Jak powszechnie wiadomo jestem aktywnym od lat łasuchem. Kosztowało to ładnych kilkanaście kilogramów nadwagi, ale co dobrego zjadłem, to moje. Teraz już zamiast ilości zdecydowanie „idę w jakość” spożywanych przysmaków, co też może przysporzyć wielu przyjemności. Całe szczęście, że właściwe nigdy nie miałem ciągot na słodycze. Za pierwszej młodości wyjątkiem były landrynki (z wyjątkiem migdałowych), a obecnie pozostały właściwie tylko bezy. Zresztą też nie każde, bo takie małe, twarde, we wszystkich kolorach tęczy, które oferują niektóre cukiernie raczej mnie nie pociągają.
Bezowym przebojem życia wydawały mi się przez lata bezy wielkości solidnego bochenka chleba jakie kupowaliśmy we francuskim miasteczku nad Loarą, gdzie włóczyliśmy się rzeczną barką. Mimo gargantuicznej wielkości rozpływały się w ustach i spokojnie byłem w stanie pochłonąć bochenek takiej piankowej rozkoszy za jednym posiedzeniem.
Zresztą nie tylko ja, bo zaimponowała mi znana w Szczytnie pani doktor o absolutnie szczupłej posturze, zmiatająca takiż bochenek słodkości bez żadnej szkody dla sylwetki. O mnie tego nie mogłem powiedzieć. Dziś za najwyższą bezową klasę uważam białe cuda tworzone w Piecach przez Jurka Niemczuka, którymi litościwie mnie od czasu do czasu obdarza wprowadzając zawsze w stan prawie ekstazy. Chapeau bas Mistrzu! I to by było na tyle jeżeli chodzi o słodycze, ale gdy ma się wnuki…

Szybko wśród młodszej młodzieży rozeszła się wieść o otwarciu w Szczytnie pijalni czekolady. Sam bym może przy okazji odwiedzin znajdującego się vis a vis czekoladziarni empiku zaciągnął się co najwyżej miłym aromatem. W młodzieżowym towarzystwie, jak wiadomo, dziadek nie ma szans. Może gdyby udało się poprzestać na kubeczku gorącej czekolady z chili czy białej mrożonej z wedlowskim torcikiem to jeszcze pół biedy. Niestety, pan E. Wedel (d. 22 lipca) wymyślił pokus dużo więcej.
Dobrze, że powstała ta pijalnia (póki co na wynos) lecz dla doświadczonego życiem dziadka jest to naprawdę spore wyzwanie. Na miarę dużej pizzy z owocami morza czy kaczki po pekińsku z zupą won ton, że o pierogach z gęsiną nie wspomnę. Wszystko też do kupienia na wynos, dla dobra szczycieńskiej gastronomii, której nie możemy pozwolić na wyginięcie!
Tu przypomniały mi się lata bydgoskiej młodości. Z domu do szkoły i z powrotem musiałem się przemieścić przez całe centrum tego pomorskiego grodu. Rano służył do tego tramwaj zwany tam „bimbusem” natomiast powrót odbywał się już na własnych nogach i trwał czasem nawet parę godzin. O jedzenie wtedy mało się dbało, w domu zawsze czekało coś „na ciepło”. Natomiast główną przyczyną przedłużających się popołudniowych spacerów były bydgoskie księgarnie.
Miało to miasto wtedy szczęście do księgarzy z prawdziwego zdarzenia. Kilka dni temu w naszej „Fraszce” kupiłem antologię opowiadań Marka Nowakowskiego „Książę Nocy”. Gdzieś w przepastnych szafach mojej biblioteki powinny się znajdować przynajmniej dwa małe zbiory opowiadań tego autora „Ten stary złodziej” wydany w 1958 roku i „Benek Kwiaciarz” z roku 1961. Oba kupiłem gdzieś około 1968 roku – jeden w antykwariacie na wąskiej ulicy Długiej, po której jeździły jeszcze wówczas tramwaje, a drugi w księgarni „taniej książki” przy ulicy Dworcowej.
Gdy dziś czytam znów te i późniejsze opowiadania mistrza krótkich form prozatorskich czuję prawie specyficzny zapach obu tych świątyń literatury. Katedrą księgarską była zaś słynna w kraju księgarnia „Współczesna” ulokowana pośrodku pomiędzy tamtymi, bo przy ulicy 1 Maja, przed wojną i dzisiaj Gdańskiej. W kilku przestronnych salach na dwóch kondygnacjach można było kupić wszystko, co wówczas w kraju wydawano.
Tam też przez ładnych kilka lat wykupywałem co parę miesięcy kolejny tom Wielkiej Encyklopedii Powszechnej, zastępującej w tamtych przedcyfrowych czasach Googla i Wikipedię łącznie. Aby ją nabyć trzeba było wcześniej zdobyć gdzieś talon, o który było trudniej niż o talon na upragnionego wtedy „malucha”. Do dziś tych trzynaście tomów zajmuje poczesne miejsce na moich półkach.
A skąd to dzisiejsze skojarzenie gastronomiczno – literackie? W ulubionym lokalu Nowakowskiego noszącym w opowiadaniu nazwę „Sielanka”, dominował zapach odgotowywanych kartofli i smażonego masła. Był legendarny barek i zespół starych szmirusów do kotleta. Dziś już mocno to egzotyczne, a jak będzie wyglądało, gdy po lockdownie lokale znów otworzą podwoje. Ile z nich wróci i w jakiej postaci? Czy będzie znów beza z kawą w „Mocce”?
Wiesław Madrzejowski (wiemod@wp.pl)
Niemczuk i Mądrzejewski naczelni szczycieński piewcy demokracji walczącej - silnie pracujący na wzrost poparcia Karola Nawrockiego. Dobrą robotę robicie Panowie! Oby tak dalej!
Zurom
2026-07-30 08:40:21
Sz.P. Autorze niezwykle łatwo rzuca Pan oskarżeniami o rosyjską dezinformację jak na oficera MO, którego na własną prośbę do KW MO w Toruniu, do wydziału kontrwywiadowczego....
Karakan
2026-07-30 08:36:45
Sprzedam Teściową z Teściem, za ten lot, a ich naprawdę lubię, oni mają 3 synów, więc po locie i tak zginę, a tym migu możemy zginàć w każdym locie zatem wynik O
Mirosław Obrębski
2026-07-29 17:12:57
To jest moja ulubiona kwiaciarnia, zawsze znajduję tu coś innego pięknego pasującego do okazji
Ewa
2026-07-29 15:59:58
Pewnie to ten od defibilatora z plaży miejskiej.
2026-07-29 08:20:19
A co Pan powie o pożytecznych idiotach bezkrytycznie powielających banderowską narrację? To są dopiero debile, prawda? To Zelenski zmienił nastawienie Polaków nie Putin, to Zelenski gloryfikuje UPA i tworzy Panteon dla tych morderców. Polacy w końcu zobaczyli prawdę, o której od lat mówił Putin, ale debile skutecznie go zaszczekiwali.
Polak
2026-07-27 15:13:49
Brawo! W końcu ktoś powiedział to głośno. Parking 50 m od jeziora. Tygodnik mógłby podpytać innych włodarzy czy przeznaczyli by tak cenny obszar na parking. Mieszkańcy spłatę odkupu wieży będą odczuwać 10 lat minimum. Natomiast parking i renowacja trupa to kolejne 20 lat zaciskania pasa.
Barbara
2026-07-27 14:48:33
Brawo!
Tomasz
2026-07-27 12:26:13
w plozach tylkp jurek tyczynski
jery
2026-07-27 12:25:33
uwazajcie na pluskwy w domkach
wojt jaskol stasiek
2026-07-26 07:50:51