Poniedziałek, 12 Styczeń
Imieniny: Bernarda, Czesławy, Grety -

Reklama


Reklama

25-letnia Klaudia udowadnia, że talent nie potrzebuje dużego miasta


Zaczynała w wieku trzynastu lat. Dziś ma dwa salony, maluje finalistki konkursu Polska Miss, a jej terminy są zajęte na dwa lata do przodu. W Pasymiu i Iławie zna ją już prawie każdy. A jeśli nie – to pewnie pozna. Klaudia Ostrowska, 25-letnia makijażystka z Pasymia, opowiada o drodze od pasji do zawodowego sukcesu, kulisach telewizyjnego makijażu i o tym, dlaczego w jej salonie zawsze jest więcej śmiechu niż pudru.



To prawda, że malowałaś najpiękniejsze kobiety w Polsce?

Tak! (śmiech) Miałam okazję pracować przy finale Polska Miss, który będzie transmitowany w Polsacie 29 listopada. Zgłosiłam się, wysłałam swoje prace i… udało się. Było nas pięć makijażystek, a finalistki same wybierały, kto ma je malować. U mnie usiadła między innymi dziewczyna, która wcześniej wygrała Miss International – no, robi wrażenie.

 

Jak wygląda taki makijaż telewizyjny?

Przede wszystkim musi być mocniejszy i bardzo dobrze zmatowiony, żeby nic się nie świeciło w kamerze. To trochę inny rodzaj pracy niż w salonie, ale przyznam, że spodziewałam się większych wymagań. Tymczasem – żadnych gwiazdorskich humorów, naprawdę fajne, normalne dziewczyny.

Klaudia Ostrowska, 25-letnia makijażystka z Pasymia, opowiada o drodze od pasji do zawodowego sukcesu.

 

A skąd wzięła się Twoja przygoda z pędzlami i paletami kolorów?

Zaczęło się, gdy miałam trzynaście lat. Malowałam siebie, mamę, koleżanki – i tak się zaczęło. Później pojawiły się pierwsze klientki, najpierw jedna na dwa miesiące, potem coraz więcej. Salon otworzyłam, gdy miałam 21 lat. Teraz mam dwa – w Pasymiu i w Iławie.

 

Ale wciąż przyjmujesz klientki z Pasymia?


Reklama

Oczywiście! Choć mieszkam w Iławie, zjeżdżam do Pasymia, bo nie chcę zostawić „moich” kobiet. To dzięki nim jestem tu, gdzie jestem. One mnie napędzają.

 

Ile kobiet potrafisz pomalować w jeden dzień?

Mój rekord to jedenaście. (śmiech) Ale nie liczę czasu, nie wychodzę z pracy zmęczona. Dla mnie to nie tylko zawód – to pasja. Lubię rozmawiać, śmiać się z dziewczynami. U mnie w salonie to nie tylko makijaż – to trochę terapia i rozmowa przy kawie.

 

A ceny? Klientki często najpierw o to pytają.

Teraz makijaż okolicznościowy kosztuje 200 złotych. Wiem, że w dużych miastach biorą nawet 400–450 zł, ale nie chcę przesadzać. Chcę, żeby każda kobieta mogła sobie na to pozwolić. A i tak mam zapisy do dwóch lat do przodu!

 

Zdradź, co jest najtrudniejsze w Twoim zawodzie.

Chyba to, żeby każda kobieta wyszła zadowolona i dobrze się czuła w tym, co ma na twarzy. To nie tylko makijaż – to emocje. Lubię, gdy dziewczyna spojrzy w lustro i mówi: „O, to ja?”.

 

Jak oceniasz dzisiejsze trendy? Nadal króluje mocny make-up?

Nie, wręcz przeciwnie. Dwa lata temu – tak, wszystko było „na ostro”. Dziś króluje naturalność. Kobiety dbają o siebie, czasem coś poprawiają, ale z głową. Makijaż ma podkreślać piękno, a nie je zakrywać.

 

Reklama

Mężczyźni się u Ciebie nie malują?

(śmiech) Nie! Jeszcze nie miałam takiego klienta. Ani na makijaż, ani na szkolenie. Ale jak ktoś chce – droga wolna!

 

Skoro o szkoleniach mowa – prowadzisz warsztaty?

Tak. W moim salonie w Pasymiu organizuję warsztaty dla trzech osób albo indywidualne kursy wizerunku. Uczę, jak malować się na co dzień. To świetna zabawa i duża satysfakcja, bo kobiety odkrywają, że potrafią więcej, niż myślą. To, co najbardziej lubię w tej pracy, to pokazywać kobietom, że makijaż nie zmienia, tylko wydobywa to, co w nich najlepsze.

 

Wspominałaś o marzeniach. Jedno już spełniłaś – Polska Miss. Co dalej?

Marzę o tym, żeby kiedyś malować w telewizji, może przy jakimś programie albo przy gwiazdach. Ale raczej jednorazowo – nie chciałabym ciągle wyjeżdżać. I chciałabym zostać jedną z najbardziej rozpoznawalnych makijażystek w Polsce.

 

To już się chyba dzieje.

(śmiech) Może! Ale ja wciąż się uczę. Jeżdżę na szkolenia, śledzę nowości. I wierzę, że jak coś robisz z sercem, to prędzej czy później przyjdzie sukces.

 

A prywatnie? Co Cię relaksuje?

Jedzenie! (śmiech) Uwielbiam gotować i jeść. No i jestem trzy miesiące po ślubie, więc teraz też trochę gotuję dla dwojga.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama