Czwartek, 18 Czerwiec
Imieniny: Laury, Leszka, Marcjana -

Reklama


Reklama

Mama 6-letniego Julka mówi, co wydarzyło się w przedszkolu (rozmowa „Tygodnika Szczytno”)


Sześcioletni Julian wyszedł z przedszkola i sam przeszedł przez miasto do prababci. Przez kilkadziesiąt minut nikt w placówce nie wiedział, że dziecka nie ma. - Najgorsze było to, że zamiast pytania, jak mogło do tego dojść, zaczęło się szukanie winnych wśród dzieci i rodziców - mówi Anna Maruszewska, mama chłopca. Boi się, że nagłośnienie sprawy odbije się na synu. Ale jeszcze bardziej boi się milczenia. Co na to dyrekcja placówki, policja? Mamy ich komentarze.



Sześcioletni chłopiec sam wyszedł z Miejskiego Przedszkola z Oddziałami Integracyjnymi nr 3 „Promyczek” w Szczytnie i dotarł do domu prababci. Jego mama, Anna Maruszewska, mówi w rozmowie z nami o strachu, bezradności i poczuciu, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo dziecka próbowano przerzucić na sześciolatka oraz rodziców. Dyrektorka placówki Magdalena Bojarska zapewnia, że uruchomiono procedury bezpieczeństwa, sprawę zgłoszono policji, organowi prowadzącemu i kuratorium, a rodzina otrzymała wsparcie psychologiczne. Policja potwierdza, że matka dziecka złożyła zawiadomienie o podejrzeniu narażenia małoletniego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W sprawie prowadzone są czynności sprawdzające.

 

„Miałam nadzieję, że przedszkole do mnie zadzwoni”

 

Kiedy dowiedziała się pani, że Julka nie ma w przedszkolu?

Zadzwoniła do mnie babcia. Powiedziała, że do niej z kolei zadzwoniła prababcia Julka, że on jest u niej. Najpierw pomyślałam: to niemożliwe. Przecież on powinien być w przedszkolu. Zadzwoniłam do prababci. Dała mi syna do telefonu. Upewniłam się, że nic mu nie jest. Potem napisałam do męża, że Julek jest na Reja.

 

Co pani wtedy poczuła?

Ja cały czas miałam jeszcze nadzieję, że może przedszkole do mnie zadzwoni. Że usłyszę: proszę pani, coś się stało, nie ma Julka. Ale nikt nie dzwonił. Poszłam do przedszkola. Zadzwoniłam domofonem, przedstawiłam się. Bez problemu otwarto mi drzwi. Weszłam do sali i zapytałam: gdzie jest Julian?

 

I co usłyszała pani w odpowiedzi?

Wychowawczyni zaczęła go wołać. Nie wiedziała, że go nie ma. Padło, że może jest na zajęciach logopedycznych. Poprosiłam, żeby pokazała mi, gdzie jest moje dziecko. Poszłyśmy sprawdzić. Nie było go. Wtedy powiedziałam: ja pani powiem, gdzie on jest. Jest u babci. Uciekło wam dziecko, a wy nawet się nie zorientowałyście.

 

„Nie było go około 45 minut”

 

Ile czasu mogło minąć od wyjścia Julka?

Około 45 minut. On miał powiedzieć, że idzie do toalety. I nie wrócił. Jak można nie zauważyć, że sześciolatek nie wraca z toalety przez tyle czasu? Nawet gdyby nie wyszedł z budynku, przecież w tej toalecie mogło mu się coś stać. Mógł zasłabnąć. Mógł się przewrócić. Mógł się z kimś poszarpać. A on wyszedł z przedszkola i szedł przez miasto.

 

Jaką drogę musiał pokonać?

Musiał przejść przez kilka przejść dla pieszych i skrzyżowanie. On sam nigdy nie wychodził nawet za podwórko. Zawsze był z nami. Dobrze, że prababcia była w domu. Czasem jej nie ma. Nie wiem, co wtedy by się stało.

 

„Zaczęto mówić, że to było wyzwanie”

 

Czy syn tłumaczył, dlaczego wyszedł?

Powiedział, że chciał iść na spacerek. Potem zaczęto mówić, że dzieci miały jakieś wyzwanie. Że ktoś miał podsunąć pomysł ucieczki z przedszkola. Tylko że to są dzieci. Cztero-, pięcio-, sześcioletnie. One mogą mówić różne rzeczy. Od odpowiedzialności są dorośli.

 

Ma pani poczucie, że odpowiedzialność zaczęto przerzucać na dzieci?

Tak. I to jest dla mnie najgorsze. Zamiast powiedzieć: nie dopilnowaliśmy dziecka, zaczęło się mówienie, że to Julek wyszedł, że inne dziecko coś wymyśliło, że rodzice przesadzili. Jedna mama napisała do mnie, że podobno jakiś chłopieć miał podsunąć pomysł ucieczki i że będą wobec niego wyciągnięte konsekwencje. Ja ją prosiłam, żeby tego nie robiono. To nie jest wina dziecka.


Reklama

 

„To jest przedszkole integracyjne. Oni wiedzą, jakie dzieci mają pod opieką”

 

Mówi pani, że Julek jest dzieckiem wymagającym większej uwagi.

Tak. Jesteśmy w trakcie diagnozy ADHD. On ma nadpobudliwość. Ale to jest przedszkole integracyjne. Tam wiedzą, jakie dzieci mają pod opieką. Nie można mówić: dziecko wyszło, bo takie jest. To nie jest uczciwe. Jeśli oddaję dziecko do przedszkola, mam prawo oczekiwać, że będzie bezpieczne.

 

Spotkała się pani z zarzutami ze strony innych rodziców?

Tak. Piszą, że zrobiliśmy zasadzkę na przedszkole, bo wezwaliśmy policję. Że skoro wiedziałam, że dziecko jest bezpieczne, bo dotarło do prababci, to mogłam to zostawić. Ale jak zostawić? On był bezpieczny dopiero wtedy, kiedy dotarł. Po drodze mogło wydarzyć się wszystko.

 

„Jedyną osobą, która naprawdę się mną zajęła, była pani dyrektor”

 

Kto w tej sytuacji okazał pani wsparcie?

Pani dyrektor. I panie, które pomagają w przedszkolu, ale nie opiekunki, które miały Julka pod opieką. Gdyby nie pani dyrektor, siedziałabym na korytarzu i płakała. To ona do mnie dzwoniła, pytała o Julka, interesowała się, co z nami. Mam poczucie, że ona naprawdę potraktowała mnie jak człowieka.

 

A wychowawczyni? Przeprosiła?

Wieczorem wysłała mi wiadomość. Napisała, że wie, że nie chcę z nią rozmawiać, ale że nie dałam jej dojść do słowa i że chce mnie przeprosić za zaistniałą sytuację. To jakiś odruch był. Ale dla mnie za późno i za mało. Bo wcześniej usłyszałam raczej tłumaczenie, że jest dużo dzieci, że trudno dopilnować dwudziestki piątki.

 

„To nie był pierwszy problem”

 

Mówi pani, że wcześniej też były trudne sytuacje. Jakie?

Była sprawa z łazienką. Julek mówił, że był zamykany w łazience. Pani twierdziła później, że go nie zamknęła, tylko zaprowadziła tam w celu wyciszenia. Dla mnie to było nie do przyjęcia. Była też sytuacja z zawodami dla dzieci. Julek nastawił się, że weźmie udział. Pytaliśmy, jak ma być ubrany. Przy nim padła odpowiedź, że w zawodach biorą udział tylko najlepsze, najszybsze i najsprytniejsze dzieci. To było powiedziane przy sześciolatku.

 

Zgłaszała pani te sprawy?

Tak. Rozmawiałam o tym w przedszkolu. Były emocje. Raz usłyszałam jedno, potem przy dyrekcji próbowano to inaczej tłumaczyć. Ta sprawa wracała.

 

„Boję się, że to odbije się na dziecku”

 

Dlaczego zdecydowała się pani mówić publicznie?

Bo mam już dość. Nie chcę, żeby to się rozmyło. Nie chcę, żeby za chwilę ktoś powiedział, że nic się nie stało, bo dziecko doszło do prababci. Stało się. Dziecko wyszło z przedszkola. Nikt tego nie zauważył.

 

A czego się pani boi?

Że to odbije się na Julku. Że ktoś będzie na niego patrzył jak na problem. Że przykleją mu łatkę. Że w nowym miejscu ktoś powie: to ten chłopiec. Od września zaczynamy nowy etap, szkołę. Nie chcę, żeby moje dziecko ponosiło konsekwencje tego, że dorośli nie dopilnowali bezpieczeństwa.

 

„Nie chcę zemsty. Chcę odpowiedzialności”

 

Reklama

Policja przyjęła zgłoszenie?

Tak. Pojechaliśmy sami na policję i zgłoszenie zostało przyjęte. Później poinformowano mnie, że mogę jeszcze złożyć wniosek o ściganie.

 

Czego pani dziś oczekuje?

Nie chcę zemsty. Chcę odpowiedzialności. Chcę, żeby nikt nie przerzucał winy na sześciolatka, inne dzieci albo rodziców. Dzieci mają prawo robić głupie rzeczy, bo są dziećmi. Dorośli mają obowiązek je chronić.

 

Co chciałaby pani powiedzieć innym rodzicom?

Żeby nie dali sobie wmówić, że jeśli dziecko jest trudniejsze, bardziej ruchliwe albo wymaga więcej uwagi, to można mniej dbać o jego bezpieczeństwo. Nie można. Bo kiedy zamykają się drzwi przedszkola, rodzic musi mieć pewność, że dziecko jest pod opieką. A nie nadzieję, że samo jakoś sobie poradzi.

 

Odpowiedzi na zapytania prasowe:


Dzień dobry,

Szanowny Panie Redaktorze w odpowiedzi na pana pytania prasowe,

informuję, że w dniu 16.06.2026 r. około godziny godz.10.00 doszło do zdarzenia, które miało miejsce w Miejskim Przedszkolu z Oddziałami Integracyjnymi Nr 3 ,,Promyczek'' w Szczytnie w siedzibie na ulicy Konopnickiej 70.

Zdarzenie dotyczy samowolnego oddalania się chłopca z terenu placówki . Sprawa została zgłoszona Policji, a rodzina dziecka otrzymała natychmiastowe wsparcie psychologiczne. Przedszkole utrzymuje kontakt z rodzicami dziecka monitorując jego dobrostan oraz oferując wsparcie. Pomocą psychologiczno - pedagogiczną objęto również grupę przedszkolną do której uczęszcza dziecko. Sprawa została niezwłocznie zgłoszona do Organu Prowadzącego oraz Kuratorium Oświaty. Została uruchomiona wewnętrzna procedura bezpieczeństwa. W dniu dzisiejszym odbyło się spotkanie z rodzicami grupy do której uczęszcza wychowanek. Na tym etapie zbierane są wyjaśnienia od nauczycieli i pracowników niepedagogicznych. Analizowane są różne aspekty tej sprawy. W przedszkolu zamontowane są domofony oraz blokada wewnętrzna drzwi. Planowane są spotkania z pracownikami przedszkola mające na celu uszczelnienie procedur bezpieczeństwa.

Z poważaniem

Magdalena Bojarska



Szanowny Panie Redaktorze,

w odpowiedzi na Pana wiadomość przekazuję informacje dotyczące wskazanego zdarzenia, do którego doszło 16 czerwca 2026 roku w Szczytnie:

We wtorek (16.06.2026 r.) około godziny 10:30 oficer dyżurny szczycieńskiej komendy otrzymał zgłoszenie o samowolnym oddaleniu się 6-letniego chłopca z jednego z przedszkoli. Dziecko po opuszczeniu terenu przedszkola poszło do miejsca zamieszkania swojej babci znajdującego się w niedalekiej odległości od przedszkola. Dotarło tam bezpiecznie i pozostało pod opieką babci.

Matka dziecka, wiedząc, że syn jest bezpieczny, udała się do przedszkola, aby ustalić okoliczności tego zdarzenia. Tego samego dnia kobieta złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na narażeniu małoletniego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W sprawie prowadzone są czynności sprawdzające.

Z poważaniem, 

mł. asp. Agata Stefaniak, Asystent

Jednoosobowego Stanowiska do spraw Prasowo-Informacyjnych

Komendy Powiatowej Policji w Szczytnie


 



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama