Zaczynała w wieku trzynastu lat. Dziś ma dwa salony, maluje finalistki konkursu Polska Miss, a jej terminy są zajęte na dwa lata do przodu. W Pasymiu i Iławie zna ją już prawie każdy. A jeśli nie – to pewnie pozna. Klaudia Ostrowska, 25-letnia makijażystka z Pasymia, opowiada o drodze od pasji do zawodowego sukcesu, kulisach telewizyjnego makijażu i o tym, dlaczego w jej salonie zawsze jest więcej śmiechu niż pudru.
To prawda, że malowałaś najpiękniejsze kobiety w Polsce?
Tak! (śmiech) Miałam okazję pracować przy finale Polska Miss, który będzie transmitowany w Polsacie 29 listopada. Zgłosiłam się, wysłałam swoje prace i… udało się. Było nas pięć makijażystek, a finalistki same wybierały, kto ma je malować. U mnie usiadła między innymi dziewczyna, która wcześniej wygrała Miss International – no, robi wrażenie.
Jak wygląda taki makijaż telewizyjny?
Przede wszystkim musi być mocniejszy i bardzo dobrze zmatowiony, żeby nic się nie świeciło w kamerze. To trochę inny rodzaj pracy niż w salonie, ale przyznam, że spodziewałam się większych wymagań. Tymczasem – żadnych gwiazdorskich humorów, naprawdę fajne, normalne dziewczyny.

Klaudia Ostrowska, 25-letnia makijażystka z Pasymia, opowiada o drodze od pasji do zawodowego sukcesu.
A skąd wzięła się Twoja przygoda z pędzlami i paletami kolorów?
Zaczęło się, gdy miałam trzynaście lat. Malowałam siebie, mamę, koleżanki – i tak się zaczęło. Później pojawiły się pierwsze klientki, najpierw jedna na dwa miesiące, potem coraz więcej. Salon otworzyłam, gdy miałam 21 lat. Teraz mam dwa – w Pasymiu i w Iławie.
Ale wciąż przyjmujesz klientki z Pasymia?
Oczywiście! Choć mieszkam w Iławie, zjeżdżam do Pasymia, bo nie chcę zostawić „moich” kobiet. To dzięki nim jestem tu, gdzie jestem. One mnie napędzają.
Ile kobiet potrafisz pomalować w jeden dzień?
Mój rekord to jedenaście. (śmiech) Ale nie liczę czasu, nie wychodzę z pracy zmęczona. Dla mnie to nie tylko zawód – to pasja. Lubię rozmawiać, śmiać się z dziewczynami. U mnie w salonie to nie tylko makijaż – to trochę terapia i rozmowa przy kawie.
A ceny? Klientki często najpierw o to pytają.
Teraz makijaż okolicznościowy kosztuje 200 złotych. Wiem, że w dużych miastach biorą nawet 400–450 zł, ale nie chcę przesadzać. Chcę, żeby każda kobieta mogła sobie na to pozwolić. A i tak mam zapisy do dwóch lat do przodu!
Zdradź, co jest najtrudniejsze w Twoim zawodzie.
Chyba to, żeby każda kobieta wyszła zadowolona i dobrze się czuła w tym, co ma na twarzy. To nie tylko makijaż – to emocje. Lubię, gdy dziewczyna spojrzy w lustro i mówi: „O, to ja?”.
Jak oceniasz dzisiejsze trendy? Nadal króluje mocny make-up?
Nie, wręcz przeciwnie. Dwa lata temu – tak, wszystko było „na ostro”. Dziś króluje naturalność. Kobiety dbają o siebie, czasem coś poprawiają, ale z głową. Makijaż ma podkreślać piękno, a nie je zakrywać.
Mężczyźni się u Ciebie nie malują?
(śmiech) Nie! Jeszcze nie miałam takiego klienta. Ani na makijaż, ani na szkolenie. Ale jak ktoś chce – droga wolna!
Skoro o szkoleniach mowa – prowadzisz warsztaty?
Tak. W moim salonie w Pasymiu organizuję warsztaty dla trzech osób albo indywidualne kursy wizerunku. Uczę, jak malować się na co dzień. To świetna zabawa i duża satysfakcja, bo kobiety odkrywają, że potrafią więcej, niż myślą. To, co najbardziej lubię w tej pracy, to pokazywać kobietom, że makijaż nie zmienia, tylko wydobywa to, co w nich najlepsze.
Wspominałaś o marzeniach. Jedno już spełniłaś – Polska Miss. Co dalej?
Marzę o tym, żeby kiedyś malować w telewizji, może przy jakimś programie albo przy gwiazdach. Ale raczej jednorazowo – nie chciałabym ciągle wyjeżdżać. I chciałabym zostać jedną z najbardziej rozpoznawalnych makijażystek w Polsce.
To już się chyba dzieje.
(śmiech) Może! Ale ja wciąż się uczę. Jeżdżę na szkolenia, śledzę nowości. I wierzę, że jak coś robisz z sercem, to prędzej czy później przyjdzie sukces.
A prywatnie? Co Cię relaksuje?
Jedzenie! (śmiech) Uwielbiam gotować i jeść. No i jestem trzy miesiące po ślubie, więc teraz też trochę gotuję dla dwojga.
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04
A może by tak napisać w końcu artykuł o zwolnieniach w Ikei? No tak...to nie pasuje do tych artykułów o ciągłych sukcesach tutejszych władz...jak to by wyglądało.
Tytus
2026-04-25 07:54:17
No I super
Joanna
2026-04-24 06:28:34
Pamiętam pierwszą edycję, Pani Agata też wówczas była jurorem. To wspaniała inicjatywa, która zapoczątkowała Pani Ewa Przychodzka, cudowna nauczycielka!
M
2026-04-23 22:24:49
Pan Tomasz jako nieliczny zabiera głos na sesji. W większości rada to słupy,bez własnego zdania. Przez dwa lata nie zabierają głosu w dyskusji.
Wyborca
2026-04-23 20:15:43
no to auto na wizualizacji wjeżdża w płot. Jakie to premium?
j23
2026-04-23 13:02:35
A ten policjant to jakoś się nazywa?
Zły Porucznik
2026-04-23 08:45:41