Piątek, 23 Styczeń
Imieniny: Fernandy, Jana, Rajmundy -

Reklama


Reklama

Samotność zabija szybciej, niż choroba. W Szczytnie znaleziono sposób, jak ją oszukać


Dwie seniorki ze Szczytna – 77- i 83-letnia – leżały na podłodze swoich mieszkań, bez siły, bez telefonu, bez szans na pomoc. Uratowało je jedno: regularne pukanie do drzwi przez wolontariuszy Naszej Szczycieńskiej Ziemi realizujących program Poczty Obiadowej Fundacji Biedronka. Program, który miał dowozić ciepłe obiady, stał się w praktyce systemem wczesnego reagowania. I – jak mówią sami wolontariusze – ratuje życie częściej, niż ktokolwiek myśli.



W Szczytnie dwa razy w ciągu kilku miesięcy doszło do sytuacji, które mogły zakończyć się tragedią. Dwie seniorki – 77- i 83-letnia – leżały na podłodze swoich mieszkań, niezdolne wstać, niezdolne zadzwonić, niewidoczne dla świata. I prawdopodobnie nikt by tego nie zauważył, gdyby nie jedno: stała obecność wolontariuszy Naszej Szczycieńskiej Ziemi.

 

To nie był przypadek. To system, który działa. - I który, ratuje życie częściej, niż komukolwiek się wydaje – mówi Dorota Poniatowska, wolontariuszka akcji, przedstawiciela Stowarzyszania Nasza Szczycieńska Ziemia..

 

„Słyszę krzyk. Kobiecy głos. Mówi, że leży na podłodze”

27 listopada, godzina 10.30. Jeden z wolontariuszy, który dostarcza ciepły posiłek do jednej z podopiecznych w Szczytnie, zatrzymuje się pod drzwiami.

 

- Puka. Cisza – opowiada pani Dorota. - Nagle – wołanie o pomoc.

 

Seniorka przewróciła się w mieszkaniu. Nie była w stanie dotrzeć do drzwi.

 

- Leżała na podłodze. Nie mogła wstać. Nie mogła nawet zadzwonić – mówi Dorota Poniatowska. - Nasz wolontariusz natychmiast wezwał karetkę. Medycy dotarli, udzielili tej pani pomocy. Żyje.

 

 


Reklama

Bez tej wizyty sytuacja mogła wyglądać inaczej. Dramatycznie.

 

– Mało kto wie, że człowiek w takim stanie może umrzeć. W ciszy, w czterech ścianach, zanim ktokolwiek zauważy brak kontaktu – mówi Dorota Poniatowska, koordynatorka Poczty Obiadowej na terenie Szczytna.

 

Lipiec. Ta sama historia. Inne mieszkanie. To nie pierwszy taki przypadek. Latem 2025 roku jedna z podopiecznych nie odebrała posiłku.

 

- Wolontariusz próbował się dodzwonić – bez skutku – mówi pani Dorota. - Ja również nie mogłam skontaktować się z tą panią. Drzwi były zamknięte od środka. Seniorka przewróciła się kilka godzin wcześniej i nie była w stanie podczołgać się do telefonu. Leżała na podłodze, odwodniona, przerażona. Wezwaliśmy na miejsce opiekunkę tej pani, która otworzyła drzwi. Przyjechali ratownicy medyczni. Pomogli. Na szczęście, zdążyli.

 

– Te zdarzenia zapadają w pamięć – mówi Poniatowska. – Starość, choroba i samotność potrafią odebrać życie szybciej, niż ktokolwiek przypuszcza. Rodziny pracują, mieszkają poza Szczytnem, czasem za granicą. A nasi seniorzy zostają z tym wszystkim sami.

 

 

Poczta Obiadowa działa w Szczytnie od 2 czerwca 2025 roku. To jedyne takie wdrożenie w całym województwie warmińsko-mazurskim. Program obejmuje 70 osób powyżej 60. roku życia, najczęściej samotnych, schorowanych, z bardzo niskimi dochodami. Trzy razy w tygodniu dostają ciepły posiłek.

Reklama

 

Ale jedzenie to tylko połowa historii. Druga połowa – ta najważniejsza – to regularny kontakt.

 

Wizyty. Pukanie do drzwi. „Dzień dobry, jak się pani czuje?”. To coś, czego seniorom najbardziej brakuje.

 

– Wolontariusz jest często jedynym człowiekiem, którego nasi podopieczni widzą tego dnia – mówi Poniatowska. – Czasem jedynym w całym tygodniu.

 

Dla wielu osób samotnych starość nie jest spokojnym etapem życia. Jest walką z chorobą, lękiem, ograniczoną sprawnością, poczuciem, że nikt już nie przyjdzie.

 

Dlatego każda wizyta to nie tylko obiad – to kontrola bezpieczeństwa.

 

- Dwa przypadki uratowanych seniorek to nie statystyka – mówi Paweł Krassowski, prezes stowarzyszania NSZ. - To sygnał, że takich zdarzeń jest więcej – tylko o części z nich ktoś zdąży opowiedzieć. Senior może przewrócić się w kuchni i umrzeć z głodu lub wychłodzenia. To okrutne, ale prawdziwe – dodaje. – Dlatego tak ważne jest, że ktoś przychodzi. Że sprawdza. Że nie odkłada wizyty na jutro.



Komentarze do artykułu

Taki sobie czytelnik

Pytanie, gdzie są dzieci, gdzie są wnuki? Są tacy, którzy - mieszkając poza Szczytnem - potrafią dzwonić przynajmniej 3 razy dziennie do swych dziadków, rodziców, krewnych. Wiedzą, kiedy jest jedzone śniadanie, wiedzą, kiedy jest przechadzka, wiedzą o której obiad, kolacja... A w razie braku kontaktu dzwonią o pomoc. To takie trudne? To nie kwestia braku czasu, tylko braku więzi i uczuć.

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama