Czwartek, 21 Maj
Imieniny: Bazylego, Bernardyna, Krystyny -

Reklama


Reklama

Felieton Jerzego Niemczuka: Trumpolina świata. Problem w tym, że nikt nie wie, gdzie wyląduje


Raz chce pokoju, chwilę później grozi wojną. Myli państwa, przekręca nazwiska i zachowuje się bardziej jak bohater internetowego mema niż przywódca światowego mocarstwa. Jerzy Niemczuk z ironią, ale i rosnącym niepokojem przygląda się Donaldowi Trumpowi oraz światu, który coraz bardziej przypomina polityczną trampolinę — pełną chaosu, impulsów i decyzji mogących kosztować tysiące istnień.



O Trumpolinie
Tego, co się dzieje w głowie prezydenta najpotężniejszego państwa na świecie, nie wie nikt, a może i on sam jeszcze tego nie wie. Trzeba by może znaleźć jakiegoś wyjątkowego specjalistę „trumpologa” z gruntowną wiedzą psychiatryczną. Myśli jego są wprawdzie proste, a nawet rzec można prostackie, jednak od decyzji pod wpływem nieoczekiwanych impulsów zależą losy całego świata, co już możemy odczuć jęcząc przy tankowaniu na stacjach benzynowych. Myśli skaczą jak na trampolinie. Na własny użytek nazywam to „trumpoliną” poglądów, bo ich amplituda jest niewiarygodna. 


Kiedy mu się przyglądam, chwilami wątpię w jego istnienie, choć przecież staje się ono coraz bardziej dotkliwe. Wygląda jak byt spreparowany na użytek mediów, żeby zostać królem memów. Włosy ma w odcieniu niespotykanym, a przy tym wbrew oczywistości próbują one imitować gęstość, twarz intensywnie wysmażoną w solarium, co zdradzają jaśniejsze otoczki wokół oczu. W takim wcieleniu poglądy prezydenta pojawiają się nagle i zadziwiają zarówno ostrością, co brakiem głębi oraz intensywną zmiennością na wręcz przeciwne. 
Co wiemy o nim na pewno, to że chciałby zostać królem, czego amerykańska konstytucja nie przewiduje. Umieścił w social mediach swoją fotę z Karolem i podpisał ją „Two Kings”, na co natychmiast zareagowali poddani, zmieniając podpis na „King and Burger King”.


Reklama


Karola, zanim został królem, nazwał „Księciem Wielorybów” (Prince of Whales) zamiast Księciem Walii (Prince of Wales).


Świat ma też inne powody, żeby się martwić o stan wiedzy prezydenta i sens jego decyzji, bo wiele wskazuje na to, że nie zna on świata. Belgię nazwał pięknym miastem, Litwę Łotwę i Estonię uważa za kraje bałkańskie i twierdzi, że Nepal i Bhutan należą do Indii oraz chwalił się, że zawarł pokojowe porozumienie między Azerbejdżanem i Albanią, a nie Armenią, Orbana nazwał przywódcą Turcji i powiedział, że jego kraj „ma front z Rosją”, choć z tym krajem ani Turcja, ani nawet Węgry nie graniczą. 


Można mu zarzucić, że nie wie, co czyni, a jego znane wszystkim pokojowe wysiłki mogą doprowadzić do geograficznego chaosu i nowych wojen, których nie nadąży zakończyć. 


Wiara polskiej prawicy w Trumpa jest niezmącona, choć już wiadomo, że zakupione od Amerykanów uzbrojenie poszło na wojnę Iranie, której końca nie widać. 


Wojna bywa sposobem na życie dla wybranych, czasami dla wygranych, a cała reszta na niej życie, zdrowie i dobytek traci. Ludzie, którzy się nie znają i osobiście nie mają do siebie żadnych pretensji, strzelają do siebie w imieniu ludzi, którzy się dobrze znają i prowadzą ze sobą interesy. Ci ostatni, decydują się na wojny z jednego powodu - żeby się utrzymać u władzy.

Reklama


Zadziwiające, że ten wielokrotnie przetestowany z tym samym skutkiem sposób na wykorzystanie ludzkiego życia wciąż jest popularny. 


Nikt o zdrowych zmysłach nie uzna wojny za potrzebę ludzkości, chyba że jest to wojna w obronie własnego państwa. Ale, że na wojnie pierwszą ofiarą jest prawda, znaleziono na to parę pokrętnych sposobów. Jednym z nich jest nie nazywanie jej wojną, ale jakąś specjalną operacją.  Drugim obrona własnego państwa poza jego granicami. Jeśli w sąsiednim kraju istnieje mniejszość pochodząca z pierwszego, to występuje się w jej obronie. Czyli każdy powód jest dobry, a nawet jak go nie ma, to się znajdzie. 


Trump chce coś po sobie zostawić. Na razie nie ma pomysłu na pokój z Iranem, ale już łakomym okiem spogląda na Kubę, więc należy się spodziewać dalszych pokojowych wysiłków wspieranych militarnie. 

Jerzy Niemczuk



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama