Na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku nowe władze centralne zaczęły baczniej przyglądać się zapomnianemu nieco gospodarczo regionowi, do którego należały Warmia i Mazury. Zaczęły powstawać nowe zakłady, m.in. w Ostródzie, Kętrzynie, Ełku. Nie zapomniano również i o Szczytnie. Partia i jej decydenci rozwój naszego miasta widzieli poprzez m.in. utworzenie subregionalnego szpitala na 600 łóżek i połączenie jezior. Za priorytet uznali jednak utworzenie nowoczesnego zakładu, produkującego podzespoły elektroniczne, czyli Unima-Cemi.
Powstanie nowego zakładu w Szczytnie było nie lada wyzwaniem nie tylko dla wszystkich rodzajów służb funkcjonujących w mieście, ale i władz. - Energetyka, ciepłownictwo, gazownia, telekomunikacja, to były nasze służby miejskie, które na mocy decyzji podjętych w województwie, musiały bardzo sprawnie i terminowo wywiązać się ze swoich zobowiązań, bo powstanie Unimy było niejako projektem dosłownie sztandarowym ówczesnych władz centralnych – wspomina dawny naczelnik miasta.
Jednym z pierwszych problemów, na jaki się natknęli, było sprawne zaplanowanie i zorganizowanie dróg dojazdowych do planowanego zakładu. Kolejnym problemem, dość prozaicznym, patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, było zaopatrzenie nie tyle w telefony, co nadanie numerów w nowym zakładzie. Należy przypomnieć młodszemu pokoleniu, że tak powszechne dziś urządzenie, jak telefon, w opisywanym okresie był przedmiotem pożądania niejednej polskiej rodziny. Decyzje o przyznaniu nowych numerów dla powstającego zakładu zapadły nie w Szczytnie czy w Olsztynie, ale aż w Warszawie.
Kolejnym i istotnym problemem było stworzenie GPZ, czyli głównego punktu zasilania energetycznego. Nie lada wyzwaniem dla projektantów nowego zakładu było stworzenie kotłowni, która ze względu na kubaturę wszystkich pomieszczeń i hal, musiała być bardzo wydajna.
- Żeby uruchomić kotłownię na potrzeby nowo powstającego zakładu, musiało być wówczas wydane pozwolenie, a raczej decyzja Okręgowego Instytutu Gospodarki Paliwowo-Energetycznej w Bydgoszczy, bo pod taki rejon wówczas podlegaliśmy – wspomina Palmowski. - W czasie, gdy pracowałem jeszcze w powiecie, to aby zrealizować inwestycję, robiliśmy to niejako dwutorowo, czyli oficjalnie i mniej oficjalnie, dając w drugim przypadku jakieś podarki, co wówczas było powszechnie przyjętym zwyczajem. Były naczelnik wspomina, że aby zaskarbić sobie przychylność bydgoskich decydentów w sprawie wydania pozytywnej opinii odnośnie do kotłowni dla powstającej Unimy, w ratuszu ktoś wpadł na pomysł, żeby stworzyć odznaczenie „Zasłużony dla miasta Szczytna”. W ten sposób chociaż częściowo udało się „zaskarbić” przychylność dyrektorów bydgoskiego instytutu.
Były naczelnik miasta wspomina o pewnym wydarzeniu, o którym właściwie w naszym mieście wie zaledwie kilka osób. Dotyczyło to transportu z NRD gotowych prefabrykatów do postawienia hal produkcyjnych. - W jaki sposób tak się stało, że jeszcze nie zapadły ostateczne decyzje inwestycyjne, a już dotarł transport gotowych elementów, z których można było zbudować hale? Tego naprawdę nie wiem…
Ówczesny system planowania i inwestycji wyglądał tak, że najpierw trzeba było zapisać cokolwiek w tzw. projekcie inwestycyjnym, żeby można było następnie przejść do realizacji. Tu jednak stało się odwrotnie i w jakiś sposób Palmowski postanowił to wraz ze swoim zespołem wykorzystać do inwestycji związanej z budową kotłowni.
- Właściwie nie były jeszcze wówczas wydane i podpisane ostateczne decyzje w sprawie Unimy, więc my postanowiliśmy działać niejako na tzw. „wariackich papierach”. Podczas jednej z narad w stolicy województwa, Palmowski z wojewodą ustalił, że z prefabrykatów zostanie zbudowana hala montażowa dla TPGKiM (Terenowe Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej). Wniosek rozpatrzono pozytywnie i z miejsca przystąpiono do realizacji projektu, a pół roku później rozpoczęto prace związane z budową nowego zakładu.
7 maja 1975 roku przedstawiciele Unimy podpisali stosowny dokument z Piskim Przedsiębiorstwem Budowlanym na rozpoczęcie prac związanych z budową nowego zakładu. Środki, jakie wówczas przeznaczono na inwestycję, były bardzo duże i wynosiły kilkadziesiąt milionów złotych, a większość z nich przypadła również Olsztyńskiemu Przedsiębiorstwu Budownictwa Przemysłowego. Pod koniec maja 1975 roku Kętrzyńskie Przedsiębiorstwo Budowlane przejęło wykonanie prac od bliźniaczej piskiej firmy i rozpoczęto prace budowlane.
Niezbędne również w tym czasie było zabezpieczenie warunków lokalowych dla przyszłych pracowników Unimy. Już 13 listopada 1975 rozpoczęto budowę pierwszego bloku mieszkalnego przy ulicy Pasymskiej. - My, jako miasto w związku z inwestycjami Unimy, ponieśliśmy dość spore koszty. To nie jest tak, jak obecnie, ponieważ właściwie wszystko jest sprywatyzowane, wówczas było zupełnie inaczej – wspomina Palmowski i dodaje, że w związku z powstaniem nowego zakładu pracy w Szczytnie, budżet miasta pomimo przyznania większych środków, został nieco wydrenowany.
- Właściwie wszystkie sprawy związane z infrastrukturą powstania Unimy wiązały się z pokryciem większej części kosztów z naszej strony. I tak do nas należało przygotowanie środków na pokrycie wszystkiego, co było związane z uzbrojeniem terenu pod przyszły zakład.
Nowo powstającą Unimę wizytowali partyjni decydenci nie tylko z województwa, ale i z centrali, czyli Warszawy. 4 sierpnia 1976 roku budowę zakładu wizytował Aleksander Kopeć, ówczesny minister przemysłu maszynowego.
- Jego wizycie towarzyszyły wcześniejsze gorączkowe przygotowania – relacjonuje Palmowski. - Już wcześniej otrzymałem informację od wojewody, że tenże przyjedzie do nas z ministrem, żeby obejrzeć postępy w budowie. W tym czasie teren powstającej Unimy był już ogrodzony i zaczęły powstawać mury pierwszych hal. Naczelnik wspomina, że zakupiono kwiaty i inne niezbędne rzeczy, aby godnie powitać członka partyjnego rządu. - Na krótko przed wizytą przyjeżdża do nas jakiś człowiek ministra, aczkolwiek jego wygląd na to nie wskazywał, bo wyskoczył ze służbowego samochodu w krótkich spodenkach i woła do nas: „Jak tam chłopaki?”. Byliśmy mocno zdziwieni, ale wiedzieliśmy oczywiście, że był to człowiek ministra, więc udawaliśmy, że wszystko jest ok.
Tego samego dnia od strony Wielbarka na spotkanie w ratuszu z człowiekiem ministra jechał również i wojewoda olsztyński Sergiusz Rubczewski. Pech chciał, że akurat na przejeździe kolejowym na ulicy Chrobrego ze względu na przejazd składu towarowego, szlabany były opuszczone. Trzeba zaznaczyć, że ówczesny transport kolejowy był bardzo mocno rozwinięty w przeciwieństwie do kołowego, pojedynczy skład sięgał niekiedy i 40, a nawet więcej wagonów, więc zanim przejechał, trwało to trochę.
- Trzy lata później miało to niewątpliwie wpływ na podjęcie decyzji przez wojewodę o budowie specjalnej kładki dla pieszych nad torami. Pomógł w tym również ówczesny dyrektor Unimy Henryk Hańczaruk. Dość poważnym problemem było zorganizowanie niezbędnych materiałów do jej powstania, przede wszystkim stali i drewna, które było skrupulatnie reglamentowane i wydawane na bardziej priorytetowe inwestycje. Trochę czasu upłynęło, ale w ostatecznie w Państwowym Ośrodku Maszynowym pozyskano ponad 10 ton stali, którą przetransportowano do przedsiębiorstwa w Białymstoku, zajmującego się wykonywaniem pomostów i kładek. Drewno do wykonania kładki udało się natomiast pozyskać w funkcjonującym wówczas tartaku przy dzisiejszej ulicy Wileńskiej.
Fot. 1979. Budowa kładki
Brawo WRÓBEL!!!
P2ST
2026-05-04 22:38:57
Gdzie znaleźć nowy rozkład jazdy zkmszczytno
2026-05-04 20:51:10
Tak patrzebinpatrze, że kiedyś jak miały być remonty ulic to po prostu był jakiś wykaż i było git. Przecież to są normalne zadania samorządowe do zrobienia. Nikt nikomu laski nie robi że remontuje się chodniki. Ale nie. Dziś to trzeba co chwilę pokazać burmistrza Ocha, jak gdyby on sam to osobiście robił. Przecież to burmistrz zapewne robi wyliczenia, plany i nie ma do tego żadnych wydziałów w ratuszu. Taka propaganda co artykuł, że szok. To Mańkowskiego tak nie promowano z też robiono i remonty itp. Dziś jakiś głupi park się lekko ogarnie na osiedlu i potem robo się jego uroczyste otwarcie. Młodsi nie pamiętają Polskiej Kroniki Filmowej. Ta sama idea widzę, se cały czas przyświeca pewnym wladzom
Romek
2026-05-01 19:42:00
Jeszcze żeby pompa zabytkowa wróciła na cmentarz komunalny.
Nikodem.
2026-05-01 10:56:03
To Slalomucha zepsuł! Chce uzyskać większościowy pakiet udziałów w tężni!
Kamil
2026-04-29 21:20:41
Ktoś tu napisał, że Kazik stracił w jego oczach. No może w oczach innych zyskał? A może Kazika to nie obchodzi co kto o nim myśli bo myśli po swojemu a nie tak jak każdy sobie by chciał? Więcej empatii w komentarzach i nie poczuwania się jako elita...
Bartek
2026-04-27 12:07:00
Kazik straciłeś w moich oczach po ostatnim wywiadzie i nie tylko w moich. Żyj sobie dalej w Hiszpanii. Mniejsze zło...? Zabawne.
Na starość zwariował
2026-04-26 13:06:22
Poziom zarządzania systemem PODSTAWOWEJ opieki zdrowotnej sięgnął dna! Starosta nie zapewnia mieszkańcom najważniejszej potrzeby. Nie ma kasy na dyżur apteki, ale jest na podwyżki wynagrodzeń. Folwark zwierzęcy Orwella! Niesamowicie pomocni sobie, nie ludziom!
Ja
2026-04-25 22:31:24
Zdzisław Zioło niekompetentny juror wg mnie. Nieprzygotowany do oceniania młodych, nie potrafi dobrać słów w ocenie, raniąc delikatne, wrażliwe osoby.
Ja
2026-04-25 19:57:51
Emil i Mieszkaniec mają rację, jeszcze nikt nie poznał zasad działania zakładu a już wielki krzyk się robi! Taki zakład to rozwój miejscowości i niezależności młodych mieszkańców .
Olo
2026-04-25 08:52:04