Poniedziałek, 1 Czerwiec
Imieniny: Anieli, Feliksa, Kamili -

Reklama


Reklama

Kiedy karabin nie mieści się w kieszeni. Felieton Jerzego Niemczuka


Czy można ocenić książkę po jednym zdaniu, pisarkę po jednym żarcie, a człowieka po jednym wpisie w internecie? Jerzy Niemczuk przygląda się epoce błyskawicznych osądów, internetowych burz i wiedzy, która kończy się często na pierwszym skojarzeniu. Od Tokarczuk i sztucznej inteligencji po mausera, który jednak zmieścił się w kieszeni.



O powierzchownych osądach
Ledwo co przeszła „gównoburza” po wypowiedzi Tokarczuk, że AI sufluje jej pomysły do książki. Wrażenie zrobiło, że zażartowała zwracając się do algorytmu familiarnie, per „kochanie”.  Nie widzę nic zdrożnego w tym, że autor w poszukiwaniu pomysłów sięga po wszystko, co może mu pomóc. Czasami nawet głupie pomysły aktywują wyobraźnię budząc sprzeciw. Sam to przeżywałem nie tak rzadko. Lepsze to niż szukać inspiracji, wpatrując się w niezapisaną stronę, bo nie zawsze masz pod ręką partnera, któremu się chce rozmawiać o tym, co piszesz. To może być krzywe lustro twoich konceptów, w którym jednak coś można dostrzec. 


Nie wyobrażam sobie, żeby oryginalny twórca wykorzystał schematyczne podpowiedzi jako własną wersję, raczej się przeciwko nim zbuntuje. 


Kolega po piórze, Szczepan Twardoch, stwierdził asertywnie, że wchodzenie w relację z modelem językowym, jest jak zawieranie małżeństwa z wibratorem, a on sam wszystkie swoje rzeczy pisze własnoręcznie. Żart Tokarczuk został potraktowany ze śmiertelną powagą, co może nie dziwi, bo oboje po tonację komediową w swojej twórczości raczej nie sięgają, choć mogę się tym razem mylić i Twardoch sobie zażartował ryzykownie, że czerpie autorską satysfakcję odsługując się własnoręcznie, a nie za pomocą wibratora.


Reklama


W pospiesznej percepcji wszystko jest oceniane powierzchownie i bezrefleksyjnie. Moja znajoma tłumaczka, Natalia Mętrak-Ruda, pochwaliła się zdaniem otwierającym nowo przełożoną książkę Anthony'ego Bourdaina, po którym właśnie postawiła kropkę: 
"Kiedy wyciągnąłem Mausera z kieszeni, wszyscy spojrzeli na mnie tak, jakby ktoś właśnie zesrał się na dywan".


Mnie się to pierwsze zdanie opowieści, zwane przez fachowców incipitem, jawi literacko „smaczne”, mimo pewnej drastyczności. Przykuwa uwagę. Ale mauser jest powszechnie znany raczej jako karabin, więc internauci zareagowali ironicznie, że karabin się w kieszeni nie zmieści, a jednak firma produkowała w latach 1896-1939 pierwszy samopowtarzalny pistolet, co można w minutę sprawdzić korzystając z zasobów Internetu. 


Wiedza powierzchowna wymaga weryfikacji, bo jeśli jej zabraknie, staje się ignorancją, tak jak uwaga redaktorki sprzed wielu lat, która zadała na piśmie pytanie mojej córce: A gdzież to dzik trzyma szable? 


Radziłem jej odpowiedzieć, że w pochwie. 
W ostatnich dniach głośno o rządowej pomocy dla twórców, żeby im zapewnić godziwe warunki finansowe. I szybko nie ucichnie, w powszechnej opinii staną się oni kolejną obok rolników, a także rolnych latyfundystów, księży, służb mundurowych grupą uprzywilejowaną. Nie wiadomo, jak to będzie w przyszłości wyglądało, ale piszących na przykład namnożyło się nad miarę, podaż książek osiągnęła niespotykane w przeszłości rekordy, więc trudno będzie ocenić, kto zasługuje na przywilej bycia prawdziwym pisarzem. 

Reklama


Co do mnie mam do tego dystans. Mnie wcześniej naprawdę nie było mnie stać, żeby opłacić emerytalne składki, więc płaciłem tylko zdrowotne, kiedy tylko stanąłem na nogi, zacząłem je opłacać i mam emeryturę, wprawdzie niewysoką, jednak mam i nie widzę powodów do narzekania. 


Wiem, co znaczy niedostatek w tym fachu, bo freelancerem jestem od czterdziestu pięciu lat, ale mało mnie wzruszają narzekania znanych twórców, którzy w przeszłości zarabiali krocie, że mają nędzne emerytury, bo nie chciało im się płacić składek. To rodzaj hipokryzji, co tylko może rozsierdzić publiczność, a wokół kryteriów, komu należy pomagać, będę wybuchały kolejne shitstormy.
Jerzy Niemczuk



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

Reklama