Katarzyna Siudej już od dwóch lat walczy przed szczycieńskim sądem o ukaranie sprawcy wypadku, w którym zginął jej ukochany. - W dniu wypadku z Marcinem mieliśmy wziąć ślub – wspomina. - Każda rozprawa, każdy przyjazd do Szczytna to ogromne emocje. Chciałabym, aby ten koszmar już się skończył... Kierowca, który doprowadził do tego wypadku nie zdaje sobie sprawy, że skrzywdził mnóstwo ludzi - mówi.
W czwartek, 20 stycznia odbyła się kolejna rozprawa. Miała być już ostatnią. Nieoczekiwanie jednak obrońca oskarżonego kierowcy Adama Z. zwrócił się do sądu z wnioskiem o powołanie kolejnego biegłego, który ma ocenić, czy pasażer, partner pani Katarzyny, który zginął w wypadku jechał bez zapiętych pasów, i czy to mogło mieć wpływ na to, że nie przeżył.
Pani Katarzyna w Szczytnie jest niemal każdego miesiąca.
- A na miejscu wypadku praktycznie każdego tygodnia – mówi ze łzami. - Minęło już od tego zdarzenia niemal dwa lata, a ja każdego dnia przeżywam ten koszmar na nowo. Bywa, że siadam w nocy w auto i jadę do Olszyn. Rozmyślam, rozmawiam z Marcinem, płaczę...
Decyzja sądu wywołała kolejne emocje.
- Nie rozumiem tego – mówi. - Przecież to było już ustalane. Czy naprawdę ten kierowca nie widzi, że zniszczył życie wielu osobom, a teraz chce się z tego po prostu wykpić? Jak mam wytłumaczyć dzieciom, że ich tata nie żyje, jak wytłumaczyć mojej córce, że mama jest smutna? Nie widzę w tym panu krzty skruchy. To też boli.
Skrucha wątpliwa
Prokurator dla sprawcy wypadku żąda 1,5 roku bezwzględnego więzienia oraz pozbawienia go prawa jazdy na 5 lat. - Chciałabym, aby odczuł on skutki tragedii, do której doprowadził – mówi pani Katarzyna. - Bo mam wrażenie, że jemu wciąż wydaje się, że urwał mi lusterko w samochodzie, czy przejechał kotka. A pozbawił mnie mojej ukochanej osoby, zniszczył życie rodzinne, marzenia. Po wypadku nie próbował nawet zorientować się, czy potrzebuję jakiejś pomocy. Po nagłośnieniu sprawy w mediach, po 7 miesiącach po wypadku dostałam list z przeprosinami. A gdzie był wcześniej, jak leżałam przykuta do łóżka i nie mogłam się ruszyć, gdy 6-letnie dziecko podawało mi kubek wody. Gdzie był wówczas?
Miał być kameralny ślub...
Katarzyna i Marcin poznali się w wojsku. Oboje byli już po rozwodach. Katarzyna z poprzedniego małżeństwa ma córkę Julię, którą Marcin pokochał jak własne dziecko, a on sam miał dwie córki: Klaudię i Anię.
Ślub cywilny miał odbyć się 20 kwietnia 2020 roku w Gdyni. Był to już czas pandemii, dlatego postanowili, aby był on kameralny – tylko para młoda oraz świadkowie. Piękne wesele i przysięgi przed ołtarzem chcieli zostawić na czas, w którym byłoby to już możliwe.
- Stwierdziliśmy, że najważniejsze, aby ten ślub był dla nas – stwierdziła Katarzyna. Para wyruszyła tamtego dnia w stronę Gdyni autem. Jechali sami, gdyż dzieci pozostawili pod opieką rodziny. - I dzięki Bogu, że tak się stało, coś nad nami czuwało - wspomina pani Katarzyna. - Bo gdyby z nami samochodem jechały nasze dzieci, nie jestem sobie w stanie wyobrazić ogromu tej tragedii. Nawet nie chcę o tym myśleć.
...a zdarzył się koszmar
Najpierw za kierownicą siedział Marcin, jednak w pewnym momencie zamienił się z Katarzyną. Pogoda im sprzyjała i nic nie wskazywało na to, co wydarzyło się chwilę później.
W Olszynach samochód jadący z przeciwnej strony zaczął „tańczyć” na drodze – jak opisuje to Katarzyna, która w tamtej chwili prowadziła auto. Wszystko działo się szybko, kobieta nie zdążyła zareagować, kiedy volkswagen uderzył czołowo w ich audi.
- Adam Z. zniszczył w jednej chwili cały mój świat... - mówi ze łzami w oczach pani Katarzyna. - Chciałabym nie pamiętać tamtej chwili, niestety, to jest we mnie każdego dnia. Każdego dnia przeżywam ten koszmar na nowo, a Adam Z. śmieje mi się w twarz. Na rozprawach widać jego arogancję, jakby naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, co zrobił i to potęguje ból, który jest we mnie. Wiem, że żaden wyrok nie zwróci mi Marcina, ale chciałabym, aby ten kierowca odczuł na własnej skórze, co robił...
No właśnie to jest final bo zbiórki to sumie trwają z pół roku na siłę wyciskając od ludu zetala od kaw na Orkenie, kasach w Bidlach i Psierdonkach. Cała Polska zaangażowana. Szkoda, że na inne fundacje tak się nie zbiera i tak instytucje państwowe nie pomagają. W NFZ brakuje ilus miliardów a orkiestra od Złotego Melanza zbierze jakie 300mln więc o co szal? Z tego kupa kasy trafi na pensje dla wiadomo kogo i na organizację Wódstocka. Gratuluję rodacy
Kamil
2026-01-23 07:35:09
Jestem bardzo zainteresowany tą propozycją pracy w zawodzie jakim jest dziennikarz to bardzo fascynujące i z pewnością pełne wyzwań, jestem gotów wszystkiego nauczyć się co potrzebne jest do wykonywania tego zawodu,daj mi szansę a Ja dam z siebie wszystko.
Marcin Mastyna
2026-01-22 22:33:47
Na szczęście Gościu nie. Ziobro i jego złodzieje nie mają z tym nic wspólnego. Łatwo sprawdzić w Urzędzie Gminy, źródła finansowania są jawne.
Rybak
2026-01-22 19:53:56
Ziobro ma siedzieć za to że wydatkował NASZE pieniądze na kupowanie głosów wyborców PiS
Foll
2026-01-22 19:53:25
36 tys na te 4 ławki i miejsce na ognisko ? Serio ? Pracownicy techniczni urzędu gminy by wykonali te kawki w godzinach pracy i wylali miejsce na ognisko i tyle pieniędzy zostałoby w budżecie.
Przerażona wydatkami
2026-01-22 13:50:23
Podsumowanie politycznie poprawne bo wiadomo trzeba z tymi ludźmi żyć i pracować cześć środków nie była przypadkiem zdobyta z funduszu sprawiedliwości za co ma siedzieć Pan Ziobro ?
Gość
2026-01-22 09:02:13
droga była czarna , to można ,,smarować\'\'
że tak powiem
2026-01-22 07:46:29
Jestem zainteresowana ofertą pracy jako dziennikarz szybko się uczę i chętnie bym chciała zacząć pracę w takim zawodzie
Kaja Rudzka
2026-01-21 20:52:06
Taki widok to standard jadąc drogą powiatową Dźwiersztyny - Dybowo w gminie Pasym.
2026-01-21 13:03:42
A jedno i drugie nie leży w Polsce ? Chory kraj.
Dżonatan
2026-01-21 08:12:54