W Wielbarku odbyła się debata o planach budowy farmy wiatrowej na terenie gminy. O sprawie rozmawiamy tym razem z Dariuszem Szepczyńskim, przewodniczący Rady Miasta w Wielbarku.
To spotkanie zamyka sprawę wiatraków w Wielbarku?
Tak mi się wydaje. Uważam, że temat farmy wiatrowej w naszej gminie jest już zamknięty. Rada będzie za tym, żeby ta inwestycja nie powstała.
Co was przekonało do tej decyzji, bo początkowo mówił pan o referendum w tej sprawie?
Nie chcemy działać wbrew mieszkańcom. Opór społeczny jest duży. Skoro ludzie tego nie chcą, nie będziemy ich na siłę uszczęśliwiać. Farma miałaby stanąć między innymi przy Stachach, gdzie jest już spora farma fotowoltaiczna. Myślę, że kolejne takie sąsiedztwo, dołożenie wiatraków, nie byłoby uczciwe względem tych mieszkańców. Owszem, początkowo chciałem, aby mieszkańcy wypowiedzieli się w referendum, ale trudno byłoby je zorganizować, aby było obiektywnie. Cała gmina? Poszczególne wsie, gdzie wiatraki miałby stanąć? Burmistrz, ja, radni rozmawiamy z mieszkańcami. Mówią wprost, że nie chcą tej inwestycji.
W debacie uczestniczył pan jako widz, dlaczego nie zasiadł pan na miejscu dla osób dyskutujących?
Świadomie. Jako radny chciałem wysłuchać argumentów obu stron, a nie stawać po którejś. Taka była też formuła spotkania – my nie mogliśmy się odzywać. Nawet gdy pani sołtys parę razy nas zaczepiła, nie było przestrzeni na odpowiedź. Byłem tam po to, by obserwować nastroje. I widziałem wyraźnie: większość mieszkańców nie chce tej inwestycji.
Ale podczas dyskusji padały też argumenty za wiatrakami. Czysta energia, miejsca pracy, podatki...
Oczywiście. I właśnie szkoda, że zabrakło rzetelnej edukacji. Bo myślę, że to mogłoby zmienić postrzeganie energii wiatrowej, tak jak to się stało w przypadku paneli fotowoltaicznych. Wiele osób powtarzało przykłady z USA, Hiszpanii. Że tam odchodzi się od ferm wiatrowych. Trudno te słowa zweryfikować tu u nas na miejscu. Ludzie potrzebują konkretnej, lokalnej wiedzy, a nie opowieści z drugiego końca świata.
Nie boi się pan, że teraz – skoro rada poddała się woli mieszkańców – każda nowa inwestycja może być blokowana? Że za chwilę ktoś zaprotestuje przeciwko drodze albo wodociągowi?
Mam taką obawę, ale mam też nadzieję, że tak się nie stanie. Drogi czy inne inwestycje to zupełnie inny temat niż farma wiatrowa. Ważne, by utrzymać dialog i tłumaczyć ludziom, po co coś robimy. To lekcja, że edukacja i informacja muszą iść przed decyzją.
Wrócę do pytania pierwszego, czyli sprawa farmy wiatrowej w Wielbarku jest już zamknięta?
Tak. Myślę, że mieszkańcy mogą być spokojni. Ta inwestycja w naszej gminie nie powstanie.
Więcej takich ciekawych informacji, i to dużo szybciej niż w internecie,
przeczytasz w papierowym wydaniu "Tygodnika Szczytno". Zachęcamy do lektury.

Potok
Panie Szepczyński, naprawdę czas na trochę wiedzy, zanim zacznie Pan mówić ludziom, że „opór był zbyt duży”. Wielbark to nie pustynia, tylko spokojna, zielona gmina Warmii i Mazur, gdzie ludzie chcą po prostu normalnie żyć. A Pan chciał im postawić jedne z największych wiatraków w Polsce, a może i w całej Europie, dosłownie kilkaset metrów od domów. Proszę nie mówić, że to „czysta energia”. W Niemczech, które przez lata były wzorem zielonej transformacji, farmy wiatrowe są masowo rozbierane. Okazały się mało rentowne, hałaśliwe, niszczące krajobraz i nieprzewidywalne. Produkują prąd tylko wtedy, gdy wieje wiatr,a kiedy nie wieje, sieć musi być zasilana z gazu albo węgla. To nie ekologia, tylko drogi, niestabilny i dotowany interes. Zamiast niszczyć warmińsko-mazurski krajobraz, powinniśmy inwestować w geotermię, biogazownie, fotowoltaikę dachową i małe reaktory jądrowe (SMR). To są źródła energii przyszłości… czyste, przewidywalne i naprawdę opłacalne. A nie wielkie turbiny, które po 15 latach będą bezużyteczne i których łopat nikt nie potrafi zutylizować. Ludzie z Wielbarka mieli rację, protestując. To nie oni potrzebują edukacji to Pan powinien zrozumieć, że Warmia i Mazury to nie przemysłowy poligon dla cudzych interesów, tylko miejsce, gdzie powinno się chronić przyrodę i zdrowie mieszkańców.
Maciek
Trzeba było robić a nie słuchać się jakiejś szurii która brauna się naslucha i wierzy w głupoty
Polak
Brawo mieszkańcy Wielbarka!!!, Panie Szepczyński właśnie tak wygląda rzetelna edukacja mieszkańców Wielbarka, zamiast szukać po świecie, wystarczyło zajrzeć do sąsiada, czyli do Niemiec. Panu też zalecam dedukować się na ich przykładzie i zaakceptować fakt, że Niemcy wracają do węgla i demontują przed czasem nic nie warte wiatraki.