie. Co prawda nie wszystkich było stać na każdą podróż, ale dla większości była w zasięgu, choćby po to, żeby za nieistniejącą już w praktyce granicą lepiej zarobić albo choćby po to, żeby za najbliższą taniej kupić, żeby potem drożej sprzedać w kraju. Oczywiście była też część, która wyznawała pogląd, że „cudzego nie patrzy”. Ta nie ruszała się z miejsca ze strachu przed nieznanym, obawą, że sobie nie poradzi z powodu nieznajomości obcych języków. Ale im nawet autostrady nie były do niczego potrzebne, skoro się z miejsca nie ruszali.


Reklama

 

Jednak ta bezgraniczna wolność przemieszczania, to tylko jedno jej wcielenie. A i ona nie jest bezwarunkowa. Ludzie Europy, którzy uznali, że wiele ich łączy, a niewiele dzieli, bo wyznają wspólne wartości, uznali, że warto sobie nawzajem zaufać.

 

Kiedy ten projekt okazał się sukcesem, otworzył dla wszystkich państw UE jeden z największych rynków zbytu i wymiany handlowej, a biedniejsze państwa, dzięki wsparciu bogatszych, zaczęły się rozwijać i doganiać te pierwsze poziomem życia, coraz mniej jest poparcia dla zjednoczonej Europy.

 

Brytyjczycy, którzy nagle uznali, że mają nadmiar rąk do pracy, której sami nie mieli ochoty wykonywać, liczyli, że lepiej wyjdą na brexicie. I się przeliczyli, co można dowodnie stwierdzić. A przecież, kiedy wychodzili, byli zasobnym krajem. To, co miało rozwiązać problemy z zarobkową migracją, stało się samo o wiele większym problemem, z którym nie mogą sobie dotąd poradzić. Ten przykład powinien być przestrogą dla wszystkich krajów nie tak bogatych jak Wielka Brytania. W marzeniach o wsobnej suwerenności zaszyta jest inna skłonność, do odrzucenia krępujących sprawowanie władzy zasad, które uznano wstępując, żeby potem można było czerpać zyski z lokalnej dowolności z ich interpretacji. Stąd nierespektowanie zarówno międzynarodowych traktatów jak i wyroków europejskich trybunałów a nawet własnych konstytucji. Przykład dały Węgry budując złodziejską autokrację, za nimi z kolejce stoi nasz kraj, Czechy i Słowacja. Mieliśmy być szansą, stajemy się obciążeniem dla wspólnoty.

Reklama

 

Politycy zapatrzeni w zmierzającego do nieograniczonej władzy i nieobliczalnego Trumpa, mizdrzący się do AfD i zarazem straszący Polaków Niemcami i Francuzami, nie straszą tymi, co trzeba. To dojście do władzy nacjonalistycznych i faszyzujących formacji w tym kraju i we Francji sprowadzi na nas zgubę. One wyznają podobne wartości jak Putin, który je finansuje i wie, robi. Zjednoczona Europa hamuje go przed kolejną agresją. Europa rywalizujących ze sobą egoistycznych ojczyzn to ziszczenie jego marzeń o tej części świata.

 

Niech wątpiący jego zapytają o program SAFE. Troska opozycji o kolejne pokolenia, które za dziesięć lat będą spłacać pożyczkę jest do szpiku obłudna. Jeśli nie wykorzystamy szansy i zdołamy się dozbroić, to prawdopodobnie kolejne pokolenia nie doczekają zmartwień. Snujący finansowe fantasmagorie prezes NBP, który z deficytu centralnego banku obiecuje wyczarować setki miliardów, jest jak baron Muenchhausen, który twierdził, że się wyciągnął z bagna za włosy. Z tym że, jaki jest Glapiński, każdy widzi. Łysawy. Na głowie też ma deficyt.

Jerzy Niemczuk



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama