Poniedziałek, 4 Maj
Imieniny: Jaropełka, Marii, Niny -

Reklama


Reklama

Felieton Jerzego Niemczuka - Miłość, która kosztuje. Psy, emocje i biznes wokół przywiązania


Kochamy psy jak członków rodziny, ale coraz częściej za tym uczuciem idą konkretne rachunki – od leczenia po „usługi pożegnalne”. Jerzy Niemczuk w swoim felietonie przygląda się relacji człowieka ze zwierzęciem i stawia niewygodne pytanie: gdzie kończy się troska, a zaczyna przesada – i czy na naszej miłości ktoś po prostu dobrze zarabia.



O kosztach miłości do zwierząt
Polacy kochają swoje psy – poza tymi, którzy je katują i zaniedbują, ale tych jest na szczęście mniejszość – a te potrafią być wdzięczne. Zawsze witają serdecznie, czekają pod bramą, cierpliwie towarzyszą w codziennych czynnościach. Można z nimi rozmawiać, co jest wprawdzie jednostronne, też daje pewność, że zostaniemy uważnie wysłuchani, co z nawet ze znajomymi nie zawsze się zdarza. 


Co złego można o nich powiedzieć, pochodzi od ludzi. Nawet psy ras uchodzących za agresywne stają się łagodne i zrównoważone, jeśli trafią w dobre ręce. Są ludzie, którzy nie powinni mieć psów, tak jak są tacy, co nie powinni mieć dzieci. 


Co do mnie, to z jednym wyjątkiem nie zdecydowałem się na kupienie rasowego. Ocalenie zwierzęcia, które jest niechciane i nie może się doczekać ludzkiego towarzysza, daje o wiele więcej satysfakcji. Lepiej ocalić byt w potrzebie, niż nabijać kabzę hodowcom. Psów mamy za dużo, co widać w schroniskach. Niechcianych, porzuconych. Jedyną drogą ograniczenia psiego nieszczęścia jest sterylizacja tych, które już istnieją i stworzenie im domów. Konsekwentna polityka rozwiązałaby problem nadmiernej populacji w ciągu jednej dekady. 
Rynek zwierząt rasowych zmienia się pod wpływem przejściowych mód. Pamiętam czasy, kiedy w obejściach domów dominowały olbrzymie kaukazy, których naturalnym środowiskiem są pastwiska, na których strzegą bydła przed niedźwiedziami i wilkami, a po miastach człapały husky nawykłe przez setki lat do długodystansowych biegów. Potem nastała moda na bulteriery i amstafy. W czasie pandemii natomiast pojawił się dobry trend i mnóstwo zwierząt ze schronisk trafiło do ludzi. 


Reklama


Przedwcześnie zszedł pięcioletni pies mojej córki, kundel z nieprawego miotu, którego przegarnęła na podchowanie i oczywiście został z nią do końca życia jako towarzysz przygarniętej wcześniej Lucy, która też była skutkiem psiego mezaliansu.


Zwierzęta żyją krócej od ludzi i trzeba się z ich stratą liczyć. Przeciętnie człowiek przeżywa siedem psów, czego sam właśnie doświadczam, bo za parę lat, jak dobrze pójdzie, ja i moja Ruda, wzięta z naszego schroniska sześć lat temu, będziemy w bardzo zaawansowanym wieku. 


Czy uczucie między człowiekiem i psem można nazwać miłością? Na pewno jest to uczucie głębokie, łączy się z nim lojalność, wzajemna dbałość, wierność i gotowość obrony. Psy wiele razy ratowały ludzi w opresji, bywało też odwrotnie. Nieodżałowany Jan Lityński kilka lat temu zginął próbując ratować swojego psa.


Jednak to uczucie ze strony ludzi przybiera niekiedy postać przesadną, kiedy piesek staje się „psieckiem”, figuracją dziecka, bytem zastępczym i w niestosowny sposób „odpsionym”. Uważam, że powinniśmy pozwolić psom być sobą. Zbyt wiele im złego uczyniliśmy tworząc rasy dekoracyjne po to, żeby wyglądały na modłę ludzkich fantazji, za co do tej pory płacą zdrowotnymi problemami. Przycinano im uszy i ogony. To ostatnie odbierało im możliwość okazywania życzliwości w kontaktach z innymi zwierzętami. 

Reklama


Córka, żeby psa ratować zdecydowała się na kosztowną operację, która dawała nikłe nadzieje. Po jego śmierci na kremację, co się dokonało. 


Firma, która się tym zajmuje, zaproponowała także dodatkowe usługi za dodatkową opłatą. Na miłości, także do zwierząt, można nieźle zarobić. Mogła otrzymać na pamiątkę po zmarłym odcisk łapy, pukiel sierści, specjalny certyfikat oraz dostarczenie urny przez kuriera, który miałby zadanie wręczyć jej prochy z należytym pogrzebowym ceremoniałem. Zdecydowała się na skromną dostawę do paczkomatu. Nie przypadkiem cmentarne kolumbaria są przez lud nazywane paczkomatami.
Jerzy Niemczuk



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama