Kazimierz Abramczyk w gminie Wielbark zamieszkał w 1974 roku. Przeprowadził się tu z rodzicami z Kurpi, gdy miał zaledwie 12 lat. Od tamtej pory położone w lesie gospodarstwo jest jego domem. To miejsce go ukształtowało, wpłynęło na jego pasje. Dzisiaj Kazimierz jest Prezydentem Wioski Prusów.
- Moi rodzice oglądali kilka gospodarstw po sąsiedzku. Jednak tata, gdy tu przyjechał i zobaczył Piwnice Wielkie, wiedział już, że to jest to miejsce i żadne inne – opowiada nasz bohater. - Co prawda rodzice pojechali zobaczyć jeszcze jedno, ale decyzja była przesądzona.
I tak położone w lesie domostwo stało się miejscem, w którym wraz ze swoim rodzeństwem dorastał Kazimierz. Człowiek, który czuje, że w jego żyłach płynie pruska krew.
To wybrane przez rodziców gospodarstwo, w którym osiedliła się rodzina Abramczyków, położone jest na obrzeżach Piwnic Wielkich. Kazimierz miał zaledwie 12 lat, kiedy tu się sprowadził. Jego pierwsze wspomnienie to samotnie spędzona noc w nowym domu. Rodzice, którzy przywieźli z synem część swoich rzeczy zmuszeni byli zostawić chłopaka samego, by wrócić po resztę swojego dobytku.
- W ogóle się nie bałem. W tym miejscu była dobra energia – wspomina Kazimierz. - A przecież dom znajduje się w lesie. W zasadzie mamy tylko jednego sąsiada, który jest od nas trochę oddalony.
Wiedza to magia
Przyroda zawsze fascynowała Kazimierza. Od najmłodszych lat przemierzał las i łąki w poszukiwaniu ziół i roślin leczniczych, na których poznanie poświęcał godziny.
- Na strychu w domu miałem swoje królestwo – opowiada Kazimierz. - Tam umieszczałem wszystkie okazy, które znalazłem, klasyfikowałem je i opisywałem. Pierwszego roku miałem ponad pięćdziesiąt gatunków.
Jak sam przyznaje znajomość przyrody bardzo mu pomaga. Z jednej strony wykorzystuje lecznicze działanie roślin, z drugiej zaś eksperymentuje z nimi w kuchni tworząc ciekawe kompozycje smakowe. Możliwe, że to wpłynęło na decyzję dotyczącą studiów. Po uzyskaniu maturalnego atestu dojrzałości rozpoczął edukację na Uniwersytecie Warszawskim, zgłębiając tajniki chemii.
- Chciałem dowiedzieć się, co i jak działa. Zrozumieć otaczający świat przyrody. Wiedza to magia – mówi Kazimierz. - Znając magię świata człowiek ma o wiele więcej możliwości – dodaje.
Przy końcu studiów Kazimierz wrócił do domu, aby napisać pracę dyplomową i jak mówi wsiąkł. Miał tyle do zrobienia, że jeszcze ją pisze. I chociaż magisterskiego tytułu nie uzyskał (jeszcze) to jego wiedzą i pasją do nauki zaraziła się młodzież, której udzielał korepetycji.
- Nauka jest fajna, jak ją rozumiesz. Trzeba ją sobie wyobrazić, połączyć fakty, zobaczyć, jak jedno z drugiego pięknie wynika. Jeśli to się uda, to nie jest to już problemem, a dobrą zabawą – wyjaśnia Kazimierz, którego korepetytanci studiowali kierunki chemiczne.
Baba idealna
Kazimierz to człowiek wielu talentów, ciągle głodny wiedzy. Obecnie zarządza gospodarstwem ekologicznym brata, które jest siedzibą Wioski Prusów. Tu ma przestrzeń do prowadzenia swoich badań na temat nowych gatunków roślin i ich uprawy oraz zastosowania. Uprawia zioła, zapomniane gatunki zbóż, takie jak sorgo, a nawet grzyby. Do tego pasją Kazimierza jest historia. Ma ogromną wiedzą na temat miejsca, w którym mieszka i chętnie dzieli się nią z innymi.
- Znane jest powiedzenie, że historia lubi się powtarzać. Jeśli więc człowiek zna historię, to może przewidzieć przyszłość – uzasadnia.
Jednym z ważniejszych momentów w życiu Kazimierza było rozpoczęcie przygody z rzeźbieniem Bab Pruskich.
- Pomyślałem, że wyrzeźbię sobie kobietę idealne – żartuje. - Oczywiście wiedziałem, że Baby Pruskie to w rzeczywistości mężczyźni, ale temat mnie zafascynował, już wtedy interesowałem się historią Prus.
Od pierwszej rzeźby do wioski
W pracowni Kazika powstawały najróżniejsze baby. Małe, kolorowe, większe, a nawet całkiem spore. Szybko dostrzegli je też ludzie. Wtedy Kazimierz rozpoczął również prowadzenie warsztatów, które okraszone były kuchnią i ciekawymi opowieściami o regionie i jego dawnej historii, a także o przyrodzie. I tak od jednej baby w Piwnicach powstała Wioska Prusów.
