Monika Mikołajewska ma 21 lat. To piękna młoda kobieta. Pełna ciepła i siły. Gdy miała pięć lat stała się częścią wyjątkowej rodziny państwa Anny i Adama Poździał. Rodziców zastępczych dla wielu dzieciaków, których biologiczni rodzice nie podołali swojej roli. - Bez nich nie byłabym tym kim dzisiaj jestem. Jestem dumna ze swojej wyjątkowej rodziny – mówi pani Monika. Dzisiaj kształci się w kierunku pracy z dziećmi. Pracuje w sklepie kosmetycznym i wspiera swoją zastępczą mamę w opiece nad dziećmi.
Pamięta pani swój pierwszy dzień w domu rodziców zastępczych?
Z tym pierwszym dniem jest ciężko. Gdy trafiłam do rodziny zastępczej miałam pięć lat, więc wszystkie obrazy są takie trochę przez mgłę. Wszystko bardzo przeżywałam. Na początku było fajnie, gdy się bawiliśmy, ale tęsknota za biologiczną matką i domem w nas była. Pamiętam, że byłam bardzo zła na mamę. Wtedy myślałam, że to jej wina, że nie jestem w swoim domu. Pierwszego dnia wieczorem chyba było bardzo źle.
Nie miała pani trafić do państwa Poździałów...
Tak. Rodzice byli przygotowani tylko na moich młodszych braci Kamila i Krystiana. Ja miałam trafić do domu dziecka. Jednak, gdy mama nas zobaczyła, jak trzymamy się za ręce postanowiła, że nas nie rozdzieli, że z tatą wezmą cały pakiet Mikołajewskich. Jestem im za to bardzo wdzięczna.
Teraz widzę, jak ona bardzo musi kochać i rozumieć swoją pracę rodzica zastępczego. To był dopiero ich początek. Byliśmy ich pierwszymi zastępczymi dziećmi. Bo widzi pani, moja ukochana mama to właśnie ta zastępcza, biologiczna to matka.
Nie zawsze było z wami łatwo?
Na początku dawaliśmy rodzicom w kość. Mieliśmy na nich strasznie dużo złości. Takie małe dzieci niewiele rozumieją. Wydawało nam się, że to, że zabrano nas z domu, jest winą rodziców, a nie naszej matki. Rodzice mają dwóch swoich synów i wychowali ich dobrze, a tu pojawiły się pierwsze dzieci w rodzinie zastępczej, które wszystko psują. Niszczyliśmy zabawki, nasze meble w pokoju wymieniali średnio trzy razy w roku. Czasami dziwię się, że po Mikołajewskich jeszcze są rodziną zastępczą.
Pewnie mama i tata nie patrzą na to tak, jak pani?
Mama mówi, że wcale nie byliśmy tacy źli. Nasz bunt trwał trochę czasu. Tydzień rodzice pracowali z nami, żeby nas trochę naprawić, tydzień było dobrze, a potem przyjeżdżała matka i swoimi obietnicami wszystko psuła. Mówiła nam, że nas zabierze, że będziemy razem. My jej wierzyliśmy. Aż przyszedł czas, że przestała przyjeżdżać i zostaliśmy tylko z rodzicami. Wtedy nie pomagały tłumaczenia rodziców, że ludzie z trudem się zmieniają.
Pamięta pani swój biologiczny dom?
Nie pamiętam. Większość czasu mieszkałam z babcią. Mam tylko urywki. Nie było tam dobrze, skoro nas zabrali. Mam liczne rodzeństwo. W sumie jest nas jedenaścioro. Jednak tylko nasza trójka trafiła do rodziny zastępczej. Reszta została skierowana do domów dziecka.
Jaki dom stworzyli dla swoich zastępczych dzieci państwo Poździałowie?
Taki, że jest on tam, gdzie są mama i tata. Nie liczy się budynek, miejsce tylko oni. Poczucie bezpieczeństwa, które nam dali. Mnie wystarczają oni. Moje rodzeństwo, które wychowywało się w domu dziecka, nie potrafi tego zrozumieć. W placówce są ciocie i wujkowie, którzy się co chwilę zmieniają. W rodzinie zastępczej mama i tata byli z nami 24 godziny na dobę. Ja nie byłam najłatwiejszym dzieckiem. Sprawiałam trochę kłopotów. I chociaż były ze mną problemy i nie jestem biologicznym dzieckiem, to rodzice zawsze przy mnie byli. Jak byłam nastolatką to nie zawsze dogadywałam się z tatą. Jednak, gdy tylko coś mi się złego stało albo potrzebowałam pomocy, on natychmiast się zjawiał. Taki prosty przykład. Trenowałam piłkę nożną, gdy skręciłam kostkę dla taty nie miało znaczenia, że się z nim pokłóciłam, szybko przyjechał mnie ratować.
Czyli zawsze byli?
Zawsze są. Dzisiaj gdy już z nimi nie mieszkam i tak co chwilę do nich dzwonie i odwiedzam.
Nawet w tych najtrudniejszych momentach miała pani ich wsparcie...
Tak. Kiedy moi młodsi bracia 9 lat temu zostali adoptowani, oni byli. Przyjechała rodzina z Włoch i postanowiła stworzyć im dom. Ja się z tego bardzo ucieszyłam. Oni złapali z tymi ludźmi dobry kontakt i ja zgodziłam się, żeby nas rozdzielono. Nie sądziłam, że będzie to takie trudne. Dzisiaj mam 21 lat i dokładnie pamiętam ten moment jak się żegnaliśmy. Chociaż między rodzeństwem bywa różnie, to tak naprawdę straciłam wtedy dwie najbliższe osoby. Mama prosiła mnie wtedy żebym poszła do szkoły, że to pożegnanie będzie trudne, ale ja się uparłam i zostałam. Później oczywiście cała moja złość skupiła się na mamie. Ale ona przy mnie była cały czas. Nie chciałam rozmawiać z rodzicami, mówiłam, że są najgorsi na świecie.
Taka sytuacja może przerosnąć dorosłego człowieka, a co dopiero dziewczynkę.
Trudno o tym mówić. Do 18 roku życia nie mieliśmy w ogóle kontaktu. Po przekroczeniu granicy zostały usunięte wszystkie możliwości komunikowania się. Rozdzielono nas raptownie. Chociaż rodzice robili wszystko, żeby mnie wspierać i chronić, to było ciężko. Jestem bardzo dumna z moich braci. Kamil kończy studia i będzie lekarzem, Krystian ma firmę i niedługo wyjeżdża poza Europę. Nie widzieliśmy się 9 lat. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się spotkać z Kamilem. Widzi pani, ja do dzisiaj przepraszam mamę, że obwiniłam ją wtedy o wszystko.
Jaka jest mama?
Człowiek, o którym wiem, że zawsze będzie przy mnie. Nawet jak zrobię coś złego to ona mnie nie opuści. Jest najpiękniejsza, najlepsza i najfajniejsza. Mam najlepszą mamę na świecie. Często, gdy rozmawiamy, to czuję jakby była w moim wieku. Wygłupia się z nami. Ma młodą duszę. Wydaje mi się, że jak wszyscy się zjeżdżamy, to mamie wtedy ubywa lat. Oczywiście bywa poważna i jak mówię, że nie wiem co zrobić, to się wtedy przełącza na tryb poważny. Jest moją najlepszą przyjaciółką, która potrafi mi doradzić. Mogę wszystko jej powiedzieć. Ona mnie zna i nie ocenia. Ale potrafi też ochrzanić.
A tata?
Jest zdecydowanie poważniejszy niż mama. Spędzałam z nim w dzieciństwie dużo czasu. On zawsze ze mną rozmawiał. Potrafił mi wyjaśnić wiele spraw. Jak pokłócę się z mamą, to on potrafi przedstawić coś z perspektywy drugiej osoby. Miewa też żarty jak dziecko. Bywa tak, że potrzebuję tylko z tatą spędzić czas. Mogę z nim porozmawiać na każdy temat. Jest bardziej poważny i stanowczy. Wiem, że chce dla mnie jak najlepiej, żebym miała jak najlżej w życiu. Dlatego namawia mnie żeby poszła do wojska (śmiech).
Rodzice są ważni, jest ktoś jeszcze?
Jasne. Babcia, do której biegłam, by skarżyć się na rodziców i która jest moim aniołem stróżem oraz moja młodsza siostra Maja, która dołączyła do naszej rodziny jakiś czas temu. Ma zespół Downa. To trochę taka moja córeczka. Rodzice i one są dla mnie najważniejsi na świecie.
Jest pani dumna ze swojej rodziny?
Bardzo! Rodzice pokazali mi, jak powinien wyglądać prawdziwy dom. Ciepły, pełen miłości, zrozumienia i wsparcia. Pokazali nam wszystkim, co oznacza bycie rodzicem. Że nie zawsze trzeba gadać, że można razem milczeć. Że móc liczyć na drugiego człowieka to prawdziwy dar. Nauczyli nas radzić sobie w życiu i budować relacje z innymi ludźmi. Chociaż nie jesteśmy powiązani więzami krwi, to jesteśmy najprawdziwszą rodziną. Gdy wyprowadziłam się z domu i złapałam dystans, to zrozumiałam, jaki wspaniały dar dostałam od losu. Ludzi, którzy mnie pokochali. Wystarczy telefon do mamy, by przestać myśleć negatywnie. Z moim rodzeństwem mam cały czas kontakt. Gdybym trafiła te 16 lat temu do domu dziecka nie byłabym dzisiaj tu, gdzie jestem. Myślę, że wtedy mama mnie uratowała i z tatą dali mi to co najcenniejsze. Miłość i siłę, by iść przez życie.
Czyli są dla pani inspiracją?
Tak. I każdemu życzę takiej rodziny. Powiem szczerze, że to, co moi rodzice robią dla dzieci każdego dnia powoduje, że ja też myślę o tym, by kiedyś zostać rodziną zastępczą dla dzieci takich jak ja, którym biologiczni rodzice nie zapewnili tego, co najważniejsze – domu.
Burza w szklance wody a burmistrz zachował rozsądek.
Mama
2026-03-15 17:29:48
Panie burmistrzu może zamiast fotografować się z kim co chwila popadnie dla swojej promocji, proszę zrobić Sobie selfie na tle tego piachu na chodniku i ulicach. Miało być tak och a widzę póki co, że tygodnik ciągle Pana promuje a nie pokazuje co złego w tym mieście się dzieje
Kamil
2026-03-15 15:32:56
Już od lat powtarzam, że duża część szczycieńskich piratów drogowych w tym drifterów z placu Juranda i spod Kauflandu, to \"stróże prawa\", lub ich dzieci . Dlatego są \"nietykalni\". Ten miał pecha, bo był na tym terenie \"obcy\"i nie został na czas rozpoznany . Ten jeden poszedł na odstrzał. Ale pozostali jeszcze dziś, lub jutro wieczorem wyruszą na ulice Szczytna, by siać postrach na parkingach, placach, przejściach dla pieszych . I znów nic ich nie powstrzyma ...
R.R.
2026-03-14 08:59:27
Brawo dziewczyny! Zamiast kwiatka i obśliniania rączek konkretna dyskusja o bardzo ważnych i konkretnych sprawach. Bierzcie sprawy w swoje ręce!
mareczek
2026-03-13 00:42:37
Trzeba zrzutkę zrobić
Maniek
2026-03-12 19:17:52
Mam pytania: jak wygląda dozór personelu nad podopiecznymi DPS w Szczytnie? Na jakiej zasadzie \"wypuszcza\" się osoby z DPS poza placówkę. Ponadto na zdjęciu widać, że człowiek ma raczej oczy koloru niebieskawego, a nie piwnego - jak podano w cytowanym opisie. Ale to takie czepialstwo. GRATULACJE
Zaciekawiony
2026-03-12 12:11:54
Czemu już nie piszecie o cenach paliw na stacjach? Poza tym kiedy ktoś pisprzata nasze miasto? Takiego syfon na ulicach i chodnikach nie wiem od ilu lat już nie pamietam
Tytus
2026-03-11 21:24:29
Droga tragiczna a tablica informacyjna o dotacji unijnej stoi już kilkanaście lat. Przecież to wstyd. Jak niby teraz chcą zrobić remont jak tam studzienka na studzience. Wyjdzie to samo co na Bartnej Stronie. Polska jakość.
Tego tego
2026-03-11 07:06:48
Popieram mieszkańców
Gabi
2026-03-09 19:12:36
Brawo, wincyj do kulsonerii patusów, wincyj. i jeszcze podwyzke mu dać
Klasyk
2026-03-09 13:42:23