Najpierw procesje Bożego Ciała, potem tenisowe emocje z Paryża, a na koniec Opole. W jeden czerwcowy weekend Polska żyła świętowaniem, ale prawdziwym objawieniem okazała się Maja Chwalińska. Drobna, niepozorna tenisistka, która przeciwstawiła się sile techniką, a depresji – determinacją. Jerzy Niemczuk pisze o narodowej „majomanii”, fenomenie sportowej baśni o Kopciuszku oraz o tym, dlaczego kibice zakochali się w zawodniczce, która na nowo przypomniała, że w sporcie wciąż jest miejsce na charakter, finezję i marzenia.
O majomanii
6 czerwca, który nastąpił po nieuznanym dotąd świętem pierwszych po latach wolnych wyborów, odbyło się coś w rodzaju walki postu z karnawałem. Lud najpierw świętował w procesjach Boże Ciało, potem ruszył gromadnie do telewizorów, żeby świętować tenisowy finał w Paryżu i został przed nimi do festiwalu w Opolu, gdzie zdaje się zabrakło religijnych utworów. Przybyło nam fanów tenisa, bo nastąpiło nowe objawienie.
Pierwszym na świecie rozpoznawalnym fanem był Henryk VIII, który kazał w swoich posiadłościach budować korty. Jeden z najstarszych, z 1625 roku, zachował się w Hampton Court Palace. Zanim pojawiły się rakiety z giętych listew buka, klonu lub jesionu z naciągami z bydlęcych jelit, grano ręką, Zaś sama gra pochodziła z Francji i tak właśnie się nazywała po francusku jeu de paume. A późniejsza angielska nazwa lawn tennis zdaje się także pochodzić od francuskiego tennez, co znaczy: uważaj, bo ten okrzyk wydawali gracze przed serwisem. Zasady gry wraz piekielną punktacją, 15-30-40, która ogranicza wygranie aż do ostatniej piłki, wprowadził sto pięćdziesiąt lat temu brytyjski oficer, Wingfield. Same piłki były białe lub czarne.
Czarnymi grano śniegu. Dopiero w latach 70-tych wraz z pojawieniem się koloru w telewizorach zmieniono je na żółte, żeby było lepiej widać. Co roku tenis wraca do Francji o tej porze. Na Rolland Garros zdarzyło się to, czego się obawiałem. Maja, która spędziła na kortach piętnaście wyczerpujących godzin, nie miała aż tyle sił i świeżości, żeby dotrzymać kroku Andrejewej, która grała połowę tego czasu, a wiatr tym razem nie sprzyjał finezji. Były emocje, ale wspaniale tego dnia dysponowana Rosjanka wygrała wyraźnie. A jednak Chwalińska mimo wszystko wzorowo zagrała rolę tenisowego fenomenu.
Sport potrzebuje dobrych opowieści, a ona snuje wyjątkową. Stylem gry odbiega od wszystkich, które wygrywają w ostatnich latach. Drobna jak Dawid, walczy z Goliatami. Uboga niczym Kopciuszek w porównaniu z tenisistkami z pierwszej pięćdziesiątki, przeskakuje w rankingu niemal o sto miejsc. Wygrywa z najlepszymi nie siłą uderzeń, lecz techniką, sprytem, finezją, determinacją.
Wcześniej wygrywa z depresją. We Francji spełnia swoje dziecięce marzenie o Rolland Garros, które przed laty zarejestrowała kamera. Do tej pory bardziej znana jako przyjaciółka Igi Świątek, z którą zamieniła się rolami. To teraz ona przyciąga do siebie media. Jest inteligentna, otwarta, ma poczucie humoru i ujmujący, niemal dziecięcy, uśmiech. Wszystko, czego potrzeba, żeby błyszczeć przez lata na kortach. W trzy mordercze tygodnie napisała dla siebie wspaniałą rolę, teraz trzeba potwierdzić ją kolejnymi występami, w których nie będzie musiała tracić sił na eliminacje.
Za sukcesem pójdą sponsorskie kontrakty, co uwolni ją od problemów finansowych i pozwoli się dalej rozwijać. Kibice ją pokochali także z powodów pozasportowych, ekspertów całego świata zachwyciła odmiennością stylu, dawno już na kortach nieoglądanego. Powiało świeżością, która burzy stereotypy. Sam uległem „majomanii”. Znajomi powiedzą, że z powodu handicapu wzrostu i leworęczności. Może i to nie bez znaczenia. Kibicując łatwiej mi się identyfikować z jej problemami.
Trzeba pamiętać, że taka erupcja talentu niesie ze sobą zagrożenia i nie wszystkie zawodniczki potrafiły ją wykorzystać w kolejnych latach. Niektórym Kopciuszkom złota kareta na powrót zamieniła się w dynię. Mam nadzieję, że z Mają będzie inaczej, bo nabrała pewności, że może wygrywać z najlepszymi. Tej pewności Idze Świątek na razie zabrakło. Miejmy nadzieję, że wkrótce w oddaleniu od mediów odzyska równowagę i będziemy mogli się emocjonować sukcesami dwóch wspaniałych zawodniczek.
Jerzy Niemczuk
naruszenie konstrukcji wiezy
wojt jaskol stasiek
2026-07-09 04:23:57
gdyby nie ta wieza to nie bylbyl w radiu
wojt jaskol stasiek
2026-07-09 04:21:31
koordynator sobie ustala dyzury a starosta placi
ollsza
2026-07-09 04:18:51
to dooncz ta pzybudowke
jery
2026-07-08 20:43:04
Szanowny XXX nie tylko autor uważa wybór Batyra za wątpliwy. Przesłanki sa takie ze powinny zostać policzone glosy we wszystkich komisjach, bo Pańscy czyli pisowscy strażnicy wyborów je sfałszowali, jak zwykle tam gdzie Ci komuniści z PiS cokolwiek robią. Jak zwykle mój wpis zostanie usunięty przez admina.
j23
2026-07-08 08:50:47
Jakos teznia chyba nie ma kamienia i funkcjonuje
Romek
2026-07-07 05:00:54
Ogłaszają konkursy, rozstrzygają je, wygrywają ostatecznie to i upamiętnienia są warci...
Follower
2026-07-06 22:06:55
Szanowny Panie, Czuję się wywołany to tablicy. Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiał Pan intencję mojego komentarza. Przede wszystkim nie chciałem Pana obrazić ani deprecjonować, używając określenia „elita”. Nie napisałem, że należy Pan do elity, lecz że sam przedstawia się Pan często jako osoba stojąca nieco wyżej od tych, których poglądy polityczne Pan krytykuje. Moim zdaniem celowo przeciwstawia Pan dwa światy: świat ludzi kulturalnych, wyrobionych, świadomych oraz świat zwykłych obywateli (wyznawców), którzy dokonują niewłaściwych wyborów politycznych. Moją intencją był sprzeciw wobec dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Uważam, że uczestnictwo w koncertach filharmonicznych, znajomość zasad savoir-vivre\'u czy zainteresowanie kulturą wysoką nie czynią nikogo człowiekiem wartościowszym od tych, którzy mają inne zainteresowania lub odmienne poglądy polityczne. Chciałbym również zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. W swoich felietonach regularnie podważa Pan wybór Karola Nawrockiego na urząd Prezydenta RP, sugerując wprost, że jego mandat jest wątpliwy. Moim zdaniem nie ma ku temu wystarczających podstaw. Mam wrażenie, że taka narracja coraz bardziej wpisuje się w retorykę środowisk skupionych wokół hasła „Silni Razem” z Romanem Giertychem na czele. To oczywiście Pańskie prawo, jednak sądzę, że osoba o Pańskim doświadczeniu, wiedzy i niewątpliwej erudycji nie musi sięgać po argumentację, która przez wielu obywateli traktowana jest jako niepoważna, lekko mówiąc. Pozdrawiam
XxX
2026-07-06 17:29:24
A może coś o \"2-godzinnym\" prezydencie Trzaskowskim i jego umiejętnościach w zakresie zarządzania szpitalami oraz ochronie sygnalistów? Czy dalej tępe bicie w bębenek dla elitarnego betonu?
Kurek
2026-07-06 12:34:12
Szkoda że na zdjęciach nie ma zwycięzców a tylko osoby z drugiego miejsca. Chłopcy mają 16 i 17 lat. Brawo Kuba i Kacper
Marek
2026-07-05 21:36:04