Problem na Jeziorze Spychowskim zaczął się w 2011 roku. Kiedy przechodzącą przez miejscowość drogę krajową poddano przebudowie. Wówczas, w ramach inwestycji, zmodernizowano również most łączący jeziorao z rzeką Krutynią. Zniknęły dwa jazy, poprzez które nadmiar wody z jeziora odpływał do rzeki. Dzisiaj powoduje to, że odpływ wody jest bardziej gwałtowny.
Problemy jezior w naszym powiecie nie kończą się na jeziorze Świętajno położonym w gminie Jedwabno. Z problemami ubytku wody mierzy się więcej akwenów. Pewne jest to, że trzeba działać zanim nasze zbiorniki utoną w piasku i mule. W Spychowie mieszkańcy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć o Jezioro Spychowskie, które najprawdopodobniej w wyniku ludzkiego błędu gwałtownie traci wodę. Jednak żeby problem zrozumieć należy cofnąć się kilkadziesiąt lat wstecz.
Remont z demontażem
Nad połączeniem Jeziora Spychowskiego z rzeką Krutynią stoi most. Wybudowany został jeszcze przez II wojną światową. Most daje możliwość sprawnego poruszania się po drodze krajowej prowadzącej do Mrągowa. W jego dolnej części znajdowały się dwa jazy, które spowalniały odpływ wody z akwenu do rzeki. Dzięki konstrukcji proces odbywał się powoli, bez gwałtownych zmian poziomu wody. Wszystko zmieniło się około 2011 roku.
Wówczas Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zmodernizowała drogę krajową nr 57 w Spychowie, a w ramach tej modernizacji powstał nowy most, w którym nie uwzględniono odbudowy konstrukcji spiętrzających. Dwa jazy o różnych wysokościach spiętrzenia wody więc zniknęły, co przyczynia się do znaczących zmian.
- Kiedy poziom wody w jeziorze się podnosi wówczas gwałtownie odpływa ona do rzeki – wyjaśnia Adam Mierzejewski, radny gminny ze Spychowa. - Zależy nam na tym, żeby proces ten spowolnić, bo gołym okiem widzimy, jak w ciągu doby zmienia się poziom wody w jeziorze. Czasami jest to nawet do 40 centymetrów.
Dekada starań
Mieszkańcy, a zwłaszcza wędkarze o problemie alarmują już od dobrych 10 lat.
- Temat podnoszony był wielokrotnie podczas zebrań wiejskich. Dla wielu mieszkańców jezioro jest źródłem dochodu, bo wokół niego działa agroturystyka – wyjaśnia Adam Mierzejewski.
Dobra współpraca mieszkańców i wspólny cel by działać na rzecz jeziora przyniósł wymierny efekt. Sprawą zainteresowali się urzędnicy z Wód Polskich. Do miejscowości przyjechała najpierw dyrektor zlewni w Giżycku, która zapoznała się z sytuacją.
- Obecni byli na nim mieszkańcy, radni i pani wójt z pracownikami – opowiada Mierzejewski. - Rozmawialiśmy o tym, co możemy zrobić, kto powinien zaangażować się w naprawienie tej sytuacji.
Jazy mają wrócić
Na tym nie koniec. Wójt Alicja Kołakowska w ostatnim czasie zorganizowała oficjalne spotkanie z przedstawicielami Wód Polskich. Byli na nim obecni szef Regionalnego Oddziału Zarządu Gospodarki Wodnej w Białymstoku Mirosław Markowski, dyrektor zlewni w Giżycku, Bożena Ziółkowska wraz z pracownikami merytorycznymi.
Okazuje się, że wszyscy stanęli na wysokości zadania i sytuację na moście w Spychowie chcą naprawić. Gmina łączy siły z Wodami Polskimi.
- Na ten moment ustaliliśmy, że do końca roku dajemy sobie czas na uzyskanie niezbędnych pozwoleń i warunków dla inwestycji – wyjaśnia Maciej Templin, wicewójt. - Dopiero wtedy będziemy mogli zawrzeć porozumienie i oszacować koszty ewentualnej inwestycji, a także ustalić technologię jej wykonania i opracować dokumentację.
Ci co to zdjęli bez pozwolenia powinni naprawić i tyle..