Poniedziałek, 16 Luty
Imieniny: Danuty, Daniela, Juliany -

Reklama


Reklama

O braku dostępu - felieton Jerzego Niemczuka


Prezydent zwołuje Radę Bezpieczeństwa Narodowego, marszałek nie wypełnia ankiety, profesor bez certyfikatu dostaje jednodniową przepustkę do informacji niejawnych. Jerzy Niemczuk przygląda się sporowi o dostęp do tajemnic państwowych i stawia proste pytanie: czy kwalifikacje do czytania dokumentów mogą wygasać po 24 godzinach – jak jętka?



Meandry rządu i opozycji wokół tajności i ekskluzywnego do niej dostępu, przypominają anegdotę z odległej przeszłości. Pierwszy powojenny burmistrz we Wawrze awansował na to stanowisko, mimo że wykształcenie miał całkowicie niepełne. Z tego powodu miał problemy z czytaniem, więc zlecał je swojemu sekretarzowi. Czasami przychodziły jednak do niego pisma tajne, do których sekretarz nie miał dostępu i zmuszony był zatykać mu uszy, jak mu czytać. 

 


Prezydent zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego, która miała rozpatrzyć sprawę marszałka Czarzastego, który nie wypełnił ankiety dotyczącej dostępu do informacji niejawnych, choć z drugiej strony Czarzasty jako marszałek został przeczesany przez służby na okoliczność wszelkich podejrzanych kontaktów. 
Nie będę bronił Czarzastego, bo jestem nieobiektywny. Wiele lat temu, kiedy nie był jeszcze marszałkiem ani posłem, popadłem w konflikt z jego wydawnictwem, które nie chciało mi wypłacić należnego honorarium za książkę z powodu błędu drukarni, przez co poniosło straty. Stwierdzono, że i ja solidarnie powinienem stratę ponieść, co uznałem jednak za krzywdzące i niezgodne z umową. 

 


Zażądałem rozmowy z szefem a ten po wysłuchaniu racji, podjął korzystną dla mnie decyzję w ciągu paru minut. Przez co zapamiętałem go jako człowieka rzetelnego i decyzyjnego, co być może dzisiaj wpływa na moje niewłaściwe postrzeganie marszałka. 


Reklama

 


Sprawa jest jednak jasna, Czarzasty powinien wypełnić ankietę. 
Jednak najbliższym współpracownikiem prezydenta na tej radzie jest profesor Cenckiewicz, który nie ma dostępu do informacji niejawnych, bo wcześniej zdradził tajemnicę wojskową narażając bezpieczeństwo państwa. 

 


Biuro prezydenta udzieliło mu jednak jednodniowego dostępu na okoliczność sądzenia Czarzastego, który nie wypełnił ankiety. 
Jednodniowa może być jętka, ale czy kwalifikacje do czytania rzeczy tajnych i poufnych? Czy jest szansa, że Cenckiewicz wymaże z pamięci, co w ciągu dnia usłyszał i przeczytał, gwarancji nie ma. Prawo tego nie przewiduje, ale jesteśmy w Polsce, więc choć nie wolno, to jak się bardzo chce, to trochę można. Pewnie są tacy, co zaczną się zastanawiać, czy skoro łamiąc przepisy prezydent udziela formalnie jednodniowej dyspensy, to czy nieformalnie też pozwala, jak nikt nie patrzy. 

 


Sam prezydent ma dostęp z racji urzędu, chociaż służby rekomendacji mu nie udzieliły z powodu aferki z kawalerką. Wbrew tym zastrzeżeniom rekomendacji udzielił Nawrockiemu szef ABW, Wacławek, który jest dzisiaj doradcą w gabinecie prezydenta. Uznał, że mimo wszystko Nawrocki jest godny zaufania, a najlepszym dowodem na to, że się do niego nie zraził, jest to, że u niego pracuje. Malkontenci zaczną się oczywiście zastanawiać, gdzie by pracował Wacławek, gdyby podjął inną decyzję. Życzliwie uznają zapewne, że w trosce o bezpieczeństwo państwa kontynuuje poprzednią misję pilnując, żeby Cenckiewicz nie zgłębiał bez zezwolenia tajemnic poza wyznaczonymi dniami. 

Reklama

 


Wśród zaproszonych na radę był poseł Konfederacji, którego nie ma co sprawdzać, bo jawnie demonstruje prorosyjskie poglądy. Czepiać się też nie ma za co, bo on z kolei u prezydenta nie pracuje, tylko sobie przyszedł jako gość. Czy się kompetentnie wypowiadał na temat ankiety Czarzastego nie wiadomo, bo posiedzenie było tajne. Kto go potem zaprosi z jego prorosyjskimi poglądami, też nie wiemy, a co służby wiedzą, tego się nie dowiemy, bo nie mamy dostępu.
Jerzy Niemczuk



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama