„Włada” Lesinami zaledwie kilka miesięcy, ale już wie, że dzięki życzliwości mieszkańców i własnemu zaangażowaniu może zrobić wiele. Zna bieżące potrzeby i problemy, bo wiele z nich było jej osobistym, życiowym udziałem. I o nich opowiada.
Ewa Gut urodziła się w Lesinach Małych, jako piąte dziecko z ośmiorga rodzeństwa. Swoją edukację rozpoczęła w szkole w miejscowości, w której dziś jest sołtysem. Jak mówi, nie było wówczas łatwo, bo prawie codziennie miała do pokonania 3-kilometrowy odcinek drogi w jedną stronę.
- Najtrudniej było podczas późnojesiennych pluch i zimą – wspomina. - Ale cóż można było zrobić? Mama ciepło opatuliła, zrobiła kanapki i wyprawiała do szkoły. Trzeba się było przecież nauczyć literek i cyferek, czytania i mnożenia, bo bez tego nie da się żyć ani dziecku, ani dorosłemu – opowiada wesoło pani Ewa.

Chociaż sołtys Lesin tryska humorem, to przyznaje, że czasy sprzed trzydziestu lat, w których przyszło jej dorastać nie były łatwe. - Było naprawdę ciężko. Wychowałam się w wielodzietnej rodzinie. Miałam jeszcze siedmioro rodzeństwa, ja byłam najmłodszą z dziewcząt. Rodzice prowadzili gospodarstwo, hodowali bydło, a zysk ze sprzedawanego mleka był jedynym w miarę stałym dochodem. Który musiał wystarczyć na bieżące potrzeby licznej rodziny.
Zwykle nie wystarczał, więc wszyscy, łącznie z dziećmi, wykorzystywali wszelkie możliwości uzyskania dodatkowego zarobku.
- Latem były to jagody, a gdy przychodziła jesień, całą naszą gromadką dosłownie wpadaliśmy do lasu i zbieraliśmy grzyby, które zanosiliśmy do punktu skupu i sprzedawaliśmy. Za pieniądze mogliśmy sobie kupić do szkoły przybory i zeszyty i w ten sposób rodzice byli chociaż w niewielki sposób odciążeni od obowiązku zakupu dla nas niezbędnych rzeczy.
Sołtys Lesin Wielki mówi, że w domu najczęściej było gwarno i wesoło. - Na brak zajęć domowych nie mogliśmy narzekać, ale i na wspólną zabawę znajdowaliśmy czas, głównie wtedy, gdy byliśmy młodsi. Im stawaliśmy się starsi, tym domowych obowiązków przybywało – opowiada pani Ewa.
Po ukończeniu szkoły podstawowej w Lesinach Wielkich, pani Ewa kontynuowała swoją edukację w szkole zawodowej w Szczytnie w klasie o profilu kucharz. - O wyborze zawodu nie decydowały zainteresowania, a czysty pragmatyzm. Zmuszeni sytuacją, wybieraliśmy sobie taki profil szkoły, aby szybko zdobyć zawód, który dawał szansę na pracę.

Po trzech latach spędzonych w Zespole Szkół nr 2 w Szczytnie, pani Ewa zdecydowała się przenieść w poszukiwaniu pracy do Olsztyna, chociaż na miejscu pozostawało... serce.
Z Jerzym, za którego wyszła za mąż 22 lata temu, znali się o wiele dłużej. - Między nami zaczęło coś iskrzyć w czasie, gdy ukończyłam szkołę podstawową - opowiada pani Ewa i dodaje, że prawie codziennie w drodze do szkoły w Lesinach Wielkich mijała rodzinny dom swojego przyszłego męża. Jednak nie to było powodem ich zapoznania się, które z czasem przerodziło się w gorące uczucie. - Kolegowałem się z braćmi Ewy, którzy często mnie odwiedzali w domu, a z czasem dołączała do nich i ona. Na początku nie zwracałem na nią uwagi, bo była ode mnie młodsza o 5 lat, ale po jakimś czasie się to zmieniło i jesteśmy ze sobą już ponad 26 lat.
Gdy uczucie między Ewą i Jerzy zaczęło rozkwitać coraz bardziej o pana Jerzego upomniała się ojczyzna.
- Trochę mi było żal i cywila i Ewy, ale obowiązek należało spełnić i wdziać mundur na półtora roku, z dala oczywiście od domu i ukochanej, bo wysłano mnie aż nad same morze do Wejherowa. Pan Jerzy nie do końca wierzył, że związek z Ewą i uczucie przetrwa tę próbę, stało się jednak inaczej. - Bardzo dużo do siebie pisaliśmy i zwierzaliśmy się sobie nawzajem z trapiących nas problemów – mówi pani Ewa, która wytrwale czekała na powrót swojego ukochanego z wojska.
W 1996 roku, gdy pan Jerzy wiernie służył ojczyźnie, pani Ewa znalazła zatrudnienie w Olsztynie. W stolicy województwa postanowiła kontynuować swoją edukację i wybrała technikum gastronomiczne. Mniej więcej w tym samym czasie pan Jerzy wrócił do cywila, ale w miejscowości, w której od dzieciństwa wspólnie mieszkali i się wychowywali, nie zastał już swojej ukochanej Ewy. - Jerzy prawdopodobnie w obawie przed poznaniem przez mnie kogoś innego, dołączył do mnie do Olsztyna i w ten sposób zaczęła się namiastka naszego niejako „dorosłego” i wspólnego życia, ale jeszcze nie potwierdzonego oficjalnym podpisaniem dokumentów w urzędzie i kościele.

Wraz z początkiem 1997 roku Ewa i Jerzy postanowili oficjalnie sformalizować swój związek i dokładnie 13 lutego Jerzy oświadczył się swojej ukochanej Ewie.
- Razem podjęliśmy tę decyzję, ponieważ doszliśmy do wniosku, że odwlekanie w czasie na sformalizowanie naszego związku może doprowadzić do jego rozpadu. Jeszcze w tym samym roku postanowili wziąć ślub.
Wesele odbyło się w tej samej miejscowości, czyli Lesinach Wielkich dokładnie 23 sierpnia 1997 roku. - W czasie, gdy braliśmy ślub, mieszkaliśmy jeszcze w Olsztynie, ale postanowiliśmy wrócić w rodzinne strony, do Lesin Małych. Jurek miał 10 ha, ja w posagu wniosłam zaledwie 3, ale uważaliśmy, że na początek nam to wystarczy.
Dwa lata po ślubie na świat przyszła upragniona córka Natalia, a kolejne dziecko, syn Karol – urodził się osiem lat później. Zarówno pani Ewa, jak i jej małżonek pochodzą z wielodzietnych rodzin i na pytanie, dlaczego sami nie mają więcej potomstwa, zgodnie odpowiadają:
- Być może wynika to z tego, że przy takiej liczbie dzieci w domu nie wszystkim można zapewnić to, czego oczekują – mówi pani Ewa, dodając, że patrzą na to wszystko przez pryzmat własnych domów, w których tak naprawdę się nie przelewało. - Naszym rodzicom było bardzo trudno utrzymać takie gromadki dzieci – opowiada pan Jerzy. - Bardzo szybko musiałem wcielić się w rolę gospodarza i niejako ojca, bo mój tato umarł dość młodo, a ja byłem najstarszym synem i na mnie spoczął obowiązek wsparcia i pomocy mojej mamie w wychowywaniu młodszego rodzeństwa.
Pani Ewa ze swoim małżonkiem starają się zapewnić swoim dzieciom to wszystko, czego im dawniej brakowało. - Staramy się jak możemy i chyba nasze dzieci cieszą się z takiego wychowania. Przy takiej liczbie rodzeństwa, jakie ja miałam, moja mama nas nauczyła, że najważniejsze jest zrozumienie i wzajemne niesienie pomocy rodzeństwu i najbliższym. Podobnie było i w domu mojego małżonka. - Czy czegoś żałuję? Tak, przedwczesnej śmierci mojej mamy, która umarła w wieku zaledwie 46 lat i nasze dzieci nie miały okazji jej poznać, a była to naprawdę wspaniała kobieta i najukochańsza mama na świecie.
Pan Jerzy podczas naszej rozmowy często sięga wspomnieniami do swojego dzieciństwa.
- Pamiętam, że jako dzieci mieliśmy zupełnie inne potrzeby niż ma to miejsce dziś. Każde wakacje, oprócz pracy w obejściu, było wypełnione wypadami poza dom i licznymi zabawami i nie były do tego potrzebne jakieś wymyślne zdobycze techniki. Potrafiliśmy spędzić na podwórzu cały dzień bawiąc się w niewielkie wyimaginowane gospodarstwo, gdzie tryb z maszyny był ciągnikiem, a kawałek klocka stanowił przyczepę. Teraz w domu musi być duży, najlepiej 50-calowy telewizor z najnowszą konsolą do gry. - Dawniej karą za nieposłuszeństwo było siedzenie w domu, obecnie taką karą jest wyjście na zewnątrz na podwórze. Wystarczyło zaledwie dwie dekady, aby to wszytko zmieniło się o 180 stopni – komentuje pani Ewa.
Obecnie rodzina Gutów prowadzi wspólnie niewielkie gospodarstwo i hoduje niewielkie stado (9 sztuk) bydła opasowego.
- To jednak za mało, by utrzymać rodzinę, dlatego też oboje pracujemy – mówi sołtys Lesin Wielkich. Pan Jerzy już od dwóch dekad pracuje jako kierowca w jednej z firm transportowych w nieodległym Surowem na Kurpiach, a pani Ewa dojeżdża do pracy w specjalnym ośrodku szkolno-wychowawczym w Czarni.
Pani Ewa Gut sołtysem Lesin Wielkich jest od niedawna, bo od marca tego roku. O wyborze zadecydował zupełny przypadek. - Przyszłam na zebranie wiejskie wcale nie myśląc o wyborach. Ale moi znajomi uważali, że powinnam spróbować swoich sił w nowej roli, no i spróbowałam. Do udziału namawiał mnie również ówczesny sołtys, mimo że sam ubiegał się o reelekcję. Po podliczeniu głosów okazało się, że pokonałam konkurenta niewielką ich liczbą.
Nowa sołtys Lesin Wielki mówi, że od samego początku nie miała jakichkolwiek obaw związanych z funkcją. - Uważam, że aby być dobrym sołtysem, to koniecznie trzeba się angażować pełnią sił we wszystko, co dotyczy lokalnych spraw, dotyczących nie tylko wsi, ale i jej mieszkańców. Największą satysfakcję daje mi jednak uśmiech i życzliwość mieszkańców sołectwa. Jest to na razie początek mojej sołtysowej drogi, która, jak każda, ma swoje zakręty, ale najważniejsze jest, aby iść nią do przodu, zawsze z podniesioną głową.
A tak na ucho - to można wiedzieć, jakie to dotychczasowe merytoryczne doświadczenie posiada nowa Naczelnik? A w ogóle co to za informacja: był konkurs i w jego wyniku Zośka zastąpiła Gienkę?
Ciekawy
2026-04-15 10:17:43
Za wszystko odpowiada dyrektor Leska On powinien stracić stanowisko bo to on odpowiada za taki stan zauważyłam także że tablica z ustawieniami nazw drużyn jest do poprawki tak samo drugi telebim zimą widziałam że grupa przyjaciół z Gwardii odśnieżała łopatami orlik żeby z Gwardii obie drużyny mogły trenować bo świetnych trenerów mają ciągniczkiem szybciej by było mało tego zauważyłam także że zawodnicy nie mogą parkować na miejscu przy budynku MOS parking dla wszystkich powinien być dostępny a nie tylko sami trenerzy mało tego powinien być dach nad wszystkimi miejscami siedzącymi wtenczas byłoby dobrze
Mieszkanka ul. Śląskiej
2026-04-14 10:47:10
W erystyce najwyższy poziom dyskusji reprezentuje się gdy dyskutujący nie czepiają się wzajemnie siebie a trzymają się wyłącznie problemu. Czemu redakcja publikuje wpisy chamów, którzy zamiast odnieść się do treści komentarza Polaka, odnoszą się po chamsku do niego? W końcu i ja przestanę tu zaglądać.
nikoś
2026-04-13 18:43:24
Zbudowali stadion dla jednego zawodnika i teraz zostali z tym jak Himilsbach z angielskim. A taki miał być amerykański. A tymczasem pies z kulawą nogą tu się nie pojawia
Judge
2026-04-13 14:59:57
A kto wyremontuje odcinek na Gminie Dżwierzuty?
2026-04-13 11:59:50
Ktoś kasuje komentarze
Hmmm
2026-04-13 08:06:48
Pytam kiedy te zmiany nadejdą i po co otwierać to co dawno otwarte, niech się nowy dyrektor weźmie do pracy jak obiecał bo do do tej pory to efektów brak, a GOK funkcjonuje jak biuro od 8 do 16 a miało być tak super kiedy to \'\' PODBIJAŁ ROZOGI\'. Żenada!!!
mieszkaniec
2026-04-13 08:03:55
Nie wiem o co chodzi ale większość kobiet na zdjęciu ma za duże galoty. Chyba pożyczone po wujkach czy co??
Romek
2026-04-13 07:54:24
A gdzie pieniądze dla Szyman się pytam.co wyparowały
Panie Papa
2026-04-13 06:19:11
Pierwszy zespół znów pominięty...
...
2026-04-12 22:05:06