Nowy tydzień przywitał nas mrozem i piękną, lutową pogodą z coraz mocniej świecącym słońcem, którego tak nam ostatnio brakowało. Ale jak to w życiu bywa, dobre wieści mieszają się z tymi smutnymi i oto w poniedziałkowy poranek dotarła do nas informacja o śmierci Ryszarda Szurkowskiego, który ostatnie lata spędził na wózku inwalidzkim, a ostatecznie przegrał walkę z nowotworem. Dojechał do mety w wieku 75 lat.
Dzisiejszemu młodemu pokoleniu to nazwisko mówi niewiele albo z niczym się nie kojarzy. Każde pokolenie ma swoich idoli i bohaterów – czy to na arenie międzynarodowej, czy to w polityce lub sporcie. O ile jednak wielu politycznych bohaterów znika po latach w niebycie historii, o tyle sława wielkich sportowców nigdy się nie dewaluuje, a dla młodych adeptów danej dyscypliny sportu są oni natchnieniem i przykładem do naśladowania. Może dlatego, że ich trenerzy stanowią często pomost pamięci pomiędzy tymi wielkimi sportowcami sprzed lat, a tymi, których oni teraz trenują, aby ci młodzi w przyszłości stali się kolejnymi mistrzami.
Ryszard Szurkowski – dla ludzi mojego pokolenia to był niezwykły sportowiec. Chłopcy jeździli i ścigali się na swoich rowerkach po podwórkach i placach, często z koszulkami, na których widniało to nazwisko. Bo Pan Ryszard należał do najbardziej utytułowanych sportowców w powojennej historii polskiego sportu. Był niezwykłym kolarzem i liderem polskiej reprezentacji kolarskiej – tak jak dzisiaj Robert Lewandowski w polskiej kadrze piłkarskiej.
Ryszard Szurkowski aż czterokrotnie w swojej karierze wygrywał indywidualnie Wyścig Pokoju. Było to w latach 1970, 1971, 1973 i 1975. Był to największy wtedy amatorski wyścig kolarski na świecie. Rozgrywany był w trzech krajach: w Polsce, Czechosłowacji i Niemieckiej Republice Demokratycznej.
Był to bardzo trudny, wieloetapowy wyścig, z etapami i premiami górskimi, a także etapami jazdy na czas. Najdłuższe z nich liczyły ponad 200 kilometrów i były wręcz mordercze, jeśli chodzi o wysiłek kolarzy. Nasi kolarze należeli wtedy do najlepszych, jak dzisiaj nasi skoczkowie narciarscy i na początku lat 70. ubiegłego wieku kolarstwo to był obok piłki nożnej nasz sport narodowy.
Przybiegaliśmy ze szkoły, by usiąść przy odbiorniku radiowym i słuchać relacji etapowych z wypiekami na twarzy. Jak to było dawno, aż trudno uwierzyć! Dzisiejsze transmisje telewizyjne realizowane z wielu kamer, z helikopterów i dronów pozwalają miłośnikom kolarstwa (np. mojemu synowi) śledzić zmagania zawodowych kolarzy przez cały przebieg wyścigu. Wtedy, w czasach „panowania króla Ryszarda” czekało się właściwie na finisze, które miały miejsce na stadionach i jakże często to właśnie on przecinał linię mety jako pierwszy! To były wzniosłe chwile triumfu i satysfakcji, kiedy nasi zwyciężali także drużynowo!
Z wielkim sentymentem wspominam więc dzisiaj pana Ryszarda Szurkowskiego – wielkiego i najbardziej utytułowanego polskiego kolarza, legendę polskiego sportu. Był on bowiem także dwukrotnym srebrnym medalistą olimpijskim w drużynowej jeździe na czas, trzykrotnym mistrzem świata w kolarstwie szosowym, a także 12-krotnym mistrzem Polski. Lista jego osiągnięć sportowych jest oczywiście znacznie dłuższa. Wspominam tylko te najbardziej spektakularne. Razem z wielką lekkoatletką Ireną Szewińską – stanowili parę najwybitniejszych indywidualności sportowych w Polsce drugiej połowy XX wieku.
Mam osobiście jeszcze jeden powód, by Ryszarda Szurkowskiego wspominać w sposób szczególny. Otóż był to sportowiec, który jeździł fair play, a więc ścigał się z innymi w sposób zgodny z przepisami, doceniając jednocześnie kolegów z drużyny, którzy jeździli „na swojego lidera”. A on był swoistym „dżentelmenem szos” i mimo ogromnych osiągnięć nie przeszedł na zawodowstwo. Później zresztą, już po zakończeniu kariery, pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Kolarskiego.
Pamiętam jednak jego wypowiedzi i wywiady, w których widać było również jego kulturę osobistą i pozasportową inteligencję. Nie tylko jego sukcesy, ale również jego osobowość przyciągała wielu i była przykładem dla innych kolarzy. To był nie tylko wielki sportowiec, ale również wspaniały i bardzo sympatyczny człowiek. Podobnie jak pani Irena Szewińska.
Tacy ludzie mogą być dla nas chrześcijan również przykładami wytrwałości, ciężkiej pracy oraz uczciwości w codziennym życiu. Apostoł Paweł napisał takie oto zdanie: „Kto staje do zawodów, nie zdobywa wieńca, jeżeli nie walczy prawidłowo” (2 List do Tymoteusza 2,5). W innym miejscu dodaje: „Czy nie wiecie, że biegacze na stadionie wprawdzie wszyscy biegną, ale tylko jeden zdobywa nagrodę. Tak biegnijcie, abyście ją zdobyli” (1 List do Koryntian 9,24). W tym naszym życiowym biegu nie chodzi o medal czy puchar, lecz o nagrodę w niebie! Do tej mety warto dobiec!
Andrzej Seweryn
andrzej.seweryn@gmail.com
Mam pytania: jak wygląda dozór personelu nad podopiecznymi DPS w Szczytnie? Na jakiej zasadzie \"wypuszcza\" się osoby z DPS poza placówkę. Ponadto na zdjęciu widać, że człowiek ma raczej oczy koloru niebieskawego, a nie piwnego - jak podano w cytowanym opisie. Ale to takie czepialstwo. GRATULACJE
Zaciekawiony
2026-03-12 12:11:54
Czemu już nie piszecie o cenach paliw na stacjach? Poza tym kiedy ktoś pisprzata nasze miasto? Takiego syfon na ulicach i chodnikach nie wiem od ilu lat już nie pamietam
Tytus
2026-03-11 21:24:29
Droga tragiczna a tablica informacyjna o dotacji unijnej stoi już kilkanaście lat. Przecież to wstyd. Jak niby teraz chcą zrobić remont jak tam studzienka na studzience. Wyjdzie to samo co na Bartnej Stronie. Polska jakość.
Tego tego
2026-03-11 07:06:48
Popieram mieszkańców
Gabi
2026-03-09 19:12:36
Brawo, wincyj do kulsonerii patusów, wincyj. i jeszcze podwyzke mu dać
Klasyk
2026-03-09 13:42:23
To nie starosta a radni dają wsparcie, a Jarek został wysłany by to ogłosić.
Rafi
2026-03-09 09:16:42
Kilka lat temu coś podobnego było przy ulicy Moniuszki ale trzeba było to sprzedać bo nie opłacało się tego trzymać.
Mieszkaniec
2026-03-08 13:32:19
za taka kase zbudowal bym nowa szkole
ollsza
2026-03-06 15:06:55
Co to za polityka, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej jest urzędnik pup ( jakim prawem). Takie spotkanie z możliwe że przyszłym pracodawcą może być i tak stresujące a tu jeszcze jakaś urzędniczka siedzi obok i słucha tego wszystkiego. Ciekaw jestem czy później te osoby starające się o pracę nie są obgadywane w tym urzędzie, bo przecież trzeba o czymś rozmawiać przy kawie. Widzę że w pup robią wszystko, aby się pokazać i zareklamować, że coś robią.
Hmm
2026-03-01 10:28:08
Szkoda, dobry był i koleżeński. Śpij w spokoju.
Kolega po kiju
2026-02-28 10:48:19