- W zasadzie to samo się jakoś zadziało. Okazało się, że temat jest interesujący dla ludzi – opowiada. - Dlatego zacząłem tworzyć wioskę tak, aby każdy mógł poczuć ten klimat.
Kazimierz Abramczyk był również uczestnikiem projektu tworzenia wiosek tematycznych. Swoją zdecydował się nazwać najprościej jak się da – Wioska Pruska. Dzięki ciężkiej pracy, samozaparciu i głowie pełnej czasami wręcz szalonych pomysłów stworzył miejsce, gdzie każdy może się poczuć jak dawni mieszkańcy Mazur. Od tamtej pory jego wioska cały czas się rozrasta i jest modyfikowana.
Prezydenta Pruskiej Wioski, jak zdarza się mówić o sobie Kazikowi, odwiedziło wiele grup, od dzieci, młodzieży, po dorosłych i seniorów. Pruską wioskę poznali także zagraniczni goście. Wiele osób wraca tu każdego roku.
- Taką naszą szlagierową imprezą jest Noc Prusów. Spotykamy się i dobrze bawimy, a wszystko w klimacie dawnych czasów – zapewnia. - Jedynym warunkiem uczestnictwa jest dystans do siebie i pozytywne nastawienie. To wydarzenie odbywa się zawsze w drugiej połowie sierpnia.
Działanie to plany na przyszłość
Kazimierz to osoba z ogromną energią. Uśmiechnięty skupia się na pozytywnej stronie życia. Swoje pomysły wciela w życie. I chociaż dzisiaj jest prezydentem, to szerszemu gronu odbiorców dał się poznać kilka lat temu, jako pan, który zamyka las w słoiku. A konkretniej chodzi o borowiki, które pieczołowicie zbiera w swoim lesie, a następnie marynuje w kwasie mlekowym. Grzybki w całości są zamykane pojedynczo w słoikach, dzięki czemu stanowią wyjątkową ozdobę i pamiątkę z Mazur. Jakie plany na przyszłość ma Kazimierz?
- Plany? Nie mam planów, po prostu na bieżąco realizuję swoje pomysły – mówi.
Burza w szklance wody a burmistrz zachował rozsądek.
Mama
2026-03-15 17:29:48
Panie burmistrzu może zamiast fotografować się z kim co chwila popadnie dla swojej promocji, proszę zrobić Sobie selfie na tle tego piachu na chodniku i ulicach. Miało być tak och a widzę póki co, że tygodnik ciągle Pana promuje a nie pokazuje co złego w tym mieście się dzieje
Kamil
2026-03-15 15:32:56
Już od lat powtarzam, że duża część szczycieńskich piratów drogowych w tym drifterów z placu Juranda i spod Kauflandu, to \"stróże prawa\", lub ich dzieci . Dlatego są \"nietykalni\". Ten miał pecha, bo był na tym terenie \"obcy\"i nie został na czas rozpoznany . Ten jeden poszedł na odstrzał. Ale pozostali jeszcze dziś, lub jutro wieczorem wyruszą na ulice Szczytna, by siać postrach na parkingach, placach, przejściach dla pieszych . I znów nic ich nie powstrzyma ...
R.R.
2026-03-14 08:59:27
Brawo dziewczyny! Zamiast kwiatka i obśliniania rączek konkretna dyskusja o bardzo ważnych i konkretnych sprawach. Bierzcie sprawy w swoje ręce!
mareczek
2026-03-13 00:42:37
Trzeba zrzutkę zrobić
Maniek
2026-03-12 19:17:52
Mam pytania: jak wygląda dozór personelu nad podopiecznymi DPS w Szczytnie? Na jakiej zasadzie \"wypuszcza\" się osoby z DPS poza placówkę. Ponadto na zdjęciu widać, że człowiek ma raczej oczy koloru niebieskawego, a nie piwnego - jak podano w cytowanym opisie. Ale to takie czepialstwo. GRATULACJE
Zaciekawiony
2026-03-12 12:11:54
Czemu już nie piszecie o cenach paliw na stacjach? Poza tym kiedy ktoś pisprzata nasze miasto? Takiego syfon na ulicach i chodnikach nie wiem od ilu lat już nie pamietam
Tytus
2026-03-11 21:24:29
Droga tragiczna a tablica informacyjna o dotacji unijnej stoi już kilkanaście lat. Przecież to wstyd. Jak niby teraz chcą zrobić remont jak tam studzienka na studzience. Wyjdzie to samo co na Bartnej Stronie. Polska jakość.
Tego tego
2026-03-11 07:06:48
Popieram mieszkańców
Gabi
2026-03-09 19:12:36
Brawo, wincyj do kulsonerii patusów, wincyj. i jeszcze podwyzke mu dać
Klasyk
2026-03-09 13:42:23