Niedziela, 7 Czerwiec
Imieniny: Laury, Laurentego, Nory -

Reklama


Reklama

„Mazurska Moc” z Witówka znalazła się wśród najlepszych w Polsce


Informacja przyszła tuż przed północą. Kilka minut później w Witówku było już wiadomo, że się udało. Koło Gospodyń Wiejskich „Mazurska Moc” znalazło się w gronie 1400 organizacji z całej Polski, które otrzymają wsparcie w programie „Aktywna Wieś”. Dla niewielkiej miejscowości w gminie Jedwabno to nie tylko finansowy zastrzyk, ale także potwierdzenie, że dwa lata pracy nie poszły na marne. O sukcesie, marzeniach i planach rozmawiamy z Moniką Amanowicz, przewodniczącą KGW „Mazurska Moc” w Witówku.

 



Była radość?

Ogromna. Informację o wynikach poznaliśmy 1 czerwca późnym wieczorem. Czekaliśmy na nią z dużymi emocjami. Kiedy okazało się, że jesteśmy wśród beneficjentów programu „Aktywna Wieś”, trudno było zasnąć. To dla nas wielkie wyróżnienie.

 

Konkurencja była duża.

Bardzo duża. Do programu wpłynęło około pięciu tysięcy ofert z całej Polski. Dofinansowanie otrzymało 1400 organizacji. W województwie warmińsko-mazurskim znalazły się 74 podmioty, w tym tylko 42 koła gospodyń wiejskich. Tym bardziej cieszy nas, że znaleźliśmy się w tym gronie.

 

A przecież „Mazurska Moc” to bardzo młoda organizacja.

W lipcu będziemy obchodzić dopiero drugie urodziny. Tworzy nas 13 osób. Co ciekawe, pięć z nich to mężczyźni. Panowie nie tylko pomagają przy organizacji wydarzeń. W wielu inicjatywach działamy razem, ramię w ramię.

 

Nazwa zobowiązuje?

Chyba trochę tak. Staramy się udowadniać, że nawet mała wieś może mieć dużą energię do działania.

 

Co udało się zrobić przez te dwa lata?

Sporo. Wspieraliśmy wydarzenia sołeckie, uczestniczyliśmy w jarmarkach, tworzyliśmy rękodzieło. Przygotowaliśmy też Szlachetną Paczkę dla rodziny z naszego powiatu. Dużym krokiem było również pozyskanie grantu z programu „Moc Małych Społeczności”.

 

To ten projekt związany z przygotowaniem na sytuacje kryzysowe?


Reklama

Tak. Dzięki niemu uczestniczyliśmy w szkoleniach z pierwszej pomocy, survivalu, dzikiej kuchni czy kompletowania plecaków ewakuacyjnych. Kupiliśmy filtr do uzdatniania wody dla mieszkańców, bank energii z panelem słonecznym, sprzęt do gotowania w terenie. Chcieliśmy być przygotowani na sytuacje, których nikt nie planuje, ale które mogą się wydarzyć.

 

Brzmi nietypowo jak na koło gospodyń wiejskich.

Dzisiaj KGW to już nie tylko kuchnia i ciasto na festyn. Oczywiście pielęgnujemy tradycję, ale chcemy też odpowiadać na współczesne potrzeby mieszkańców.

 

Nie macie nawet świetlicy wiejskiej.

To prawda. Bardzo o niej marzymy. Byłoby nam łatwiej organizować spotkania, warsztaty czy zajęcia. Ale brak świetlicy nie może być wymówką. Działamy tam, gdzie możemy.

 

W tym roku zdobyliście też pierwsze miejsce w konkursie „Wielkanocne Jajo”.

To był dla nas bardzo miły moment. Otrzymaliśmy voucher o wartości 600 zł i od razu przeznaczyliśmy go na rzeczy potrzebne do dalszej działalności.

 

A teraz czas na realizację programu „Aktywna Wieś”. Co czeka mieszkańców?

Już 27 czerwca organizujemy Dzień Rodziny. Będą atrakcje dla dzieci, ale przygotowaliśmy też coś dla miłośników historii.

 

W Witówku pojawią się znani regionaliści.

Tak. Zaprosiliśmy Sławomira Ambroziaka oraz Waldemara Mierzwę. Obaj od lat zajmują się historią Mazur i naszego regionu. Wieczorem dołączy do nich Mariusz Denisiuk, członek naszego koła i pasjonat lokalnej historii. Będzie prezentował dawne fotografie regionu.

Reklama

 

Skąd pomysł, żeby podczas rodzinnego pikniku rozmawiać o historii?

Bo historia też buduje wspólnotę. Chcemy, żeby mieszkańcy poznawali miejsce, w którym żyją. Żeby wiedzieli, kto był tu przed nami i jak wyglądały dawne Mazury.

 

A jesienią?

Jesienią organizujemy Kartoflaka. Będzie zespół Osnowa, warsztaty kulinarne i wspólne gotowanie karmuszki z podpłomykami. Chcemy przypominać smaki dawnych Mazur. Będą też napary z lokalnych ziół i kwiatów.

 

W projekcie znalazły się również warsztaty tkactwa, haftu i plecionkarstwa.

Tak, bo zależy nam, żeby te umiejętności nie zniknęły. Coraz mniej osób pamięta, jak wyglądały dawne rękodzielnicze tradycje. Chcemy je pokazywać młodszym pokoleniom.

 

Czego najbardziej życzyłaby pani dziś „Mazurskiej Mocy”?

Żebyśmy nie stracili zapału. Dotacje są ważne, ale najważniejsi są ludzie. Jeśli nadal będziemy mieli wokół siebie osoby gotowe działać społecznie, pomagać innym i poświęcać swój czas dla wsi, to wszystko inne uda się zrobić.

 

Nawet bez świetlicy?

Nawet bez świetlicy. Choć oczywiście nadal o niej marzymy.

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

Reklama