Niedziela, 9 Sierpień
Imieniny: Izy, Rajmunda, Seweryna -

Reklama


Reklama

Pizza, tir i medale z Madery. Szymon Chojnacki: „Bieganie nauczyło mnie planować życie”


Pizza w Szczytnie, tir w Anglii, podium w Europie. - Bieganie nauczyło mnie planować życie – mówi w rozmowie, w której opowiada, jak konsekwencją i dobrym planem łączyć trzy etaty: dom, firmę i sport.



Na co dzień prowadzi pizzerię Da Grasso w Szczytnie i jeździ zawodowo w Anglii. W kalendarzu – rodzina, biznes i treningi, które ustawiają mu tydzień od pierwszej rubryki w Excelu. Szymon Chojnacki, łodzianin związany dziś ze Szczytnem i grupą Jurund, przywiózł z Madery dwa medale Mistrzostw Europy Masters (srebro i brąz) oraz życiówkę 34:06 na 10 km. 

 


Przedstaw się proszę naszym czytelnikom. Kim jesteś, skąd pochodzisz i co dziś robisz?

Nazywam się Szymon Chojnacki, mam 43 lata, pochodzę z Łodzi. Tam się urodziłem, tam skończyłem szkołę podstawową, średnią i studia na Uniwersytecie Łódzkim – pedagogika z kulturą fizyczną i zdrowotną. W Łodzi też zaczynałem zawodowo – jako przedstawiciel handlowy. Lubiłem kontakt z ludźmi, rozmowę, ruch. To było coś, co zawsze mnie napędzało.

 

A Szczytno? Jak człowiek z Łodzi trafia nad jeziora?

Szczytno pojawiło się na mojej mapie trochę przypadkiem, ale dziś wiem, że to był dobry przypadek. W 2017 roku zamarzyłem o własnej pizzerii Da Grasso. To marka z Łodzi – więc było w tym coś osobistego. Przez kilka lat objechałem pół Polski, szukając lokalu: Jelenia Góra, Katowice, Lublin, Warszawa, Giżycko... aż w końcu trafiłem do Szczytna. Tu oferta odkupu istniejącego lokalu była najbardziej realna finansowo. I tak się zaczęło – od marzenia, które urosło w coś prawdziwego.

 

Da Grasso to dla ciebie tylko biznes czy coś więcej?

To trochę historia o pasji. Jeszcze w 2017 roku zobaczyłem ich reklamę w telewizji – taki kolorowy ludzik idący po kresce, czerwony, zielony, żywy, nowoczesny. I pomyślałem: „to jest coś świeżego”. Zawsze lubiłem pizzę, ale bardziej niż jedzenie w tym wszystkim pociągała mnie idea: własny brand, własna energia, coś swojego. A że wcześniej pracowałem w korporacjach – Unilever, Maspex, Colgate-Palmolive, Energizer Group Polska – ciągle otaczała mnie zmiana, nowość, ruch. Da Grasso idealnie do tego pasowało.

 

Czyli dziś – Łódź, Szczytno i… jeszcze Anglia?
Tak. Od kilku lat pracuję też w Anglii, w Southampton, niedaleko Bournemouth, jako kierowca zawodowy. Trochę tam mieszkamy, trochę tu. W Łodzi mam rodzinę, w Szczytnie biznes. To logistycznie trudne, ale do zrobienia. Zresztą... ja lubię być w ruchu.


Reklama

 


Brzmi jak życie w drodze. Jak ty to ogarniasz?

Planowaniem. To brzmi banalnie, ale naprawdę działa. W niedzielę siadam do Excela i rozpisuję cały tydzień – od poniedziałku do niedzieli. I zaczynam nie od pracy, ale od biegania. To są moje „kamienie milowe”. Potem rodzina, potem biznes. Bo jak człowiek znajdzie pasję, to ona sama organizuje dzień. Wtedy wszystko zaczyna mieć rytm.

 

I właśnie ta pasja zaprowadziła cię na Maderę. Opowiedz o tym sukcesie.

To były Mistrzostwa Europy Masters, w których reprezentowałem Polskę. Wystartowało kilkadziesiąt krajów i kilka tysięcy zawodników. Nasza kadra liczyła około 180 osób. Zdobyłem dwa medale drużynowe – brązowy w biegu crossowym na 8 kilometrów razem ze Zbigniewem Kalinowskim i Krzysztofem Woźniakowskim, oraz srebrny w biegu ulicznym na 10 kilometrów – tam biegłem z Andrzejem Starzyńskim (zwycięzca indywidualny z czasem 31:15, tempo 3:06/km) i Wojciechem Niziakiem. Dla mnie to ogromny sukces – pierwszy taki w życiu. Bo to już nie tylko bieganie dla siebie. To bieganie w barwach kraju.

 

To brzmi jak sportowy szczyt. Ale przecież to nie twoje jedyne pasmo aktywności.

To prawda. Ja biegam od 2018 roku – czyli siedem lat intensywnie. Rocznie pokonuję około trzech tysięcy kilometrów, więc razem to już ponad 21 tysięcy. Startuję na różnych dystansach – od 5 km, przez 10, półmaraton, aż po maraton. Najlepszy mój wynik na 10 km to 34 minuty i 6 sekund. Ale dla mnie ważniejsze niż liczby jest to, że bieganie zmieniło mój sposób myślenia. Nauczyło mnie cierpliwości i planowania.

 

A Szczytno? Czujesz się już trochę „nasz”?

Coraz bardziej. Lubię to miasto, jego rytm, ludzi, jeziora i lasy. Tu znalazłem też świetną sportową ekipę – grupę Jurund Szczytno. To społeczność, która naprawdę inspiruje. Biegamy razem, wspieramy się, a ja widzę, że Szczytno ma w sobie ogromny potencjał sportowy. Myślę też o tym, żeby zostać tu na dłużej, ale to zależy trochę od mojej żony – jeśli znajdzie tu swoje miejsce, pewnie zdecydujemy się osiąść na stałe.

Reklama

 

Wspomniałeś o planowaniu. Jak wygląda twój dzień, gdy wszystko się dzieje naraz – praca, bieganie, rodzina?

O ósmej jestem w Urzędzie Pracy, o dziesiątej w księgowości, o jedenastej otwieram lokal, o dwunastej przyjmuję dostawy. Po południu spotkania. A między tym – bieganie. Trening zajmuje mi od 30 minut do dwóch godzin. To niewiele, jeśli dobrze ułożysz dzień. Bo to nie czas jest problemem, tylko brak organizacji.

 

Zanim pojawiło się bieganie, byłeś piłkarzem.

Tak, przez kilkanaście lat – od 2000 do 2016 roku. Grałem głównie w łódzkich klubach, na pozycjach pomocnika – lewa, środek, prawa strona. To nauczyło mnie wytrzymałości.
Skończyłem też kurs trenerski UEFA C, prowadziłem zajęcia z dziećmi, nawet w Londynie współpracowałem z Akademią Lecha Poznań. Dziś już nie gram, ale piłka nadal jest mi bliska – oglądam, śledzę, żyję tym.

 

Z twojej historii przebija coś jeszcze – nie tylko sport, ale filozofia życia.

Bo dla mnie bieganie to nie tylko sport. To sposób, by się zatrzymać, paradoksalnie – w ruchu. Pokonując kolejne kilometry, człowiek ma czas, by posłuchać siebie. A kiedy przekraczasz własne granice, widzisz, że możesz więcej – w pracy, w życiu, w relacjach. To jest ta energia, którą chciałbym przekazać innym.

 

I to pewnie dlatego po powrocie z Madery podzieliłeś się sukcesem ze Szczytnem.

Dokładnie. Bo czuję się z tym miastem związany – emocjonalnie i sportowo.
Chciałem pokazać, że da się – że można prowadzić biznes, mieć rodzinę i wciąż się rozwijać. To kwestia pasji, zaangażowania i planu. Reszta to tylko droga, dystans do pokonania. 

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Ford uderzył w ogrodzenie i budynek, potem dachował. Za kierownicą siedziała 66-latka
    Szacun. Jak ona to zrobila???

    Bartek


    2026-08-06 04:51:17
  • Informacja Burmistrza Miasta Szczytno
    pani sylwia jaskolska prosze podac zaslugi pana poukord a krzysztofa

    wojt jaskol stasiek


    2026-08-04 21:46:50
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Felieton wpisujący się w narrację głównego nurtu, mający niewiele wspólnego z rzetelną oceną, ale wiele z propagandową papką. \"Najpierw pojawia się pogardliwe słowo...\"? A może jednak najpierw pojawia się przyczyna, a pogardliwe słowo jest skutkiem (podobnie jak zmiana wektora polskiej gościnności)? Do tego nie potrzeba żadnych fałszywych wiadomości, wystarczą fakty. W ciągu 2,5 roku \"nasi goście\" popełnili 42 tysiące przestępstw, w tym 65 zabójstw. Do tego dochodzą pewnie tysiące drobniejszych, niezgłoszonych incydentów, roszczeniowość i niestety zbyt często, brak jakiejkolwiek wdzięczności. Stwierdzenie, że \"Polska jest liderem\" to kolejna propagandowa teza nie mająca wiele wspólnego ze smutną rzeczywistością. Fakty to PKB per capita (nominalne)-47 miejsce na świecie, rekordowe tempo przyrostu zadłużenia, zdemolowana służba zdrowia, rosnące bezrobocie, jedne z najwyższych (w stosunku do zarobków) ceny paliw i energii i rozbrojona armia \"lidera\". Tymczasem wmawia się nam, że największym problemem w kraju jest facet, który zwyzywał bezczelne gówniary nie potrafiące się zachować w autobusie, albo emeryt, który przyłożył laską chcącej go okraść Ukraince. Niestety właśnie w tę narrację wpisuje się autor.

    W. Nosowicz


    2026-08-04 20:31:03
  • Nienawiść zaczyna się od jednego kłamstwa. Jerzy Niemczuk o zatrutych źródłach niechęci
    Szanowny autorze. Nie uważam, że pamięć o zbrodniach z przeszłości jest stratą czasu. Narody nie budują trwałych relacji na przemilczeniach, lecz na prawdzie. Nie można oczekiwać od Polaków obojętności wobec gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ich rodakach. Dbanie o przyszłość i rozliczenie historii nie wykluczają się. Możemy wspierać Ukrainę w obliczu dzisiejszych zagrożeń, jednocześnie domagając się szacunku dla pamięci ofiar. To nie jest działanie przeciwko Ukrainie, lecz działanie na rzecz uczciwego pojednania. Bez prawdy nie będzie trwałego zaufania między naszymi narodami.

    XxX


    2026-08-04 17:21:57
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    W każdym wpisie musi być o PISie. Ludzie mają różne hobby, ale Sz.P. Wiesław lubuje się w Pisie. Czy ten PiS jest teraz z Panem w pokoju? Jeśli tak to który?

    Waldemar


    2026-08-03 18:39:39
  • Rakieta nad Polską, KO przejmuje Szczytno, a wakacje drenują portfele. Felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    \"ruska rakieta\"?, widzę że elokwencji nie po drodze z mądrością - ruskie są tylko pierogi, szanowny Panie. Na szczęcie ta rakieta, w przeciwieństwie do tej którą wystrzelili Ukraińcy, nikogo nie zabiła i była precyzyjnie wycelowana w sam środek pola. Jeżeli tę rakietę fatycznie wystrzelili Rosjanie to właśnie udowodnili światu że Polska jest całkowicie bezbronna, bo systemy walki powietrznej zostały oddane Ukrainie...zaś brak reakcji NATO, USA i Europy dobitnie udowadnia, jak głęboko mają na w doopie. Teraz wisienka, alarm ogłoszono 5 minut po eksplozji rakiety, myślałem że taki alarm uruchamia się przed atakiem, a nie po. Teraz walnij pan porządnie w zakutą pałę premiera Von Tfuuuska, on nawet nie potrafi odróżnić pocisku balistycznego od rakiety manewrującej.

    Polak


    2026-08-03 16:17:07
  • Zintegrowany Plan Inwestycyjny w Pasymiu. Ruszają konsultacje społeczne
    A na prosty język, to co tam będzie na tych działkach?

    .


    2026-08-03 15:09:16
  • „Pani Asiu, czemu pani nie ma?”. Joanna Pusta w finale Listonosza Roku
    Widziałem filmy pokazujące,że Pani Asia robi naprawdę dobrą robotę. Polecam.

    Andrzej


    2026-07-31 12:18:42
  • Nie lubię stać w miejscu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo kocham florystykę.
    Stac w miejscu?

    Jan


    2026-07-31 09:18:39
  • Jerzy Niemczuk: Kiedy nienawiść wchodzi na ambonę
    Czy to ten Pan co w latach 2020-2021r paradował z czarną maseczką z pomarańczowym piorunem? Szukałem jakiegoś zdjęcia, ale chyba wszystkie usunął.

    nikoś


    2026-07-30 11:10:01

Reklama