Poniedziałek, 13 Kwiecień
Imieniny: Juliusza, Lubosława, Wiktoryny -

Reklama


Reklama

Iwona Chełchowska – nauczyciel i sportowiec w jednym (zdjęcia)


Nowa, sportowa szkoła podstawowa, która działa od początku września potrzebuje nie tylko uczniów, chcących się sportowo rozwijać, ale przede wszystkim tych, którzy będą ich w tym wspomagać. Nie jest łatwo, zapewne, pełnić jednocześnie rolę nauczyciela, trenera i urzędnika, a taka przypadła Iwonie Chełchowskiej – jest nie tylko trenerem, ale i zastępcą dyrektora nowej placówki. Rozmawiamy o nowej pracy i nowych obowiązkach.


  • Data:

Co było pierwsze sport czy marzenia o zawodzie?

 

Marzenia. Już w wieku przedszkolnym chciałam być nauczycielką. Nakładałam mamine szpilki, paradowałam po mieszkaniu, udawałam, że prowadzę lekcje czy sprawdzam klasówki. Było mi łatwo to sobie wyobrażać, bo chodziłam do oddziału przedszkolnego, który znajdował się w budynku istniejącej wtedy jeszcze podstawowej „jedynki” przy ul. Kasprowicza. Czerpałam z zewnątrz, bo w rodzinie nauczycieli nie było.

.

A kiedy pojawił pojawił się sport?

 

Już w szkole, od samego początku. Gdy zaczynałam naukę, wychowawczyni uczyła wszystkiego oprócz wychowania fizycznego. To miałam z Danuta Świniarską. Bardzo często graliśmy w dwa ognie, a ja uwielbiałam tę grę. I tak mi zostało z dodatkiem innych gier zespołowych.

 

A wśród nich przede wszystkim siatkówka...

 

Ale dopiero od liceum, które kończyłam w ZS nr 1 i w którym wyuczyłam się zawodu... sprzedawcy. Nie był to wymarzony przeze mnie kierunek, ale nie zawsze nasze dziecięce czy młodzieńcze decyzje zależą od nas samych. Po maturze jeszcze trochę popracowałam, później, za namową koleżanki, która w tym czasie już była po studiach na AWF i uczyła – poszłam w jej ślady. Podobnie jak ona ukończyłam gdańską uczelnię. W trakcie moich studiów można były uzyskać uprawnienia instruktora, ale akurat wtedy w Gdańsku żadnych nie dawali, natomiast na certyfikat trenera musiałam zapracować dodatkowo.

.

Długo?

 

Przyznam, że trochę to trwało. Najpierw, kilka lat po studiach, uzyskałam uprawnienia instruktora piłki siatkowej, a tytuł trenera otrzymałam nie tak dawno, bo dokładnie 1 października tego roku.

 

O! To zrobiła sobie pani sama prezent z okazji tzw. dnia nauczyciela...

 

Tak to wygląda. Chociaż egzamin miałam zdawać wcześniej, tylko przez koronawirusa wszystko przesunęło się w czasie.


Reklama

 

.

Czyli teraz ma pani uprawnienia trenerskie, ale grą zajmuje się pani nie tylko zawodowo, kształcąc uczniów lecz też prywatnie. Jest pani zawodnikiem drużyny Belfer, która może się poszczycić wieloma sukcesami...

 

Bo to doskonałe połączenie: zarówno zawodu, jak i pasji. Takie połączenie zawsze przynosi dobre efekty, co najmniej dla tego, kto je łączy. Staram się być aktywna sportowo praktycznie codziennie, na przykład jeżdżąc rowerem. Intensywne treningi odbywam trzy razy w tygodniu i nie sprowadzają się one tylko do siatkówki. Chętnie odwiedzam też np. siłownię. To pozwala nie tylko zachować fizyczną sprawność, ale i ogólnie – witalność. Mam za sobą już prawie 20 lat pracy jako nauczyciel wychowania fizycznego, ale nie odczuwam ani zmęczenia, ani tym bardziej zniechęcenia.

 

Czy status trenera jest pani potrzebny teraz, przy pełnieniu funkcji wicedyrektora?

 

Od czasu uzyskania uczelnianego dyplomu i podjęcia pracy w szkole jestem przede wszystkim nauczycielem i zamierzam nim pozostać do emerytury. Inaczej mówiąc nauczycielem się jest, wicedyrektorem bywa. Toteż wciąż jestem nauczycielem, mam co prawda nieco mniej lekcji niż koledzy, bo „zaledwie” 12 tygodniowo, niemniej je prowadzę i przyznać muszę, że nie jest wcale łatwo pogodzić obie role. Klas i uczniów w naszej szkole jest może nieco mniej niż w innych szczycieńskich podstawówkach, ale zakres obowiązków. Tak nauczyciela, jak i członka ścisłego kierownictwa – taki sam. Tyle że w innych szkołach wicedyrektorów jest co najmniej dwóch albo i więcej, a ja jestem jedna.

.

Szkoła ma niewielki jeszcze staż, zaledwie półtoramiesięczny. Jak pani ocenia te początki?

 

Jak wszystkie początki i ten nasz prosty nie był. Oczywiście, wiele czynności w zakresie utworzenia szkoły wykonano wcześniej, ale gros działań można było podjąć i wykonać dopiero wtedy, gdy szkoła zaistniała nie tylko formalnie, ale i faktycznie. Wrzesień był więc miesiącem bardzo, ale to bardzo intensywnej pracy całego zespołu.

 

Reklama

Zapewne dodatkowo utrudnionego sytuacją z pandemią, ale chyba też i nazwijmy to – lokalnymi problemami. Jak na przykład realizować deklarowaną naukę i sportowy rozwój w zakresie pływania... bez basenu?

 

To trudność, której przy planowaniu struktury organizacyjnej i zakresu nauczania nikt nie uwzględnił, ale też i nie było ku temu żadnych podstaw. O tym, że szkoła nie będzie mogła korzystać z basenu na terenie WSPol dowiedzieliśmy się przy końcu sierpnia czy też na początku września.

 

Ten brak możliwości może trwać nawet rok, a w perspektywie może już zawsze. Jakie działania szkoła podejmuje czy też podjęła w tej sprawie? Poszukiwania dostępu do basenu czy też zmiana deklarowanego kierunku edukacji?

 

Został zmodyfikowany plan nauczania. W czasie przewidzianym na zajęcia sportowe w zakresie pływania, dzieci mają ćwiczenia zwiększające ich umiejętności motoryczne, niezbędne w nauce pływania. Być może jeszcze w tym roku szkolnym, w ramach zajęć dzieci będą się szkoliły korzystając z basenu poza miastem.

 

Jaki jest, nazwijmy to, przekrój uczniów? Szkoła sportowa to taka, do której uczęszczają uczniowie ambitnych rodziców, widzących w swoich pociechach przyszłych Szarmachów czy innych Kozakiewiczów czy też to placówka skupiająca rokujące nadzieję talenty?

 

Rekrutacja do szkoły trwała od stycznia bieżącego roku. Nie ograniczała się jedynie do wyrażenia woli rodziców czy przyszłych uczniów. Kandydaci przeszli też testy sprawnościowe. Do szkoły zapisała się spora liczba dzieci, które już miały za sobą sportowy chrzest – członków różnych klubów sportowych, działających w Szczytnie. Oczywiście, nie da się określić, czy któryś z naszych obecnych uczniów stanie na olimpijskim podium, ale rzecz w tym, by tym ukrytym jeszcze talentom taką szansę stworzyć. I temu ma służyć nasza szkoła. Sport to ciężka praca, ale i ogrom satysfakcji, która nie tylko motywuje, ale skłania do tej pracy w różnych jej przejawach. Sportowe wychowanie w naszej szkole może nie zaowocuje Szarmachem czy Kozakiewiczem, ale może sportowa dyscyplina, motywowanie do osiągania celów i sukcesów życiowych da nam Kopernika czy Skłodowską-Curie? To szkoła, która realizuje taki sam program nauczania, jak każda inna, a ukierunkowanie na sport - to droga do osiągania celu: każdego.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama