Czwartek, 25 Czerwiec
Imieniny: Danuty, Jana, Janiny -

Reklama


Reklama

Pięciolatek z autyzmem opuścił przedszkole bez opieki. Matka domaga się wyjaśnień (rozmowa "TSZ")


Pięcioletni Kacper, chłopiec z autyzmem, sam opuścił teren przedszkola specjalnego i – jak relacjonuje jego matka – przeszedł ponad kilometr, docierając do domu. Kobieta złożyła zawiadomienie na policję, a sprawa ma zostać objęta nadzorem prokuratury. Rozmawiamy z Anną Chodkowską o tym, co wydarzyło się 18 czerwca i dlaczego zdecydowała się nagłośnić sprawę.



To kolejna w ostatnim czasie sprawa dotycząca bezpieczeństwa dziecka w placówce oświatowej na terenie powiatu szczycieńskiego. Tym razem nie chodzi jednak o miejskie przedszkole, lecz o przedszkole specjalne prowadzone przez Stowarzyszenie „Promyk”. Nadzór nad działalnością tej placówki sprawuje Powiat Szczycieński. Po tym, jak pięcioletni Kacper, chłopiec z autyzmem, sam opuścił teren przedszkola i dotarł do domu oddalonego o ponad kilometr, jego matka zawiadomiła policję. Sprawa ma zostać objęta nadzorem prokuratury.


Kiedy zobaczyła pani syna pod domem, co pani pomyślała?

To był szok. Kacper powinien być wtedy w przedszkolu pod opieką wychowawców. Tymczasem zapukał do okna mojego mieszkania. Był zapłakany, roztrzęsiony i sam. Do dziś trudno mi uwierzyć, że pięcioletnie dziecko z autyzmem przeszło taki odcinek bez żadnej opieki.

 

Według pani relacji pokonał ponad kilometr?

Tak. Z tego, co udało mi się ustalić, przeszedł około półtora kilometra. Po drodze znajduje się niestrzeżony przejazd kolejowy. Do dziś nie wiem, co dokładnie wydarzyło się po drodze i jak wiele niebezpiecznych sytuacji mogło go spotkać. Kacper nie mówi. Próbowałam z nim przejść całą drogę, aby ją odtworzyć i zobaczyć reakcję syna.

 

Kiedy dowiedziała się pani, że syn opuścił przedszkole?

Dopiero wtedy, gdy zobaczyłam go przed domem. Zadzwoniłam do przedszkola. Usłyszałam, że personel właśnie miał zgłaszać zaginięcie dziecka na policję.


Reklama

 

Jak wyglądało spotkanie z pracownikami placówki?

Po około dziesięciu minutach przyjechały do mnie trzy panie. Z ich relacji wynikało, że przypadkowa kobieta zauważyła Kacpra poza terenem przedszkola i krzyknęła, że dziecko uciekło. Dla mnie to bardzo ważne. Mam wrażenie, że gdyby nie reakcja osoby postronnej, nikt nie zorientowałby się tak szybko, że mojego syna nie ma.

 

Twierdzi pani, że zamiast wyjaśnień usłyszała zarzuty pod swoim adresem.

Tak to odebrałam. Zamiast rozmowy o tym, jak doszło do takiej sytuacji, usłyszałam sugestię, że nie podaję synowi leków. To nieprawda. Kacper przyjmuje je regularnie, zgodnie z zaleceniami lekarza. Powiedziałam nawet, że jestem gotowa od razu pojechać z nim na badania, żeby to potwierdzić. Wtedy temat się urwał.

 

Próbowała pani później porozmawiać z opiekunką?

Tak. Kilka razy dzwoniłam. Kiedy odebrała telefon, usłyszałam, że nie ma dla mnie czasu i nie ma sobie nic do zarzucenia. To było dla mnie bardzo trudne.

 

Jednocześnie dobrze ocenia pani reakcję dyrekcji i stowarzyszenia prowadzącego przedszkole.

Tak i chcę to wyraźnie podkreślić. Zostałam zaproszona na spotkanie. Rozmawialiśmy spokojnie. Usłyszałam przeprosiny i przyznanie, że doszło do bardzo poważnego błędu. To było zupełnie inne podejście niż zachowanie osoby, która bezpośrednio opiekowała się moim synem.

 

Dlaczego zdecydowała się pani zawiadomić policję?

Reklama

Nie robię tego z chęci odwetu. Chodzi o bezpieczeństwo dzieci. Zwłaszcza tych, które – tak jak mój syn – nie powiedzą, co się wydarzyło, nie poproszą o pomoc i nie ocenią zagrożenia. Rodzic oddaje dziecko do specjalistycznej placówki z przekonaniem, że będzie tam bezpieczne. Chciałabym, żeby ta sytuacja została dokładnie wyjaśniona i żeby już nigdy się nie powtórzyła.

 

Czego dziś pani oczekuje?

Przede wszystkim rzetelnego wyjaśnienia całej sprawy. Chcę wiedzieć, jak pięcioletnie dziecko z autyzmem mogło wyjść z przedszkola i przez tak długi czas pozostać bez opieki. Jeśli dzięki temu zmienią się procedury i uda się zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości, to będzie najważniejsze.

 


Z zawiadomienia złożonego przez matkę wynika, że 18 czerwca pięcioletni Kacper, chłopiec z rozpoznaniem autyzmu, sam opuścił teren przedszkola specjalnego prowadzonego przez Stowarzyszenie „Promyk” i przeszedł około 1,5 kilometra do domu. Kobieta twierdzi, że dziecko pokonało trasę bez opieki, przechodząc m.in. w pobliżu niestrzeżonego przejazdu kolejowego. W zawiadomieniu wskazuje, że personel placówki miał zauważyć nieobecność chłopca dopiero po interwencji przypadkowego świadka. Matka zarzuca również opiekunce próbę przerzucenia odpowiedzialności za zdarzenie na nią. Sprawa została zgłoszona na Policję i – jak przekazała rozmówczyni – ma być prowadzona pod nadzorem Prokuratury.


 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama