Najpierw była cisza. Potem plotka, która krążyła od domu do domu. W końcu pojawiły się telefony do radnych, rozmowy z sąsiadami i pytania, na które długo nikt nie chciał odpowiadać wprost. Dziś w Rozogach emocje są już otwarte. Mieszkańcy protestują przeciwko planowanej budowie wielkiej fermy drobiu przez ogólnopolską firmę. Powstał komitet protestacyjny, odbyło się pierwsze duże spotkanie mieszkańców, zbierane są podpisy pod petycjami. W tle są obawy o zapach, zdrowie, krajobraz i przyszłość gminy, która od lat mówi o turystyce i spokojnym życiu blisko natury. Z Tomaszem Wniarkiem rozmawiamy o tym, dlaczego mieszkańcy poczuli się zlekceważeni, jak wyglądało spotkanie z inwestorem i dlaczego – jak mówi – „to nie jest już tylko sprawa jednego kurnika”.
Na początku była plotka?
Dokładnie tak. Ktoś komuś powiedział. Potem ktoś zadzwonił do mnie i pyta: „Ty wiesz, że mają tu budować kurniki?”. Ja mówię: „Jakie kurniki?”. I tak to się zaczęło.
Nie było żadnej oficjalnej informacji?
Nie. Nikt nie przyszedł do mieszkańców. Nikt nie zrobił spotkania. Nikt nie powiedział wprost: „Słuchajcie, jest taki plan”. Wszystko wychodziło gdzieś bokiem. Pocztą pantoflową.
Ale radni i wójt już wiedzieli?
Tak to wyglądało. Zadzwoniłem najpierw do radnego. Usłyszałem, że „na razie nic nie wiadomo”, żebym się nie denerwował. Potem rozmawiałem z kolejnymi osobami. Wszyscy uspokajali. Tylko że jak człowiek słyszy takie uspokajanie przy takiej inwestycji, to zaczyna się jeszcze bardziej niepokoić.
Dlaczego?
Bo przy takich sprawach czas ma znaczenie. Jak mieszkańcy dowiedzą się za późno, to później można już tylko patrzeć, jak wszystko rusza. A my mieliśmy poczucie, że temat jest prowadzony gdzieś obok ludzi.
Pamięta pan moment, kiedy pomyślał: „Trzeba działać”?
Tak. Po rozmowie z wójtem. On też mówił, żeby spokojnie poczekać, że jeszcze nic pewnego. Ale ja miałem takie poczucie, że właśnie wtedy trzeba zacząć działać. Nie później.
I wtedy powstał komitet protestacyjny?
Tak naprawdę spontanicznie. Ludzie zaczęli dzwonić, pisać, pytać. Okazało się, że obawy ma bardzo dużo osób. Nie tylko mieszkańcy Tusinka, ale też innych miejscowości. No i stwierdziliśmy, że trzeba się zorganizować.
Wójt zaprosił was później na wyjazd organizowany przez Wipasz.
Tak. Do Radzynia Podlaskiego. Mieliśmy zobaczyć fermę i przekonać się, jak to wygląda.
Brzmi rozsądnie.
Tylko że w praktyce wyglądało to trochę inaczej. Osiem godzin jazdy w obie strony, a na miejscu… kury oglądaliśmy głównie na ekranie monitora. Dostaliśmy krótką prezentację, trochę opowieści i tyle. Dla mnie to było dziwne. Człowiek jedzie taki kawał drogi po to, żeby naprawdę coś zobaczyć, zadać pytania, poczuć skalę takiej inwestycji.
I wróciliście bardziej spokojni czy bardziej sceptyczni?
Bardziej sceptyczni. Zwłaszcza że ja od początku nie byłem przekonany do tego projektu. A po tym wyjeździe miałem jeszcze większe poczucie, że pokazuje się nam pewien obraz, ale niekoniecznie całą prawdę.
Potem było spotkanie z prezesem Wipasz.
Tak. Pan Wiśniewski przyjechał do Tusinka. Spotkaliśmy się razem z komitetem protestacyjnym. Rozmowa zaczęła się bardzo spokojnie. Były opowieści o ekologii, o odpowiedzialności społecznej, o tym, że firma działa dla ludzi.
Ale?
Ale kiedy zaczęliśmy pytać konkretnie, zaczęły pojawiać się niespójności. Choćby temat antybiotyków. Raz słyszymy, że ich się nie stosuje, za chwilę, że jednak w razie potrzeby są stosowane. Dla mieszkańców to ważne rzeczy. Ludzie chcą jasnych odpowiedzi.
21 maja zorganizowaliście spotkanie w Rozogach. Frekwencja zaskoczyła?
Bardzo. Ponad 120 osób. Jak na nasze warunki to naprawdę dużo. Byli mieszkańcy, radni, sołtysi, wójt. Ludzie przyszli, bo chcieli w końcu usłyszeć konkrety.
Atmosfera była napięta?
Burzliwa, ale spokojna. Było dużo emocji, bo dla wielu osób to jest sprawa bardzo osobista. Ktoś budował dom całe życie, ktoś prowadzi agroturystykę, ktoś żyje tutaj od pokoleń. Ale nie było żadnych awantur. Ludzie po prostu chcieli rozmawiać.
O czym najczęściej mówiono?
O tym, że to nie jest tylko kwestia zapachu. Oczywiście ludzie boją się smrodu, much, gryzoni, ciężarówek wożących pomiot. Ale jest też kwestia zdrowia, jakości życia i przyszłości tej gminy.
Jak duża miała być ta inwestycja?
Mówimy o kilkunastu kurnikach. W jednym od 60 do 70 tysięcy sztuk drobiu. Czyli prawie milion kur. I to wszystko w cyklu produkcyjnym co około 45 dni.
To robi wrażenie.
I właśnie kiedy ludzie zaczynają sobie to wyobrażać naprawdę, a nie tylko słyszą słowo „kurnik”, to zaczynają rozumieć skalę.
Podczas spotkania padła ważna deklaracja właściciela działki.
Tak. Właściciel powiedział publicznie, że nie sprzeda ziemi pod tę inwestycję. Sala zareagowała brawami. To był bardzo ważny moment.
Ale temat nie zniknął.
Nie. Bo wójt potwierdził, że inwestor szuka innych lokalizacji na terenie gminy. I dlatego protest trwa dalej.
Część osób mówi: „To przecież miejsca pracy i rozwój”.
Miejsc pracy ma być około dwudziestu. Głównie fizycznych. Natomiast jeśli chodzi o podatki, to mieszkańcy często są wprowadzani w błąd. To specjalna działalność rolnicza, więc gmina nie dostaje nagle ogromnych pieniędzy z podatków.
Czyli według was bilans jest prosty?
Dla nas tak. Ryzyko jest dużo większe niż potencjalne korzyści.
Czego najbardziej się boicie?
Tego, że jak powstanie jedna ferma, zaraz będą kolejne. Rozmawiamy z ludźmi z innych miejscowości. Oni mówią wprost: zaczęło się od jednej inwestycji, a potem zrobiło się całe zagłębie ferm. A my chcemy żyć w miejscu, które ma charakter rolniczo-turystyczny, a nie przemysłowy.
Macie już setki podpisów.
Tak. Prawie 400 podpisów papierowych i około 300 online. I cały czas dochodzą nowe osoby.
Co to pokazuje?
Że ludzie naprawdę się boją. Ale też, że chcą mieć wpływ na to, co dzieje się wokół nich.
I co dalej?
Będziemy działać dalej. Bo to już nie jest tylko sprawa jednego inwestora. To jest pytanie o przyszłość tej gminy. O to, czy za kilka lat dalej będzie można tu przyjechać po ciszę, jeziora i lasy, czy będzie się kojarzyć z przemysłowymi fermami.
A pan osobiście czego się najbardziej obawia?
Że kiedyś obudzimy się i będzie już za późno, żeby cokolwiek zatrzymać. Dlatego dziwie się, że tak ważne sprawy są ukrywane przez naszych samorządowców. Od początku, gdy mieli taką informację powinni na ten temat rozmawiać z nami, mieszkańcami. Bo mówienie, że na razie nic się nie dzieje, że to dopiero początek jest nieuczciwe. Bo jak się już coś zadzieje, ktoś poniesie koszty, to często może już być za późno. Ukrywanie takich spraw jest po prostu nieuczciwe, i wobec mieszkańców gminy, ale i inwestora.
Gdyby ktoś wpadł na pomysł wybudowania spalarni śmieci w okolicy to prawdziwy Polak natychmiast podniósłby larum, że chcemy wytruć naszych mieszkańców tak jak Chińczycy swoich.
Maria
2026-05-25 09:55:39
Jak to będzie budowa mieszkań ztaka firma jak remont szkoły w Malszewie to zycze mieszkańcom powodzenia
Kazik
2026-05-25 07:40:06
W tej gminie nie opłaca się mieszkać. Koszty mieszkania tu niedługo zaczną przewyższać przychody rodziny. Chyba nigdzie w innych sąsiadujących gminach nie ma tak wysokich opłat za śmieci jak w tej gminie.
Xyz
2026-05-24 19:17:47
Oczywiście że ja kojarzymy jak pod wpływem alkoholu robiła burdy w szpitalu co to znów za ustawka.
Szczytno
2026-05-23 18:38:17
Przyjęcie odznaczenia od osobnika który swoim działaniem, robi wszystko by zniszczyć Polskę, to nie jest żaden powód do dumy, to raczej powód do wielkiego wstydu!!!!!
Polak
2026-05-22 23:09:16
Im wyższe stanowiska, tym głupsi ludzie. W Chinach funkcjonuje obecnie ponad 1000 spalarni odpadów, które wytwarzają energię elektryczną i odpowiadają za ponad połowę światowej mocy produkowanej z odpadów...ale debile raczej nie wpadną na pomysł, żeby zbudować taką spalarnię, bo rodziny płaciłyby dziesięciokrotnie mniej za śmieci, i energia byłaby przy okazji znacznie tańsza....a to nie dobra by było dla rodzin.
Polak
2026-05-22 13:18:22
może w końcu doczekamy się udrożenia rowu melioracyjnego pomiędzy ulicą 1 Maja a tzw. nową szosą
Nika
2026-05-21 18:23:03
co za grafomania, naprawdę nie można sformułować innych zarzutów niż literówki na twitterze?
andrzej
2026-05-21 16:51:46
Jakis fanatyk rudej kity szaleje w komentarzach ponizej :)
Obsesja
2026-05-21 16:35:35
I z czego tu sie cieszyć? Z czyjej kieszeni to bedzie realizowane? Z naszej!!!! My sie na to nie zgadzamy!!!! Placówka, która niewiele służy mieszkańcom moze nadal funkcjonować w wynajmowanym lokalu-jak dotychczas. 7 baniek ma byc wydane na cos, co nie bedzie miało realnego prawa bytu. Posłuży jedynie garstce ludzi. To jest niedorzeczne!!! Kto na to pozwolił?!?!?!?!
Atomek
2026-05-21 08:25:29